Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.

Innercity Ensemble – IV
Jarek Szczęsny:

Luz i bogactwo.

Grischa Lichtenberger – RE:PHGRP
Paweł Gzyl:

Free jazz w „rasterowej” wersji.

Jónsi & Alex Somers – Lost and Found
Jarek Szczęsny:

Dla przyjemnego słuchania.



Co mówił Dj Shadow?

24 lipca w klubie Centrum Stocznia Gdańska po raz pierwszy w Polsce wystąpił Josh Davis, czyli legendarny DJ Shadow. Kilka godzin przed koncertem odbyła się konferencja prasowa z udziałem amerykańskiego producenta. Nowamuzyka była medialnym patronem wydarzenia, zaś wśród dziennikarzy indagujących Shadowa znaleźli się także przedstawiciele naszego serwisu. Od premiery Twojego ostatniego albumu „The Outsider” minęły prawie cztery lata. Co robiłeś w tym czasie?

Kiedy ukazała się ostatnia płyta, wyruszyłem w tournee, które trwało prawie rok. Później, w czerwcu 2007, wystąpiłem z Cut Chemistem w Hollywood Bowl w Los Angeles, gdzie graliśmy z winylowych siódemek. Set nazywał się „Hard Sell” i obaj wyruszyliśmy w roczną trasę koncertową pod takim szyldem, co prowadzi nas do następnego roku. Do końca 2008 zagrałem jeszcze kilka setów didżejskich, potem zacząłem pracować nad nowym albumem, brałem też udział w tworzeniu gry DJ Hero wydanej przez ActiVision. Prace nad premierowym materiałem trwały od listopada 2009 do maja 2010, potem była praca nad DJ Hero 2, opracowanie koncepcji trasy koncertowej, a teraz jestem tutaj.

Teraz pracuję sam, jak przy dwóch pierwszych albumachMówisz o nowej płycie, jest już jakaś data premiery?

Zgaduję, że będzie to późna wiosna lub wczesne lato 2011.

Czy znajdą się na niej jacyś gościnni wokaliści tak jak na „The Outsider”, czy będzie to raczej album instrumentalny bliższy „Endtroducing…”?

W większości instrumentalny, na obecną chwilę na płycie nie ma żadnych gości. „Endtroducing…” nagrywałem w pojedynkę, potem był projekt UNKLE, który opierał się głównie na kolaboracjach z innymi artystami, następnie kolejna solowa płyta, instrumentalna „The Private Press”, no i „The Outsider”, na której było wielu gości. Teraz pracuję sam, jak przy dwóch pierwszych albumach.

Czy jest jakaś szansa, że znów zaczniesz współpracować z Jamesem Lavellem w ramach UNKLE?

Niewykluczone. Niedawno widzieliśmy się z Jamesem na Wireless Festival w Londynie, po raz pierwszy od czterech lat. Kiedy spotkałem go w 2006, wymieniliśmy zaledwie kilka zdań. Wydaje mi się, że od tamtego czasu w jego życiu nastąpiły pewne zmiany. Obecnie chyba obaj jesteśmy gotowi, żeby znów brać pod uwagę współpracę. Wątpię, żeby którykolwiek z nas był na to otwarty cztery czy osiem lat temu. Moim zdaniem minęło wystarczająco dużo czasu, a sam James znajduje się teraz w lepszej pozycji, i mówię to z całym szacunkiem, jaki do niego żywię. Myślę, że zgodziłby się z moimi słowami, gdyby tu był. Dobrze było znowu go spotkać. Bardzo cenię to, że James wkłada mnóstwo energii, by utrzymywać UNKLE na przestrzeni lat. Mówiąc krótko – tak, to możliwe, że znów coś razem zrobimy.

Jak duża jest twoja kolekcja płyt winylowych?

Nie wiem… (śmiech)

Tysiące? Setki tysięcy?

Więcej niż 100 tysięcy. Ale to nie są żadne przechwałki, to nie jest coś, czym powinno się błyszczeć. Według mnie można mieć miliony winyli i być fatalnym didżejem. Tak naprawdę nie chodzi mi o ilość, po prostu przez całe życie kolekcjonuję płyty. Poza tym dwa lata temu trafiła się niezła okazja – razem z przyjacielem kupiłem 350 tysięcy siedmiocalówek do podziału. Kolekcja ciągle rośnie, ale rzecz nie w ilości, tylko w tym, że to wewnętrzny przymus i pokusa.

Wiele czasu zajmuje mi komponowanie. Mam wobec siebie wysokie wymaganiaW książce „Wierność w stereo” jest pewien fragment mówiący o różnych sposobach organizacji swojej kolekcji płytowej. Jak wygląda twój system?

Rzeczy, które są najbliższe mojemu sercu, to hip-hopowe dwunastki i funkowe siódemki, które są ułożone w kolejności alfabetycznej. Właśnie o te płyty dbam najbardziej. Hip-hopowe dwunastki stanowią dużą część mojej kolekcji, więc nie sposób skatalogować i ułożyć wszystkich. To naprawdę stare płyty, głównie z lat 1979-1981. Staram się mieć w nich porządek i pilnować ich, bo są bardzo rzadkie i ciężko zastąpić je innymi egzemplarzami. Może kiedy będę miał 60-70 lat, będę spędzał cały mój czas na katalogowaniu płyt. Teraz jestem zbyt zajęty.

Dlaczego tak długo zajęło ci dotarcie do Polski i czy znasz historię Gdańska, Solidarności?

Tak. Miałem 8-9 lat, kiedy to się działo, i pamiętam jak moi rodzice oglądali to w telewizji. Wtedy nie za bardzo to rozumiałem, ale przez długi czas o solidarnościowym ruchu mówiono w wiadomościach każdego wieczoru. Dobrze to zapamiętałem, później uczyłem się o tym w szkole. Jeśli chodzi o fakt, dlaczego wcześniej nie byłem w Polsce, to kiedy stanowisz tylko jednoosobowy zespół, musisz zadbać o wszystko. Na przykład teraz muszę brać udział w tej konferencji.

Muszę też komponować, miksować muzykę i wykonywać ją na żywo. Nie ma gitarzysty, któremu mógłbym powiedzieć: „Dobra, dzisiaj ty spotykasz się z prasą, a ja będę pisał teksty piosenek”. Przez to wszystko trwa dłużej. Poza tym wiele czasu zajmuje mi komponowanie. Mam wobec siebie wysokie wymagania – nie rywalizuję z innymi ludźmi, tylko z samym sobą. Często zdarza się, że nie podoba mi się to, co stworzyłem. Trzy dni pracy, która ląduje w śmietniku. Muszę się sporo napracować, żeby stworzyć zadowalającą muzykę. Natomiast obecna trasa koncertowa polega głównie na odwiedzaniu nowych miejsc. Nigdy wcześniej nie byłem w Grecji, Rosji, Rumunii, Bułgarii czy w Polsce.

Jakie są twoje pierwsze wrażenia z pobytu w naszym kraju?

No cóż, przyjechałem zaledwie wczoraj i jak zwykle jedyne, co do tej pory widziałem, to hotel i lotnisko. A później przyjazd do tego miejsca (CSG – przyp. red.). Może gdybym miał jeden dzień więcej, wybrałbym się na zwiedzanie… Ale jestem do tego przyzwyczajony, mogę uchwycić tylko drobne przebłyski, tak jak widziałem tylko niewielki fragment miasta w drodze tutaj. Planowałem odwiedzić kilka miejsc w Rosji, z kolei w Atenach widziałem Akropol. Z okna mojego hotelowego pokoju był taki malutki (tutaj DJ Shadow przybliża dwa palce na odległość centymetra i uśmiecha się smutno – przyp. red.). To wszystko, co do tej pory widziałem podczas tego tournee.

Teraz chyba każdy didżej gra house. A ja lubię grać wiele różnych rodzajów muzyki.Masz jakieś oczekiwania co do dzisiejszego występu? Czego spodziewasz się po publiczności?

Szczerze mówiąc, staram się nie mieć oczekiwań. Lubię czerpać z tego, co daje mi widownia, bo na tym opiera się więź z ludźmi, którzy przychodzą na koncert. Do niektórych trzeba mówić, zachęcać ich i sprawić, by poczuli się swobodnie. Jeszcze inni nie potrzebują żadnej zachęty, bo znają muzykę, znają tę energię i po prostu dobrze się bawią. Tak naprawdę dużo zależy od widowni. Wiele razy grałem w Irlandii, gdzie w Belfaście publiczność była szalenie podekscytowana i głośna, a już w Dublinie bardziej skupiona i wyciszona. A to tylko dwa miasta oddalone od siebie o dwie godziny drogi.

Jest bardzo wiele różnych typów widowni, więc ciężko cokolwiek przewidzieć. Na przykład w 2002 wystąpiłem na festiwalu Benicassim w Hiszpanii i publika szalała. W tym roku na tej samej imprezie grałem o trzeciej nad ranem. Było gorąco i ludzie byli już bardzo zmęczeni, więc musiałem to zrozumieć i zrezygnować z energetycznego występu, który sprawdziłby się, powiedzmy, o dziesiątej wieczorem. Jak mówiłem, staram się nie mieć oczekiwań, mam tylko nadzieję, że ludzie znają moją muzykę i wiedzą, że chcę pokazać coś więcej niż muzykę house. (śmiech) Teraz chyba każdy didżej gra house. A ja lubię grać wiele różnych rodzajów muzyki.

Co zamierzasz zagrać dzisiejszej nocy?

Kiedy wyruszam w solową trasę, w 95% gram własną muzykę, pozostałe 5% to drobne fragmenty nie moich utworów. Podczas tego tournee prezentuję również nowe kawałki, nad którymi pracuję w związku z albumem. Publiczność słyszy więc premierowy materiał jako pierwsza – nie jest on nigdzie dostępny, nie można go ściągnąć z sieci ani kupić. Oprócz tego gram także remiksy i starsze utwory. Przygotowując set zawsze wkładam w niego mnóstwo pracy, bo ogólnie rzecz biorąc, nigdy nie gram tych samych piosenek w taki sam sposób jak wcześniej. To ważne, bo nie lubię się nudzić na scenie. Jak na razie ta metoda działa dla mnie bardzo dobrze.

Pytał, słuchał i notował, a potem przetłumaczył: Maciej Kaczmarski

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. keisuke

    „We had access to too many, uh, too much money, too much equipment, and little by little we went insane…” 🙂

  2. ryba16

    powrot UNKLE w skladzie shadow-lavelle… marzenie…