Wpisz i kliknij enter

Klimt – Agape

Bałem się przesłuchać „Jesienne odcienie melancholii” w roku premiery. Zabierałem się do płyty dwa lata i dopiero na wiosnę 2010 przekroczyłem barierę tytułu i aury uduchowienia. Trudno było uwierzyć, że członek niezbyt ciekawej Saluminesii, zabierając się raptem za mariaże ambientu, shoegazeu i post-rocka, nagra album wybijający się ponad płaczliwą alternatywę, anachronicznie i z uporczywym brakiem krytycyzmu zafascynowaną przysłowiowymi Radiohead i Sigur Rós. Rekwizyty taniej wrażliwości mogły zażenować co bardziej powściągliwych odbiorców, ale Klimta w tym teatrzyku umieściły media i pozory, zakłamując rzeczywistość – na samym materiale nie osiadł balast spodziewanego przewrażliwienia.

Tytuł drugiej płyty Budzińskiego odświeża uprzedzenia związane z debiutem – słowo „agape” widywało się ostatnio u Coelho. Ale, tak samo jak w przypadku „Odcieni”, nie warto sugerować się otoczką. Przede wszystkim należy wprowadzić rozróżnienie między patosem a tkliwością. Patos to ciężar, wzniosłość, monument. Tkliwość zaś wiąże się z beztroską lekkością, z jaką poddajemy się impulsom. Spontaniczny pocałunek, zatracenie w zabawie z małymi dziećmi, radość rozpierająca na widok jakiegoś pejzażu. Jeśli bronimy się przed takimi emocjami, to dlatego, że ich autentyzm jest bezosobowy. O uleganiu im nie decyduje gust, doświadczenie czy ukształtowanie charakteru, są odruchowe. Budziński przekonuje do otwarcia się na nie.

Tę przyjazną retorykę łatwo prześledzić na przykładzie „Na krańcach twojego wszechświata”. Liryk składa się ze stwierdzeń jak gdyby wyjętych z „Samotności w sieci”, a jednak budzi bezwarunkową sympatię. Być może prawda wygląda tak, że wszyscy myślimy o miłości jak Eljot, tyle że na trzeźwo zazwyczaj się tego wstydzimy. Idąc podchmielonym na rękę Klimt rozbija dłuższe wyrazy na sylaby i skanduje je zamglonym głosem w burzy shoegazeowych gitar, nadając piosence aparycję nieartykułowanej nucanki. Dopiero z czasem udaje się z tych rozrzuconych fragmentów złożyć tekst, stylizowany na automatyczny zapis namiętności. Po schwytaniu ulotnych słówek i ułożeniu ich w wyznanie robi się za późno: chyłkiem, nie chcący, zaabsorbowanie płytą stało się faktem.

Na styku estetyk miękkości i twardości rozgrywa się „16:16” – jeden z najbardziej dynamicznych kawałków Budzińskiego, zahaczający miejscami o post-hardcoreową agresję, a mimo to, paradoksalnie, wciąż oniryczny. W „Vanilii” obsadzono na featurze głos trochę bardziej transowy od Klimtowego, przypominający chropawe wykony Wojtka Kotwickiego jeszcze z czasów „T.” Charlie Sleeps. Po kilku takich motorycznych fragmentach pojawia się myśl, że trochę zbyt oszczędnie sięga Budziński po ambient czy klawisze. Można było zrezygnować z kilku ścian gitarowego noiseu na rzecz kompozycji w stylu „Chodzenia po wodzie” i „Pożegnania”. Te obrazki pogłębiają aurę czułostkowości rozmarzoną melodyką i atmosferą medytacyjnej koncentracji. Od IDMowej, oddychającej rytmiki w pierwszym, po leniwe post-rockowe soundscapey w drugim, utwory te bez problemu funkcjonują w oderwaniu od albumu, jako osobne całostki.

Przy okazji recenzowania nowej płyty Belong próbowałem uchwycić kilka odczuć i obrazów stojących za wyobraźnią shoegaze jako gatunku. Pisząc o „Agape” pozostaję jeszcze w grawitacji „Common Era” i nieprzypadkowo siła przyciągania rośnie. Nowy album Budzińskiego jest, podobnie jak płyta Nowoorleańczyków, pewną interpretacją estetyki, a więc nie może aspirować do nowatorstwa. Trudno jednak sobie wyobrazić, że zostanie wchłonięta przez konkurencję, przynajmniej tegoroczną. „Agape” dystansuje się od kontekstów, poszerza zakres gatunku o osobisty, czarująco naiwny ton, przeciwstawiając tym samym swoją prawdę poprzednikom. Belong sięgnęli po archetypy i elementy lo-fi, Klimt po atmosferę infantylnej groteski rodem z „Dziwnego ogrodu” Mehoffera. „Groteska” to zresztą określenie umowne, bo próżno szukać tu niesamowitości. Chodzi raczej o zadziwiającą naturalność tej muzyki, jej, chwilami wręcz bezwstydną, otwartość na rozczulające instynkty. Cenne doznanie, kiedy wiosna tuż.

Polskie Radio, 2011







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy