Wpisz i kliknij enter

Rozmawialiśmy z Lamb

Przed wrocławskim koncertem grupy udało się nam porozmawiać z Andy Barlowem i Lou Rhode. Oboje, pomimo zmęczenia trasą koncertową, tryskali optymizmem i chętnie odpowiadali na zadawane pytania. Przekonajcie się sami.

Kamil: Nie jest to Wasza pierwsza wizyta w Polsce, próbowaliście już jakichś polskich specjałów? Pierogi, kotlety schabowe?

Lou: Jestem wegetarianką, a wiem, że Wasza kuchnia jest głównie mięsna. Dlatego też nie próbowałam jeszcze niczego… ale powiedz mi, czym są pierogi?

Kamil: Ciężko to będzie wyjaśnić… to rodzaj ciasta, nadziewanego serem, albo mięsem. Jeżeli jesteś wegetarianką, to musisz spróbować koniecznie  pierogów z serem.

Lou: Postaram się.

Kamil: Jak podobały Wam się koncerty w Warszawie i w Krakowie?

Lou: Było naprawdę dobrze. W Krakowie panowało istne szaleństwo. Ludzie krzyczeli! Muszę przyznać, że polska publika jest niesamowita.

Andy: W Europie wschodniej ludzie zdecydowanie bardziej entuzjastycznie  reagują na koncertach. Np. u nas w Anglii publika jest raczej cicha, bo koncerty znanych zespołów,  to dla niej oczywista sprawa.  Dla Polaków jeszcze nie.

Lou: To prawda. Nigdy nie słyszeliśmy tyle głośnych wrzasków, co na wczorajszym koncercie (przyp.red. chodzi o Kraków) .

Kamil: Obiecuję, że dzisiaj we Wrocławiu też będzie się działo.

Andy: Zobaczymy.

Kamil: Dlaczego zdecydowaliście się na powrót po 7 latach milczenia? Sukcesy nowych płyt Massive Attack i Portishead ośmieliły Was do ponownego wyjścia na scenę?

Andy: Wiesz, jako prawdziwe legendy trip-hopu musieliśmy to zrobić (śmiech).

Lou: Mówiąc poważnie, nie widzę tu żadnej zależności. Od początku stawiano nas w jednym szeregu z tymi zespołami, a my nigdy nie czuliśmy się częścią sceny trip-hopowej.

Kamil: Myślę, że kiedy ludzie myślą o Lamb, w ich głowach automatycznie pojawia się też Massive Attack i Portishead.

Lou: Masz rację, ale uważam, że takie porównania są niewłaściwe. Poświęcam sporo czasu i energii, żeby wybić to ludziom z głowy (śmiech). A dlaczego wróciliśmy? W 2004 roku rozeszliśmy się, bo doszliśmy do punktu, w którym nie wiedzieliśmy, w którą stronę pójść dalej. Przestaliśmy się też dogadywać ze sobą. Ja miałam ochotę odbić w kierunku muzyki akustycznej i to zrobiłam. Muszę przyznać, że z perspektywy czasu, ta przerwa bardzo nam się przysłużyła. Nasza przyjaźń wyglądała inaczej, kiedy robiliśmy razem muzykę i inaczej, kiedy przestaliśmy. W 2009 roku postanowiliśmy dać kilka koncertów i odkryliśmy, że naprawdę sprawia nam frajdę być znowu razem w zespole. Zamiast rozmyślać nad przeszłością i przyszłością, zastanawiać się, jakie efekty chcemy osiągnąć w studiu, i co chcemy nagrać, porozmawialiśmy po prostu przez telefon i postanowiliśmy zacząć znowu działać.

Andy: Wierzę, że kiedy zamyka się jedne drzwi, drugie otwierają się przed nami na oścież. Poczułem, że jestem gotowy, żeby ponownie zająć się projektem o nazwie Lamb. Pamiętam, że Lou przyszła do studia i powiedziała mi, że od jakiegoś czasu nic nie pisała, więc potrzebowała czasu, żeby się rozkręcić. Zabawne było to, że Lou próbowała mnie wyciągać gdzieś na obiad, a ja wolałem siedzieć głodny w studiu i skończyć robotę. Powiem Ci, że kiedyś byliśmy innym zespołem. Łączyło nas bardziej koleżeństwo, niż przyjaźń. Dzisiaj jest odwrotnie. Kiedyś prowadziliśmy różne tryby życia, mieliśmy różne doświadczenia. Teraz jesteśmy na całkowicie innym poziomie komunikacji między sobą.

Kamil: Jakie jest Wasze zdanie np. o dubstepie? Wyobrażacie sobie, że moglibyście grać taką muzykę?

Lou: W 2004 roku muzyka elektroniczna była zmęczona samą sobą. Brytyjczycy odkryli na nowo folk i akustyczne klimaty.  Jednak od niedawna można poczuć w elektronice świeży powiew, który wpłynął także na nas i nasz powrót na scenę.

Andy: Jest naprawdę kilka wspaniałych kawałków dubstepwych, ale też jest ich sporo średnich i kiepskich . Co jest najlepsze w dubstepie to, to , że łączy w jedną, kompletną całość różne formy muzyczne. To jest naprawdę super.

Lou: Jest więcej ciekawych rzeczy na obrzeżach tego gatunku, niż w samym jego centrum. Cenię Jamesa Blake’a, i muzyków, którzy tworzą bardziej muzykę eksperymentalną, niż taneczną.

Kamil: Na początku XXI wieku ogłoszono śmierć trip-hopu. Chyba jednak za wcześnie?

Lou: On nigdy nawet nie istniał, więc nie mógł umrzeć!

Andy: Ja staram się trzymać jak najdalej od trip-hopu…

Lou: W Anglii nikt nie mówił o trip-hopie. To dziennikarze wymyślili tę nazwę. Dzisiaj dzieje się tyle różnych rzeczy w muzyce elektronicznej, że bezcelowe jest mówienie o czymś takim jak trip-hop.

Kamil: Czy znana jest Wam sprawa ACTA? W Polsce to teraz gorący temat. Macie swoje zdanie?

Lou: To trudna kwestia. Z jednej strony ludzie chcą chronić swoją intelektualną własność, ale z drugiej strony mamy Internet i ta ochrona jest po prostu dzisiaj niemożliwa. Kontrola Internetu i szpiegowanie tego, co ludzie robią online, jest niebezpieczne. Możemy stracić np. Wikipedię, która jest naprawdę wspaniałą rzeczą. Myślę, że ludzie, którzy zajmują się walką z piractwem, muszą wykazać się większą kreatywnością i wyobraźnią.

Kamil: ACTA to sposób walki z piratami, wyjęty żywcem z XIX wieku.

Lou: Gorzej, ze średniowiecza.

Andy: Internet jest jak miasto. Są tam piękne ulice, parki, czy inne wspaniałe miejsca, gdzie z chęcią zabrałbyś swoje dzieci…

Lou: Jest też pełno miejsc, gdzie z całą pewnością nie chciałbyś zabrać dzieci (ze śmiechem).

Andy: Tak, są oczywiście ciemne zakamarki, tak jak wszędzie. Każdy by chciał, żeby to „internetowe  miasto” wyglądało jak Hollywood, żeby było piękne i zadbane. To tylko fasada, nawet Los Angeles ma pełno złych, mrocznych dzielnic. Internet jest też jak żywy organizm. Nie możemy tego organizmu pociąć, podzielić – bo może on umrzeć. Miliony ludzi na całym świecie ściągają nielegalnie muzykę. Czy jestem na nich zły? Nie, nie bardzo. Już dwa lata działamy bez żadnej dużej wytwórni i bardzo się nam to podoba. Mamy np. pełną kontrolę nad kwestami finansowymi zespołu. Wiemy dokładnie, na co wydawany jest każdy zarobiony przez nas pens. Czasy się zmieniają. Na facebooku mamy 15 000 fanów. Kiedy umieszczamy na naszym profilu pytanie o to, który piosenka powinna zostać  singlem, w ciągu 10 minut mamy 3 000 odpowiedzi. To niesamowite. Podobnie, gdy prezentujemy jakiś remiks, na reakcje fanów nie trzeba długo czekać.

Lou: Gdy jesteś w wytwórni, to wydajesz płytę i czekasz na zyski. Jeśli dostaniesz 12% z każdego sprzedanego albumu, to jest naprawdę nieźle. My zarabiamy na koncertach i na płytach, które sprzedajmy podczas trasy. Wiadomo, że ludzie mają Youtube, ale koncert, w którym uczestniczy się na żywo, a ten obejrzany na monitorze komputera , to dwie zupełnie inne sprawy. Dzisiaj ludzie nie chodzą już do sklepów, aby kupić płytę. Ale dużo osób kupuje płyty, albo przed, albo po koncercie. Z drugiej strony powróciła moda  na płyty winylowe, co jest genialne. Takiej płyty nie można sobie ściągnąć z internetu, jak np. mp3

Kamil: Które współczesne zespoły albo artyści zwracają Waszą szczególną uwagę?

Andy: Ciężko teraz mi sobie przypomnieć jakieś konkretne zespoły… ale np. The Ramona Flowers, nasz dzisiejszy support, jest bardzo dobrym zespołem.

Lou: Ja uwielbiam album Jamesa Blake’a.

Kamil: Spotkałaś kiedyś Blake’a osobiście?

Lou: Poznałam go podczas festiwalu Glastonbury. Mój 14-letni syn jest jego wielkim fanem i chciał się z nim bardzo spotkać. James jest niezwykle sympatycznym, czarującym chłopakiem. Woda sodowa nie uderzyła mu do głowy, to widać na pierwszy rzut oka. Blake był bardzo miły dla mojego syna, zachęcał go do nagrywania własnej muzyki (śmiech).

Za pomoc w wywiadzie dziękuję Monice Świetlickiej.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
mikro orchestra
9 lat temu

LAMB – Butterfly Effect (reinterpreted by Mikro Orchestra)

http://soundcloud.com/mikroorchestra/lamb-butterfly-effect-34

Bartek
Bartek
9 lat temu

A kapusta z grzybami? Albo tofu wędzone, ale to już mniej po polsku 😉

Polecamy