Wpisz i kliknij enter

Alessandro Cortini – Volume Massimo

Wyłapywanie wadliwych elementów.

Śladu po ciepłej nostalgii, z którą kojarzy mi się poprzedni album Alessandro Cortiniego „Avanti”, nie ma na najnowszym krążku „Volume Massimo”. Ciepłota i uwielbienie artysty dla syntezatorowego brzmienia pozostało, a to nie są jedyne rzeczy łączące oba te albumy. Mogę jednak zapewnić, że sporo ciepła znajdzie się również na najnowszym krążku. Wierząc w czytelników Nowej Muzyki, nie będę rozpisywał się na temat samego muzyka ufając, że jego twórczość jest dobrze znana. Mogę jedynie zachęcić do lektury wywiadu, który przeprowadziła Ania Pietrzak.

W miejscu, gdzie album „Avanti” się kończy to „Volume Massimo” się rozpoczyna. Otwierający płytę „Amore Amaro” zawiera w sobie urywane fragmenty rozmów w języku włoskim, ale używa innych odniesień. Przede wszystkim jest bardziej futurystycznie, ale i bardziej dynamicznie. Kompozycje  bardziej prą do przodu, a wciągnięci do tej gry zostajemy za sprawą bezbłędnego „Let Go”. Rozpoczyna od wolno rozwijającego się rytmu, żeby z czasem wziąć pełny oddech i postawić na szerokość brzmienia w drugiej części. No i pojawia się żywa gitara, co sprawia, że muzyka staje się mniej syntetyczna, a Cortini przypomina, że jest wprawnym instrumentalistą. Zaskoczył mnie utwór „Momenti”. Jest w nim triumf, jasna elektronika oraz epicki rozmach urwany w odpowiednim momencie.

Jednym z najbardziej pociągających ćwiczeń związanych ze słuchaniem „Volume Massimo” jest wyłapywanie wadliwych elementów w utworach. Naturalnie nie są one wynikiem przypadku albo pecha, a kompozycyjnej biegłości artysty. Takim polem doświadczalnym jest choćby „La Storia”, której zadaniem jest wywołanie dezorientacji z powodu swej nierównomierności. Przy okazji to jeden z najlepszych utworów na płycie. Feeria wibrujących dźwięków o miękkim podszyciu z fantastycznym finałem.Miłośnikom ładnych melodii należałoby zadedykować utwór „Amaro Amore”. Cortini nie szczędzi swoich umiejętności, maksymalizuje elektroniczną kompozycję i znajduje kompromis między ścianą dźwięku a melodią.

Końcówka również przynosi zaskoczenie. Jest nim „Sabbia”, której industrialne tekstury sąsiadują z melancholijną melodią. Są w niej również chwile zgrzytliwe, cudownie wybijające z rytmu. Muszę powiedzieć, że od pierwszej minuty ten album mnie oplótł i trzymał w garści. Oprzytomnienie przyszło dopiero wraz z „Dormi” i jego syntezatorowymi falami. „Volume Massimo” jest porywający i przynosi ze sobą sporą dawkę świeżości. Wprowadza rzadko spotykany rozmach do muzyki elektronicznej, unikając jednocześnie patosu. Dodatkowo mamy do czynienia z zegarmistrzowską precyzją w przygotowaniu kompozycji. Dodam jeszcze tylko, że artysta włożył sporo wysiłku w to, aby skrzętnie ukryć w swoim dziele tęsknotę.

Mute | 2019
FB
FB Mute

Szczęśliwcy mieli okazję zapoznać się z tym materiałem granym na żywo na Up To Date Festival 2019.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy