Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.

True – Made Of Glass
Łukasz Komła:

Pod rękę ze smutkiem i tańczmy!

Akwizgram – Nü romantik
Jarek Szczęsny:

Próg do przeskoczenia jest niewielki.

Claro Intelecto – In Vitro – Volume 1 & 2
Paweł Gzyl:

Piękna, ale niemodna muzyka.

Paweł Doskocz / Vasco Trilla – Hajstra
Jarek Szczęsny:

Nieprawidłowości w działaniu zmysłów.

Stenny – Upsurge
Paweł Gzyl:

Połamane rytmy zanurzone w ambiencie.

Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.



Chris Korda – Akoko Ajeji

Jazz i house w formule rodem ze Steve’a Reicha.

Jednym z pierwszych artystów, których DJ Hell przygarnął pod opiekę swej wytwórni Gigolo w początkowym okresie mody na electroclash, był Chris Korda. Ten amerykański producent (albo producentka – bo to osoba transpłciowa) nagrał dla monachijskiej tłoczni na przełomie wieków dwa albumy – „Six Billions Humans Can’t Be Wrong” z 1999 roku i „The Man of The Future” z 2003 roku. Zawierały one dosyć przeciętne nagrania, lokujące się w formule chwytliwego electro, obowiązującej wtedy w firmie niemieckiego didżeja. Co ciekawe: większe zainteresowanie niż muzyka Kordy wbudziła jego „religijna” działalność.

Był on bowiem jednym ze współzałożycieli organizacji o nazwie Church Of Euthanasia, która w swej działalności doprowadzała do absurdu liberalną ekologię, głosząc groteskowe hasło „Save The Planet, Kill Yourself”. Trudno było traktować działania tego „kościoła” na poważnie – a i tak Korda zebrał nieraz za nie cięgi, szczególnie wtedy, kiedy samobójstwo popełniła pewna Amerykanka, stosując umieszczony na stronie internetowej „kościoła” „przepis” na samobójstwo. Być może dlatego amerykański producent zniknął z muzycznej sceny na 16 lat.

Niespodziewanie na początku lata tego roku Perlon ogłosił, że opublikuje nowy album Kordy. W jego stworzeniu artysta wykorzystał zdobytą wcześniej wiedzę w tworzeniu dźwiękowego software’u – zmodyfikował swój sekwencer MIDI, w wyniku czego udało mu się stworzyć polirytmiczne nagrania. „Dla przykładu bęben gra w metrum 4/4, organy – 5/4, a talerze – 7/4” – opisywał Korda na stronie internetowej. Efektem tego miała być muzyka łącząca techno i jazz, której głównym wątkiem byłby trans. Jak to brzmi na płycie?

Dziesięć nagrań z „Akoko Ajeji” to właściwie oldskulowy house rodem z Chicago i Detroit drugiej połowy lat 80. pełną gębą. Jego podstawą jest swingujący rytm, który tworzą sprężyste uderzenia automatu perkusyjnego i funkowe pochody basu. Na resztę konstrukcji poszczególnych utworów składają się równie klasyczne elementy: organowe arpeggia i smyczkowe tła. Słychać to przede wszystkim w prostych i surowych utworach umieszczonych w pierwszej części albumu – „Asiri”, „Iylka” czy „Ala Aye”.

Z czasem muzyka staje się jednak bardziej złożona. Rytmy nabierają bardziej perkusyjnego tonu („Ra Bayi”), bas zaczyna pulsować w łagodniejszy sposób („Awose”), a przede wszystkim pojawiają się hipnotyczne partie solowe: perlistego wibrafonu („Ra Mi”), nastrojowego piano („Dek Sep Bluso”), delikatnej gitary akustycznej („Egungun”) i tęsknego Rhodesa („Awose”. Wszystko to miesza się ze sobą, tworząc polimorficzną całość, łączącą jazzowe harmonie z klubowym brzmieniem i transowością minimal music Steve’a Reicha.

Nagrania Chrisa Kordy sprzed dwóch dekad mają się nijak do jego obecnej propozycji muzycznej. Kiedyś było to proste electro, a dziś – wyrafinowana fuzja house’u i jazzu w minimalowej otoczce. Nic dziwnego, że „Akoko Ajeji” wydaje berliński Perlon – muzyka na płycie idealnie wpisuje się bowiem estetykę tej wytwórni, z powodzeniem odświeżającą formułę klasycznego house’u. Tytuły poszczególnych nagrań z albumu są w języku joruba – bo zdaniem Kordy właśnie on ma „najpiękniej brzmiące słowa” określające taniec, muzykę i trans.

P.S.: Słuchajmy „Akoko Ayeji”, pamiętając przy tym, że Church Of Euthanasia to tylko prowokacyjny żart.

Perlon 2019

www.perlon.net

www.facebook.com/Perlon-27597802331

www.chriskorda.com

www.facebook.com/rev.chris.korda

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. abstrakt

    zwariowana to płyta i niezła historia …. więcej takich recek … pozdrawiam serdecznie 🙂