Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.



Tropic Of Cancer – The End Of All Things

Moda na retro nie słabnie. Szczególną popularnością cieszy się stylizacja na lata 80. ubiegłego wieku, co przejawia się zarówno w pstrokatej modzie działającej na zasadzie „im mniej do siebie pasuje, tym lepiej”, jak i na płaszczyźnie filmowej („Drive”, remake „Tronu”, kinowa seria o „Transformersach”) oraz muzycznej (kariera Lady Gagi, która bez „ejtis” nie miałaby racji bytu, rosnąca popularność Johna Mausa i tysiące niezliczonych odwołań, nawiązań, hołdów i plagiatów).

Wykorzystywanie patentów charakterystycznych dla lat 80. ubiegłego wieku stało się tak powszechne, że aż pospolite. Co ciekawe, wiąże się z tym pewien paradoks – o ile jeszcze w latach 90. „ejtisy” uważało się za okres obciachowy, pełen plastiku i popowego koniunkturalizmu, zaludniony przez chłopców w przydużych jaskrawych marynarkach i cycate blondynki śpiewające pod palemką, o tyle XXI wiek ujrzał w tamtych czasach jakiś bliżej niesprecyzowany „raj utracony” i zarazem kopalnię inspiracji. Popkultura ma wybiórczą pamięć i zdążyła już zapomnieć, że w latach 80. swoje najgorsze płyty nagrywali, kuszeni obietnicą łatwej mamony, giganci pokroju Davida Bowiego czy Kraftwerk, których formalny rozpad przypadł zresztą na tamtą dekadę.

Jednak równolegle z powstawaniem trendów komercyjnych, takich jak new romantic i synth-pop, kształtowała się offowa scena muzyczna, która nie miała szans na większy rozgłos, zaś status „kultowej” uzyskała dopiero po latach. Mowa tu o takich konwencjach, jak nowa/zimna fala, post-punk, industrial i rock gotycki. To właśnie na początek lat 80. przypadają premiery płyt dziejowych dla tych gatunków: „Closer” Joy Division, „Movement” New Order, „Faith” The Cure, „Kaleidoscope” Siouxsie and the Banshees, „In The Flat Field” Bauhaus, „The Voice Of America” Cabaret Voltaire, czy debiut Killing Joke. Z kolei koniec dekady to okres formowania się innych odmian ambitnej muzyki gitarowej, przede wszystkim shoegaze’u, zapoczątkowanego przez My Bloody Valentine i The Jesus and Mary Chain.

http://www.youtube.com/watch?v=IKBWOMmblYc

Do tych właśnie – szeroko pojętych – nurtów głównie nawiązuje Tropic Of Cancer. Ten amerykański duet tworzy małżeństwo: Juan Mendez i Camella Lobo. Mendez dał się poznać jako producent, didżej, założyciel renomowanej wytwórni Cytrax (dziś związany z labelem Sandwell District) oraz członek projektów takich jak Jasper, Silent Servant czy Detention wraz z Kitem Claytonem. Jego lepsza – a przynajmniej piękniejsza – połowa nie miała do tej pory zbyt dużego doświadczenia muzycznego, poza okazjonalnym didżejowaniem w kalifornijskich klubach. Jako Tropic Of Cancer mają na koncie dopiero trzy epki i kompilację winylowych nagrań dla oficyny Downwards, zatytułowaną „The End Of All Things”.

Płytę otwiera „The Dull Age”, kompozycja opierająca się na suchej perkusji, pojedynczych dronach głębokiego basu, odległych chorałach i onirycznej atmosferze jak z nagrań Cocteau Twins. Podobnie prezentuje się „Victims”, z tym że tutaj pierwsze skrzypce gra dźwięczny bas do spółki z psychodeliczną gitarą. Zdecydowanie najlepszym utworem jest „Be Brave”, który oferuje idealną równowagę pomiędzy mrocznym dramatyzmem a hipnotycznym tańcem. Motoryczne bębny niczym z automatu perkusyjnego, jazgotliwie zawodząca gitara, dudniący bas i zagłuszony wokal – to wszystko składa się na rewelacyjny i porywający utwór, który z powodzeniem mógłby zostać odtworzony w jakimś ponurym klubie dla grupy pogrążonych w transie samotnych tancerzy. Całości dopełnia narkotyczny „L.O.V.E. Feelings” z repertuaru Soft Cell i równie odklejony „Awake”, który brzmi niczym cover piosenki „Just Like Honey” The Jesus And Mary Chain, rozsławionej przez film „Lost In Translation” Sofii Coppoli.

Muzyka Tropic Of Cancer jest skierowana do zwolenników dźwięków mrocznych, chłodnych, repetetywnych, wręcz monotonnych, i przede wszystkim nastrojowych. Czekamy na longplay.

Downwards | 2011

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. tom

    „o ile jeszcze w zeszłej dekadzie „ejtisy” uważało się za okres obciachowy, pełen plastiku i popowego koniunkturalizmu, zaludniony przez chłopców w przydużych jaskrawych marynarkach i cycatych blondynek śpiewających pod palemką, ” – co to za bzdury??? juz pod koniec lat 90. wystartowali miss kittin & the hacker z ep-ka ‚champagne’, ktora zwiastowala electroclash. a electroclash z cala horda mniej i bardziej utalentowanych nasladowcow wszystkiego od nowej fali po new romantic to niby nie najbardziej charakterystyczny okres muzyki klubowej pierwszej polowy lat 2000? a zoot woman i ich pierwsza plyta z 2001? a gigolo records? a dance punk? a wienczace dekade la roux, little boots itp? to co jak nie rzniecie w zywe oczy z 80s? cale lata 2000 staly pod znakiem odkurzania wszelkich stylistyk sprzed dwoch dekad.

    • Maciek Kaczmarski

      Chodziło o dekadę lat 90. Powinno być „dwie dekady temu”, a nie w „zeszłej dekadzie”. Lata 2000-2010 to oczywiście rozkwit fali retro. Już poprawione. Pozdrawiam.

  2. formalina

    dzięki za polecajkę , cytrax był ,jest , będzie przynajmniej dla mnie niezapomniany wiec to wydawnictwo sprawdzę na bank

  3. Heliosphaner

    Nie wiem dlaczego ominęło mnie wcześniej Tropic Of Cancer. Klimaty ‚retro’, które lubię. Z pewnością przesłucham nie raz. 🙂