Wpisz i kliknij enter

Hailo – Present


Jeden z najnowszych .zipów w katalogu labelka Pitu Pitu to 20 minutowa podróż po grupie wyrazów bliskoznacznych loop, loopstacja, pętla, warstwa, rytm, delay, multitap delay etc. Jaki kraj takie White Rainbow, ale doprawdy: właśnie zeszłoroczne „New Clouds” najprędzej przychodzi do głowy jako materiał porównawczy, głównie ze względu na paletę barw, ale też wyraźnie organiczne, żywiołowe brzmienie mnożonej w nieskończoność perkusji, osiągane za sprawą czegoś tak w gruncie rzeczy spolegliwego jak mechaniczna, programowalna repetycja (nawet szkoda, że narastające gdzie nie gdzie feedbacki hamują i rozpadają się w echotyczne halo wokół ostatniego dźwięku kolejnych etapów ewolucji, nie przechodząc w nieokiełznany white noise).

Białe pętle i rozmyte wokale nawiązujące do neo-psychodelii orbitujących wokół ambientu to trochę mało żeby startować do Forknera, ale nić porozumienia nawiązano i Hailo korzysta na tym skojarzeniu. Drugim kontekstem może być Borys Kossakowski w wersji live i właściwa jego Sunday Orkestrze płynna, sennie narkotyczna egzotyka przywodząca na myśl Erika Satie swobodnie coverowanego na sitarze lub marimbie.

Jak widać minimalizm „Present” jest trochę drażniący – wyobraźnia podsuwa ciągi dalsze, co chwila gubiąc wątek z braku perspektyw ich nastania. Autora przerosło nie samo narzucone sobie zadanie zaklęcia w dźwięku konkretnej chwili, a dopiero opowiadanie o niej, stworzenie sekwencji elementów na tyle od siebie różnych, żeby całość stała się naprawdę procesem, nie tylko monotonią zatrzymanego w czasie rozbłysku i zafałszowanej w ten sposób dynamiki. Track w zamierzeniu jest jednak osobistą pamiątką, impresją gubiącą kontury tylko w oczach postronnego obserwatora, więc skróty myślowe nie rażą, są raczej naturalne w ramach tego typu opowieści. Jeśli po kilku podejściach nie wyłapie się punktów orientacyjnych, można bez problemu skupić się na samym w sobie dryfowaniu w mętnym waniliowym miąższu. Nie zawsze przecież trzeba rozmawiać przejrzyście.

W okolicach 18-19 minuty, kiedy już ten ładniutki drobiażdżek, mimo że można by go słuchać kolejny kwadrans, dobiega końca, wypływa nadzieja na pożegnalną wyrazistość i zostaje słusznie zawiedziona: uleganie zachciankom słuchacza byłoby tutaj trochę nie na miejscu, tak jakby zdjęcia zawsze miały wychodzić tak, jak chcemy. Rządzą tu prawa trochę zbyt prostolinijne jak na muzyczne odzwierciedlenie irracjonalnych realiów nocnego marzenia, ale może sny Hailo są właśnie takie, przynajmniej dalekie od hipokryzji. Łatwo i przyjemnie w to uwierzyć, a home recording, który tak łatwo broni się sam sobą zasługuje na moment uwagi.

Nagranie można ściągnąć ze strony Pitu Pitu.
Pitu Pitu, 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
F.
F.
11 lat temu

poprawiam linka, przestawiła Ci się literka kuba: http://www.soulasylumrec.blogspot.com/

kubaf1g1el
kubaf1g1el
11 lat temu

tu można ściągnąć pierwsze LP Hailo:

http://www.soualsylumrec.blogspot.com

Polecamy