Tsvey – O
Jarek Szczęsny:

Trzy razy „bez”.

SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.



Rick Wilhite – Analog Aquarium


Wydana w ubiegłym roku przez wytwórnię Rush Hour kompilacja „The Godson & Soul Edge” wyciągnęła z medialnego niebytu jednego z pionierów deep house`u – Ricka Wilhite`a. Ten pochodzący z Detroit producent zaczynał nieco wcześniej niż słynna „trójka z Belville” – bo już na początku lat 80. Zainspirowany dokonaniami Grandmaster Flasha i The Sugarhill Gangu tworzył domowym sposobem prosty hip-hop.

Przełomem w jego podejściu do muzyki okazało się zetknięcie z nagraniami duetu Cybotron – to właśnie dzięki jednemu z nich, „Cosmic Car”, wygrał konkurs młodych talentów, co otwarło mu drogę do didżejowania w klubach Motor City. Z czasem poznał innych twórców nowych brzmień ze swego sąsiedztwa – Kevina Saundersona, Blake`a Baxtera i Terence`a Parkera. Wszyscy oni spotykali się w sklepie płytowym prowadzonym przez Wilhite`a – Vibes.

Pewnego dnia trafili do niego przedstawiciele młodszego pokolenia producentów z Detroit – Theo Parrish, Moodyman i Marcellus Pittman. Wszyscy czterej założyli wtedy grupę 3 Chairs, która zasłynęła z korzennego deep house`u, tworzonego na przełomie starego i nowego wieku. W minionej dekadzie Wilhite skoncentrował się na didżejowaniu, a jego produkcje z lat 90. przypomniała dopiero wspomniana kompilacja Rush Hour. Entuzjastyczne recenzje i świetne przyjęcie fanów sprawiło, że artysta postanowił pójść za ciosem – efektem tego jego debiutancki (!) album „Analog Aquarium”.

Mimo prawie dziesięcioletniej przerwy w tworzeniu muzyki, Wilhite zaserwował na krążku wysmakowany deep house o wielu obliczach. Krążek otwiera „Blame It On The Boogie” – bogato zaaranżowana kompozycja, w której podkład pod soczystą wokalizę Billy`ego Love`a (momentami odwołującą się do słynnego przeboju The Jacksons pod tym samym tytułem) stanowią głębokie dźwięki klasycznego Hammonda podszyte melodyjnym samplem jazzowej gitary. Podobnie brzmi zrealizowany wspólnie z Marcellusem Pittmanem „Dark Walking”. Miękki rytm niesie tu strumień organicznych klawiszy o ciemnej barwie – co idealnie koresponduje z tytułem utworu.

„Music Gonna Save The World” to dwuczęściowa kompozycja odwołująca się do oldskulowych brzmień znanych z wczesnej twórczości Wilhite`a. Świadczy o tym szorstki i wycofany bit, który w pierwszej części uzupełnia acidowy loop, a w drugiej – przesterowany bas. Wszystko to stanowi tło dla zakręconego na funkową modłę wokalnego duetu Billy`ego Love`a i Sondry Blar. Dzisiaj rzadko kto już tak gra, szczególnie w Europie – tym bardziej warto wsłuchać się w tę garażową produkcję.

Współczesną szkołę tworzenia deep house`u prezentują pozostałe nagrania – „Sunshine Pt. 2”, „City Bar Dancing (Basement Mix)” i „Deep Horizons”. Tytuły właściwie mówią same za siebie – Wilhite tworzy tu masywne podkłady rytmiczne uzupełnione oszczędnie dozowanymi partiami perlistych syntezatorów, latynoskimi efektami perkusyjnymi i soulowym śpiewem. To bardzo motoryczne granie, co więcej, tchnące organicznym ciepłem i mocno osadzone w afro-amerykańskiej tradycji muzycznej. Niewielu potrafi produkować deep house o tak korzennym brzmieniu – ale Wilhite jest jednym z nich.

Pod koniec płyty detroitowy producent proponuje coś zupełnie nowego – również deep house, ale zrealizowany z minimalową surowością. W „Cosmic Jungle” i „Cosmic Soup” dzieje się niewiele – bo w pierwszym przypadku centrum utworu stanowi głęboki puls wsparty pasażem syntetycznych smyczków, a w drugim – twarde uderzenia ciężkiego bitu uzupełnione krótko ciętymi samplami – ale przez to oba nagrania mają wyjątkowo hipnotyczny groove, niespotykany we wcześniejszych utworach.

„Analog Aquarium” pokazuje, że Rick Wilhite nadal jest w świetnej formie. Ci, którzy polubili „The Godson & Soul Edge” będą zachwyceni nową płytą producenta – bo zgrabnie łączy tradycję z nowoczesnością, ma bogatsze brzmienie, znacznie więcej melodii i jak na razie bije na głowę wszystkie tegoroczne albumy w swoim stylu.

www.itstillmusic.com

www.myspace.com/thestillmusicrecordcompany

www.myspace.com/rickthegodson
Still Music 2011

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Paweł

    Koniecznie – nie będziesz żałował. 🙂

  2. formalina

    rick nareszcie ! dzięki za info ! czas odchudzić portfel : )