Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Glasser – Ring



Debiutancki album 27-letniej Cameron Mesirow podpisującej się jako Glasser, pełen jest dźwięków przenoszących wprost do jakiejś dziwacznej, baśniowej krainy. W melodiach z „Ring” nie ma prawie nic, co mogłoby kojarzyć się z miejscem powstania płyty – gorącą i luksusową Kalifornią. Mamy tu dziewięć wyrównanych stylistycznie utworów, których klimat wprawia słuchacza niemalże w pierwszą fazę snu. Przyczyną tegoż jest, między innymi, subtelnie hipnotyczny wokal Glasser, momentami przypominający nawoływania leśnej nimfy. Przeciągłe wokalizy obecne są w każdej piosence, co jednak na dłuższą metę może być trochę męczące. Bardziej urozmaicona jest strona muzyczna wydawnictwa. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom – wszystkie dźwięki mniej lub bardziej egzotycznych instrumentów są wytworem pewnego zacnego programu komputerowego. I ten właśnie fakt będzie czymś, co łączy brzmienie „Ring” z Kalifornią! Glasser i jej muzyczni akompaniatorzy – bębniarz oraz gitarzysta – są kompletnie uzależnieni od laptopa. Pewnie gdyby nie możliwości współczesnej techniki, nie usłyszelibyśmy na „Ring” saksofonu, skrzypiec czy marimby. Talentu Glasser nie czyni to jednak mniejszym!
Jak już wspomniałam, Cameron w zaproponowanych przez siebie utworach jest dość konsekwentna. Po pierwszym przesłuchaniu żaden nie zrobił na mnie większego wrażenia. Moje perełki z „Ring” wyłowiłam dopiero po jakimś czasie. Pierwszą z nich jest otwierający album „Apply”, który porwał mnie swoją rytmiką i tym, że Glasser zaśpiewała go w bardziej zdecydowany sposób. Kolejna piosenka to „Home” – ona także należy do moich ulubionych, ma w sobie przyjemną energię i przestrzeń. Jednak najbardziej do gustu przypadł mi „Treasury of We” – początkowo subtelny, potem mocniejszy, przepełniony emocjami, jak dla mnie to numer, w którym dzieje się najwięcej. Ciekawy jest też ostatni krzyk albumu, czyli (dosłownie) „Clamour”. Podoba mi się w nim gorzki saksofon i bębny.
Wizytę w krainie dźwięków Glasser zaliczam do udanych, choć nie ukrywam, że musiałam się do niej przekonać. Najbardziej podoba mi się w niej świeżość, bezpretensjonalność i taka niezwyczajna-zwyczajność. Brzmi nielogicznie?! Czemu nie, w końcu Cameron największą inspirację czerpie ze snów a w snach coś takiego jak logika po prostu nie istnieje.

www.myspace.com/glasssser

True Panther Sounds, 2010

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.