Clipping – There Existed an Addiction to Blood
Jarek Szczęsny:

Wrota piekieł zostały otwarte. 

MONOH – MONOH
Łukasz Komła:

W oparach myśli.

ISAN – Lamenting Machine
Paweł Gzyl:

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Stephen Mallinder – Um Dada
Paweł Gzyl:

Efektowny powrót weterana.

Piernikowski – The best of moje getto
Jarek Szczęsny:

Ile w tobie jest z białasa. (Tekst zawiera przekleństwa)

Pyur – Oratorio For The Underworld
Paweł Gzyl:

Wędrówka do krainy między życiem a śmiercią.

Kim Gordon – No Home Record
Jarek Szczęsny:

Zaskoczenie? Niekoniecznie.

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)
Paweł Gzyl:

Trip-hop is not dead (yet).

Electric Sewer Age – Contemplating Nothingness
Maciej Kaczmarski:

Kopia mistrza.

Emptyset – Blossoms
Paweł Gzyl:

Producenci z Bristolu wkraczają na nowe terytoria.

Nagrobki – Pod Ziemią
Jarek Szczęsny:

Poważni jak śmierć.

LDY OSC – sōt
Paweł Gzyl:

Click & cuts na nowo.

Nick Cave and the Bad Seeds – Ghosteen
Jarek Szczęsny:

Pomnik żałoby.

Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.



Nieżytboy podsumowuje rok 2011


Maciej Cybulski, znany także jako zespół tańca i przemocy Nieżytboy, współtwórca i współszef takich inicjatyw jak: Coredukacja, Rombanka Soundsystem oraz 3600 sekund z najcięższymi odmianami elektroniki – AudioAutopsja (wkrótce znowu w eterze!), wybrał dla Was 5 najciekawszych płyt A.D. 2011.

  • 5. Kid Lib „Jungle Dubplates Vol. 1” (Off Me Nut Records)

W czasach kiedy najmniej dubstepującym rejonem muzyki jest muzyka poważna, nagle pod koniec roku wpada mi w dłonie „Jungle Dubplates Vol. 1”. Autora znałem już wcześniej z nieskatalogowanych wypustów w sieci i czułem, że będzie pięknie. I jest! Zbiór esencjonalnych, pięknie przerolowanych ragga jungli, które nawet śnieg potrafią zmienić w piasek (plażowy). Na stwierdzenie: „nic nowego”, odpowiadam: „i co z tego?”. Do ściągnięcia za darmo z możliwością donacji.

  • 4. Hades „Nowe dobro to zło” (Prosto)

Kolejna długo wyczekiwana pozycja i spełnienie oczekiwań ponad miarę. Hades z HIFI BANDY ze swoim solowym materiałem na bitach autorstwa Galusa. Błyskotliwa, nieco zaangażowana, miejska publicystyka przy akompaniamencie absolutnych, opartych głównie na funkowych i big bandowych samplach, majstersztyków. Tytuł-klasyk w momencie premiery. Nigdy nie przestanę słuchać rapu.

  • 3. FFF „20.000 Hardcore Members Can’t Be Wrong” (Murder Channel Records)

W pewnym sensie ten album otworzył mój muzyczny rok 2011. Powrót FFF – zaklinacza amen breaka i dźwiękowej monografii cięższego rave’u zamiótł mną totalnie. Tommy De Roos już jakiś czas temu wpuścił swoją twórczość w nieco dziwny, ale jakże interesujący kanał fuzji wszystkiego co najlepsze w muzyce tanecznej ok. 200 bpm. Mamy tu sporo trudnych do namierzenia starych dubplate’ów, niezidentyfikowane toasty, happy hardcore’owe wokale i oczywiście sporą część wachlarzu najbardziej klasycznych jungle’owych breaków w towarzystwie super skutecznych kicków. Ba! Znajdziemy tu o wiele więcej, ale redaktor Kaczmarski kazał tylko kilka zdań…

  • 2. ex aequo

Bryan Fury vs. Ladyscraper (Pacemaker 017) (Pacemaker)

Najbardziej bydlackie 12 cali ubiegłego roku. Obaj panowie od dawna robią swoje, w moim mniemaniu sumiennie pracując na rzecz zatarcia różnic między muzyką hardcore i breakcore. W dodatku obaj wypracowali sobie brzmienie, które z ludzi pod soundsystemem robi pastę do smarowania parkietu/użyźniania gleby. Gorąco polecam fanom ciężkiej elektroniki, a zwłaszcza maniakom beneluksowych hybryd oraz frenchcore’u, z najszczerszymi życzeniami rychłego przejrzenia na oczy.

Totally Fuckedup „Weed & Beat” (BRK)
Ofensywa rosyjskiej, ciężkiej elektroniki nadal trwa i ma się doskonale. Totally Fuckedup, jako najlepszy przykład tego roku, zaserwował po starościńsku zbiór krótkich piłek: trochę breakcore, trochę speedcore, trochę dada, trochę mash. Wszystko pofrunięte tak daleko, że jestem święcie przekonany, że TF musi mieć jakieś australijskie korzenie. Mało tego, uważam, że „Weed & Beat” jest lepsze niż tegoroczne „8” Passanger od Shit. Nie zabrakło również udanych kolaboracji; na płycie lub w folderze ślady udziału zostawili m.in. Airborne Drumz, Xacksecks oraz DJ Clip. Album można pobrać za darmo lub zamówić CD za pieniądze. Ps. Ponoć album otwiera utwór pt. „Boring Drugstep”. Nie słyszałem.

  • 1. Ruby My Dear „Ginkgo” (Acroplane Recordings)

Aphex Twin ostatnio poszedł w spektakularny experimental, Venetian Snares w analordy, Ruby My Dear zaś robi swoje, rozpychając biznes na wszelkie możliwe sposoby. I w pełni zasługuje na swój pseudonim stawiany w jednej linijce z wyżej wymienionymi. Jego brzmienie i aranżacje to siarczysty policzek wymierzony wszystkim, nadętym „profesjonalnym muzykom” (nie chodzi ani o Ryszarda, ani o Aarona). Nie przypadkiem sam DJ Shadow poprosił go o udostępnienie remixu „Building Steam With A Grain of Salt” na potrzeby krążka „The DJ Shadow Remix Project”. Przez chwilę, z uwagi na współpracę z wytwórnią Peace Off, powiało grozą, gdyż wielu producentów kończy tam brzmieniowo jak kolejny alias Rotatora. Julien jednak jest nienaginalny. Dzięki ci za to, Latający Potworze Spaghetti!

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. tnd

    za mało i za krótko

  2. krzeski

    BRAWO!

  3. HisName44

    Na takie zestawienie czekałem!!! Serdeczne pozdrowienia dla szczecińskiej sceny i do zo w Desdemonie.