LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.



Chris Korda – Akoko Ajeji

Jazz i house w formule rodem ze Steve’a Reicha.

Jednym z pierwszych artystów, których DJ Hell przygarnął pod opiekę swej wytwórni Gigolo w początkowym okresie mody na electroclash, był Chris Korda. Ten amerykański producent (albo producentka – bo to osoba transpłciowa) nagrał dla monachijskiej tłoczni na przełomie wieków dwa albumy – „Six Billions Humans Can’t Be Wrong” z 1999 roku i „The Man of The Future” z 2003 roku. Zawierały one dosyć przeciętne nagrania, lokujące się w formule chwytliwego electro, obowiązującej wtedy w firmie niemieckiego didżeja. Co ciekawe: większe zainteresowanie niż muzyka Kordy wbudziła jego „religijna” działalność.

Był on bowiem jednym ze współzałożycieli organizacji o nazwie Church Of Euthanasia, która w swej działalności doprowadzała do absurdu liberalną ekologię, głosząc groteskowe hasło „Save The Planet, Kill Yourself”. Trudno było traktować działania tego „kościoła” na poważnie – a i tak Korda zebrał nieraz za nie cięgi, szczególnie wtedy, kiedy samobójstwo popełniła pewna Amerykanka, stosując umieszczony na stronie internetowej „kościoła” „przepis” na samobójstwo. Być może dlatego amerykański producent zniknął z muzycznej sceny na 16 lat.

Niespodziewanie na początku lata tego roku Perlon ogłosił, że opublikuje nowy album Kordy. W jego stworzeniu artysta wykorzystał zdobytą wcześniej wiedzę w tworzeniu dźwiękowego software’u – zmodyfikował swój sekwencer MIDI, w wyniku czego udało mu się stworzyć polirytmiczne nagrania. „Dla przykładu bęben gra w metrum 4/4, organy – 5/4, a talerze – 7/4” – opisywał Korda na stronie internetowej. Efektem tego miała być muzyka łącząca techno i jazz, której głównym wątkiem byłby trans. Jak to brzmi na płycie?

Dziesięć nagrań z „Akoko Ajeji” to właściwie oldskulowy house rodem z Chicago i Detroit drugiej połowy lat 80. pełną gębą. Jego podstawą jest swingujący rytm, który tworzą sprężyste uderzenia automatu perkusyjnego i funkowe pochody basu. Na resztę konstrukcji poszczególnych utworów składają się równie klasyczne elementy: organowe arpeggia i smyczkowe tła. Słychać to przede wszystkim w prostych i surowych utworach umieszczonych w pierwszej części albumu – „Asiri”, „Iylka” czy „Ala Aye”.

Z czasem muzyka staje się jednak bardziej złożona. Rytmy nabierają bardziej perkusyjnego tonu („Ra Bayi”), bas zaczyna pulsować w łagodniejszy sposób („Awose”), a przede wszystkim pojawiają się hipnotyczne partie solowe: perlistego wibrafonu („Ra Mi”), nastrojowego piano („Dek Sep Bluso”), delikatnej gitary akustycznej („Egungun”) i tęsknego Rhodesa („Awose”. Wszystko to miesza się ze sobą, tworząc polimorficzną całość, łączącą jazzowe harmonie z klubowym brzmieniem i transowością minimal music Steve’a Reicha.

Nagrania Chrisa Kordy sprzed dwóch dekad mają się nijak do jego obecnej propozycji muzycznej. Kiedyś było to proste electro, a dziś – wyrafinowana fuzja house’u i jazzu w minimalowej otoczce. Nic dziwnego, że „Akoko Ajeji” wydaje berliński Perlon – muzyka na płycie idealnie wpisuje się bowiem estetykę tej wytwórni, z powodzeniem odświeżającą formułę klasycznego house’u. Tytuły poszczególnych nagrań z albumu są w języku joruba – bo zdaniem Kordy właśnie on ma „najpiękniej brzmiące słowa” określające taniec, muzykę i trans.

P.S.: Słuchajmy „Akoko Ayeji”, pamiętając przy tym, że Church Of Euthanasia to tylko prowokacyjny żart.

Perlon 2019

www.perlon.net

www.facebook.com/Perlon-27597802331

www.chriskorda.com

www.facebook.com/rev.chris.korda

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. abstrakt

    zwariowana to płyta i niezła historia …. więcej takich recek … pozdrawiam serdecznie 🙂