SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



Nina Kraviz – Nina Kraviz

Bez wątpienia jest największą gwiazdą klubowej elektroniki, jaka rozbłysła na Wschodzie. Jej debiutancki album jeszcze na wiele tygodni przed premierą został okrzyknięty sensacją roku. Skąd to całe zamieszanie?

Wychowywała się na dalekiej Syberii w wiecznie zimnym Irkucku. Muzykę poznała właściwie dzięki ojcu, który był kolekcjonerem jazzowych winyli. Własną epifanię przeżyła jednak dopiero w 1996 roku, kiedy to w jedynym programie poświęconym nowym brzmieniom nadawanym w rosyjskim radiu usłyszała nagrania… Armando. Gdy przeniosła się do Moskwy, aby studiować stomatologię, z zapałem zaczęła zbierać house`owe płyty. Z czasem zdobyła taką wiedzę o gatunku, że mogła dorabiać sobie jako dziennikarka, przeprowadzając wywiady z zachodnimi gwiazdami odwiedzającymi rosyjskie kluby, od Afriki Bambaaty po Jeffa Millsa. Potem prowadziła agencję bookingową dla didżejów, aż w końcu sama stanęła za deckami.

Z dwoma znajomymi założyła własny zespół – My Space Rocket. Kiedy dostała się w 2006 roku na warsztaty Red Bulla w Cape Town, zainteresowała jego nagraniami Grega Wilsona. Ten opublikował je nakładem swej wytwórni B77. W ten sposób młoda Rosjanka wkroczyła do zachodniego świata muzycznego. Jej autorskimi dokonaniami zainteresowali się niemal w tym samym czasie dwaj spece od nowoczesnego house`u – Matt Edwards (alias Radio Slave) z Rekids oraz Jus-Ed z Underground Quality. I zaczęło się – kolejne dwunastocalówki Niny Kraviz lądowały na gramofonach najpopularniejszych didżejów grających w Europie i Ameryce, posypały się zaproszenia na imprezy w modnych klubach (czego kulminacją był jej występ w Panorama Barze), a moskiewska Propaganda (tamtejszy Fabric, jak mówią) zaproponował jej rezydenturę. Niemal dwa lata temu Nina zaczęła pracować nad debiutanckim albumem. I choć był on podobno gotowy już w połowie minionego roku, dostajemy go dopiero teraz.

Zgodnie z tym, co rosyjska producentka proponowała na swych wcześniejszych wydawnictwach, tak i tutaj mamy do czynienia z wyrafinowanym deep house`m. Kraviz daleka jest jednak od niewolniczego naśladownictwa klasycznych wzorców. W większości zamieszczonych na krążku utworach kreuje własną wizję gatunku, odciskając na nim wyraziste piętno swej kobiecej osobowości.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1899697-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1899697-02″ allowscriptaccess=”always”]

Zaczyna się od organicznych brzmień o niemal jazzowym tonie. Zrealizowany z wokalnym udziałem Kinga Ausa przy mikrofonie „Aus” łączy ciepłe tony Hammonda z bluesowymi dźwiękami wysamplowanej gitary, przypominając o dawnych nagraniach St Germain. Jeszcze głębszy podkład rytmiczny pojawia się w „Taxi Talk”. I tutaj Nina skłania się ku europejskiej definicji deep house`u – bo nagranie to z powodzeniem mogłoby się znaleźć na ubiegłorocznej płycie Steffi. Rosyjska producentka tym jednak odróżnia się od swej niemieckiej koleżanki, że wykorzystuje własny wokal – płynnie przechodząc od zmysłowego szeptu do eterycznego śpiewu.

Bardziej minimalistyczne potraktowanie gatunku otrzymujemy natomiast w „False Attraction”. Zredukowana rytmika stanowi tu podkład dla zaskakującego połączenia dźwięków z różnych epok – zapożyczonych z chicagowskiej tradycji uderzeń automatu perkusyjnego Roland 808 i warczących linii basu typowych dla nowoczesnego techno. A wszystko to uzupełniają wokalne nakładki, tworzące niepokojący klimat całości. W podobnym stylu utrzymane są dwa dalsze utwory – „Best Friend” i „Petr” – które balansują między lakonicznym stylem Richiego Hawtina a rozerotyzowanym graniem Luciano. Segment ten puentuje eksperymentalny „4 Ben” – który w czytelny sposób odwołuje się swą oszczędną konstrukcją i mrocznym nastrojem do najlepszych pozycji z katalogu M-nus.

Nie brak tu również bardziej jednoznacznych wycieczek do źródeł współczesnej muzyki klubowej. „Ghetto Kraviz” i „Love Or Go” tworzą melodyjną odmianę klasycznego grania z  Chicago: z jednej strony agresywnie atakując surowym brzmieniem, a z drugiej – uwodząc subtelną melodyką i lirycznym nastrojem. Do rozwiązań brzmieniowych rodem z Detroit rosyjska producentka zwraca się w „Choices” i „Turn On The Radio” – bo tutaj rytmika staje się wolniejsza, a dźwięki klawiszy – brudniejsze. Punktem centralnym obu nagrań jest jednak śpiew Niny – zatopiony w gęstych pasażach garażowych syntezatorów, tworzący podskórne napięcie o jednoznacznie seksualnym charakterze.

Kontrapunktem dla tych mocno „fizycznych” nagrań jest tutaj „Working” – pozbawiona funkcjonalnej rytmiki przestrzenna kompozycja, łącząca tribalowe conga i acidowe kumkanie z głosem producentki zmultiplikowanym w niemal anielski chór. Podobnie zresztą wypada wstęp i finał albumu. Otwierający całość „Walking In The Night” to nastrojowe intro wygrane na Rolandzie 303, a kończący ją „Fire” – wokalna skarga wsparta jedynie płaczącym syntezatorem w dalekim tle.

Triumf rosyjskiej producentki polega więc na fascynującym zindywidualizowaniu deep house`owej formuły. Ninie Kraviz udało się bowiem nie tylko zmodyfikować ją pod względem brzmieniowym czy rytmicznym, ale również tchnąć w nią całą paletę najgłębszych uczuć – od radości po rozpacz. A to udaje się w sztuce tylko największym.

Rekids 2012

www.rekids.com

www.myspace.com/rekids

www.myspace.com/damelaayer

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. Mi jeszcze Ghetto Kraviz przywodzi na myśl Thunderheist. Ale u Niny jest zdecydowanie lepiej. W pełni się zgadzam, że zindywidualizowała deep house. Trafnie napisane.

  2. mate

    a jak dla mnie ten album to jeden wielki ziew…kazdy track podobny do poprzedniego i jakies to wszystko takie bez wyrazu…zaden track na tym albumie nie wyroznia sie od pozostalych…mialem wrecz wrazenie momentami jakbym jednego utworu na repeacie sluchal…

  3. Bartooki

    Nina! 🙂

  4. Heliosphaner

    Nina Kraviz ustawiła wysoką poprzeczkę jeśli chodzi o deep house w tym roku. Świetnie się słucha zarówno jej poprzednich wydawnictw jak i pierwszego powyższego albumu 🙂