Wpisz i kliknij enter

Luomo – Plus

Wydaje się, że Sasu Ripatti uświadomił sobie, że zapisał się na stałe w historii współczesnej elektroniki przełomowymi płytami z początku minionej dekady, może więc teraz nieco wrzucić na luz – czego efektem jest zarówno ekspresyjna muzyka jego kwartetu, jak również najnowszy album firmowany szyldem Luomo.

Ta nazwa zarezerwowana był dla najbardziej tanecznego wcielenia fińskiego producenta. I tak zostało do dzisiaj – ale muzyka podpisywana tym pseudonimem znacznie zmieniła się w ciągu dziesięciu lat jego istnienia. „Vocal City” i „Present Lover” to arcydzieła micro-house`u, najpełniej wpisujące zdobycze ówczesnych nurtów click i glitch w kontekst muzyki klubowej. Być może dlatego wszystkie kolejne płyty Luomo porównujemy z tymi dwoma albumami.

A to błąd – bo od ich wydania minęła prawie dekada, podczas której zmieniła się nowoczesna elektronika, zmienił się Ripatti, a także – my sami. I wydaje się, że „Plus” stanowi wreszcie uwolnienie się fińskiego producenta od ciążącego mu balastu „Vocal City” i „Present Lover”. Nowa płyta Luomo przynosi bowiem uzupełnienie dawnych wątków z jego twórczości o zupełnie nowe, dodające mu niemal całkowicie odmiennych barw.

Ale bez obaw – najważniejszy wyznacznik muzyki projektu pozostaje ten sam. To oczywiście masywne podkłady rytmiczne, tworzone z ciężkich uderzeń bitu i głębokich pomruków basu. Już otwierający krążek „Twist” eksploduje taką pulsacją – uzupełnioną jednak w pomysłowy sposób na dyskotekowa modłę wibrującym loopem, natrętnie przywołującym wspomnienie słynnego klasyka Donny Summer – „I Feel Love”. Jest tu oczywiście również wokaliza – kolejny znak rozpoznawczy Luomo. Tym razem odpowiada zań tajemniczy projekt ukrywający się za szyldem Chicago Boys. I wypada całkiem nieźle – zgrabnie zamieniając zmysłowy szept w melodyjny śpiew.

Wątek ten kontynuują następne nagrania – „How You Look” i „Make My Day”. Tutaj za podkład służą zwaliste bity o house`owym rodowodzie, które fiński producent uzupełnia soczystymi smagnięciami syntezatorów i świdrującymi loopami. Między tymi dźwiękami przewijają się głosy Chicago Boys – niosące wpadające w ucho melodie układające się w wyśpiewane męskim chórkiem przebojowe refreny.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1829449-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1829449-02″ allowscriptaccess=”always”]

„Happy Strong” to chyba najmniej udana kompozycja w zestawie. Fiński producent wprowadza tu niemal tribalowy podkład rytmiczny, ale jakby brakuje mu pomysłu czym go uzupełnić – w efekcie nie ma wyrazistej melodii, która pociągnęłaby ten utwór, jak to działo się w poprzednich nagraniach. Zdecydowanie lepiej wypada „Medley Through” – to nowa wizja house`u w twórczości Luomo: przestrzenna, rozmarzona, zwiewna, tchnąca ciepłą bryzą znad Balearów.

Druga część „Plus” ma zdecydowanie odmienny charakter. Składają się nań utwory o bardziej piosenkowym charakterze, choć oczywiście zachowujące taneczną rytmikę. „Form In Void” i „Immaculate Motive” to właściwie wysmakowany synth-pop otwarcie flirtujący z ejtisowym brzmieniami, zarówno pod względem instrumentalnym (sążniste klawisze rodem z włoskiego cosmic disco) i wokalnym (Chicago Boys śpiewa(ją) tutaj z dandysową manierą, prawie jak sam Bryan Ferry).

Do zestawu tego pasuje także energetyczny „Spy” – bo choć Ripatti modeluje ten utwór na nowojorskie disco skrzące się jaskrawymi barwami, to w podkładzie umieszcza noworomantyczne syntezatory przywołujące pamiętne dokonania Yazoo. Na podobny ślad trafiamy w dodanym do polskiego wydania płyty bonusowym utworze „Arrest” – to, co prawda seksowny house o hipnotycznym pulsie, łączącym kosmiczne pasaże klawiszy ze zmysłowo pomrukującą linią basu, ale mający jakby za plecami transowy „Feel Me” duetu Blancmange z 1982 roku.

Obiecaliśmy sobie na wstępie zapomnieć o „Vocal City” i „Present Lover”, ale trudno nie podkreślić, że „Plus” to chyba najlepsza płyta Luomo od czasu tamtych wydawnictw. Choć nie ma tu dubowych pogłosów i szeleszczących mikrodźwięków, za które pokochaliśmy tamte wydawnictwa, są za to mocne rytmy i urzekające melodie, jest zmysłowy klimat i wyrafinowany smak. Czyli wszystko to, czego oczekujemy od inteligentnej muzyki tanecznej.

Sound Improvement 2011

www.soundimprovement.net

www.isound.pl

www.luomomusic.org

www.myspace.com/luomomusic







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
keisuke
keisuke
9 lat temu

Kawałek Make My Day bardzo przyzwoity – tradycja Kevina Saunderson i Inner City wiecznie żywa 🙂 Swoją drogą równie świetny kawałek o identycznym tytule nagrał Alex Smoke + jeszcze lepiej brzmi on w remixie Lusine.

DeadRiot
DeadRiot
9 lat temu

Przyzwoita… bardzo wtórna płyta. Wtórna zarówno jeśli chodzi o jakies echa przełomowych „Vocal City” i „Present Lover” (podkreślam – tylko echa!) jak i nawiaząnia, a może raczej zapożyczenia z synth-popu, którego renesans mamy już chyba za sobą. Jestem rozczarowany, Luomo i Uusitalo oznacza dla mnie coś INNEGO niż płyty pod aliasem Vladislav Delay (czasem bardzo dobre jak „Demo(n) Tracks” czy „The Four Quarters”). W kategorii reprezentowanej przez „Plus” bezapelacyjnie wygrywa u mnie Anthony Rother z obiema częściami „Popkilllera”.

Polecamy