Wpisz i kliknij enter

Drums Off Chaos & Jens-Uwe Beyer – Drums Off Chaos & Jens-uwe Beyer


Kraut-rock przeżywa od kilku lat swą drugą młodość, ba, wydaje się być dziś wręcz bardziej modny i wpływowy niż w latach swego rozkwitu. Po estetykę tę sięgają młodzi artyści, do łask publiczności wracają weterani gatunku. Jednym z nich jest perkusista słynnej grupy Can – Jaki Liebezeit. Współpracując z wieloma twórcami nowej elektroniki, nie zapomniał on jednak o swych korzeniach. Od trzydziestu lat prowadzi bowiem formację bębniarzy pod nazwą Drums Off Chaos, z którą daje sporadyczne koncerty, odwołujące się plemiennej inkarnacji kraut-rockowego idiomu. Na projekt ten zwrócił uwagę młody fascynat gatunku – Jens-Uwe Beyer, znany z działalności pod szyldem Popnoname, ale też z formacji Cologne Tape i prowadzenia kolońskiej wytwórni Magazine. Nic więc dziwnego, że między artystami doszło do kolaboracji, której efektem jest płyta projektu Drums Off Chaos & Jens-Uwe Beyer.

Już otwierający całość gong wprowadza nas w odpowiedni nastrój – oto niebawem pojawia się ambientowa smuga kosmicznego szumu, na tle której rozbrzmiewają sążniste wariacje na klasycznym syntezatorze, wsparte orgiastycznymi partiami masywnych bębnów o transowym metrum („First Half”). Drugie nagranie ma bardziej psychodeliczny charakter – tworzy go gąszcz studyjnych pogłosów wpisanych w przestrzenne dźwięki otoczenia, rezonujące wokół płynącego przez całą kompozycję nisko zawieszonego dronu. Nie brak tu również perkusyjnej sekwencji – tym razem ma ona jednak nieco mniej ekspresyjne brzmienie („4 Of 7”).

„Second Half” otwierają podniosłe dźwięki orkiestry – najpierw smyczków, potem instrumentów dętych. W ten dostojny początek szybko wdzierają się jednak hipnotyczne bębny Drums Off Chaos, które uzupełnia przetworzona wokaliza o etnicznym rodowodzie. Wbrew temu, czego można by się spodziewać – wszystko to układa się w dziwnie logiczną całość. Wschód i Zachód, instynkt i rozum, improwizacja i zamknięta forma. Tą podróż do fundamentalnych podstaw wszelkiej muzyki puentuje najbardziej mroczne nagranie z zestawu – „Even 5”. Nerwowe akordy fortepianu wprowadzają tu kosmiczne brzmienia syntezatorów podbite monotonnie buczącym dronem i hipnotyczną pulsację perkusji. Wszystko to kończy się tak, jak się zaczęło – miarowymi uderzeniami metalicznych gongów.

Płyta zrealizowana przez Beyera i Liebezeita z jednej strony odsyła nas do klasyki kosmicznej elektroniki: wczesnych dokonań Clustera, Tangerine Dream czy Klausa Schulze. Z drugiej strony – stanowi współczesną inkarnację matematycznych podziałów rytmicznych stosowanych przez perkusistę Can niemal od początków jego kariery. Wszystkie te inspiracje wpisane są jednak w modną obecnie formułę arpeggiowego ambientu – w stylu Emeralds chociażby. Ten synkretyzm jest w tym przypadku jednak jedynie zaletą. Cztery nagrania tworzące album to synteza schedy po niemieckiej awangardzie XX wieku w przystępnej dla dzisiejszego słuchacza formule.

www.magazine.mu

www.myspace.com/magazinerecordscologne

www.drums-off-chaos.de
Magazine 2011







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy