Wpisz i kliknij enter

Madlib – Medicine Show vol.8 : Advanced Jazz



„Medicine Show vol. 8”, najnowsze dziecko pracoholika z Los Angeles, to mixtape w starym, dobrym stylu. Przepis znany i niby oczywisty: gramofony, mikser, sprawne dłonie, kupa płyt i pomysł, przy czym to dwa ostatnie elementy grają tutaj podstawową rolę. W przypadku jazzu bowiem nie ma raczej mowy o miksowaniu beat w beat czy technicznej ekwilibrystyce – manualne umiejętności pozostają więc na drugim planie, liczy się zaś głównie to, co w głowie i w pudle dj-a.
A i w głowie, i w pudle Madliba panuje pełna rozpusta. „Advanced Jazz” to coś w rodzaju szalonego muzycznego eseju, w którym tak naprawdę liczy się nie chronologia, dramaturgia czy inny – mniej lub bardziej sztuczny – porządek, lecz raczej improwizacja i dowolność skojarzeń. Tracki są co prawda dedykowane jazzowym gigantom – tak samo jak zabawna okładkowa parafraza obrazu Emanuela Gottlieba Leutzego – ale tytuły stanowią raczej swobodne, niezobowiązujące sugestie, a nie sygnały merytorycznych podziałów.
Miks ma być, wedle słów okładki, lekcją historii z czterdziestu ostatnich lat jazzu (stąd podtytuł) i – jeśli tylko dosyć liberalnie potraktować samo słowo „jazz” – wywiązuje się z tej obietnicy doskonale. Płyta mieni się różnorodnymi wydaniami synkopowanego grania; oprócz obowiązkowego dziedzictwa bopu, które tu z oczywistych powodów dominuje, znalazło się więc na niej mnóstwo fusion, funku i trochę muzyki ilustracyjnej. Wielbicieli rzeczy bardziej wyrafinowanych materiał potrafi zaskoczyć też coltraneowską frazą czy ocierającym się o free szaleństwem, całość jednak nie należy do dań ciężkostrawnych, a już na pewno – nie do monotonnych.
Madlib bowiem czujnie prowadzi lekcję i dba o to, aby w trakcie osiemdziesięciu minut skróconego kursu przedstawić jak najwięcej przyciągającego ucho materiału nie zanudzając przy tym uczniów. Całe utwory reprezentują więc krótkie, najmocniejsze lub najbardziej efektowne cuty, często kontrapunktowane solówkami czy „słuchowiskowymi” elementami – fragmentami wywiadów, recytacjami, kabaretowymi skeczami i dziwacznymi samplami. Całość nabiera więc momentami niemal radiowego charakteru, nigdy jednak nie jest przegadana; crossfader porusza się szybko, po chwili nauczyciel uwodzi już czymś innym i zanim student zdąży się zorientować – lekcja mija. Poczucie fascynacji jednak pozostaje, włącza się więc płytę raz jeszcze, potem po raz kolejny…
Ten magnetyzm jest godny uznania, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że jazz bywa uważany za muzykę nieprzystępną. Jeśli w istocie tak jest, to Madlibowi nie można odmówić wyjątkowego talentu popularyzatorskiego i pedagogicznego – popełnił bowiem płytę, która mogłaby stanowić świetne wprowadzenie w świat gatunku(ów) bez szafowania sprawdzonymi klasykami czy, boże uchowaj, sięgania po kandyzowane okropieństwa w rodzaju smooth jazzu. Na Medicine Show vol. 8 śladów takiego muzycznego populizmu nie odnajdziemy; mamy tu za to do czynienia z selekcją rzadkich i zakurzonych (także dosłownie) kawałków, a ostateczną instancją w ich doborze jest nie popularność czy, pardon, komercyjny potencjał, lecz gust i erudycja selekcjonera (stąd użyte przeze mnie wcześniej słowo „esej” jest tu na miejscu nie tylko jako odległa metafora).
„Ósemka” jest częścią większego projektu; do końca roku ma on zamknąć się w dwunastu wydawanych co miesiąc płytach z różną zawartością – od autorskiego materiału, przez kooperacje, aż po tematyczne miksy właśnie (podtytuły poprzednich odpowiednio: MS #2 – „Flight to Brazil”, #4 – „Chalice Allstars”, #6 – „The Brain Wreck Show”). I jak dotąd te ostatnie stanowią chyba najmocniejsze punkty serii, wśród nich natomiast to „Advanced Jazz” niewątpliwie najbardziej się wyróżnia. Do stycznia pozostały jednak cztery podejścia, jest więc szansa, że Madlib sam sobie podniesie poprzeczkę poziomu wyżej. Oczywiście – o ile jest to jeszcze możliwe.
Stones Throw, 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy