Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.

BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.



Addison Groove – Transistor Rhythm

Kiedy młody brytyjski producent zadebiutował dwa lata temu pod pseudonimem Addison Groove pomysłowym singlem „Footcrab”, brytyjskie media tak zachwyciły się pionierskim połączeniem dubstepu i juke`a, że zapomniały całkiem o jego wcześniejszych dokonaniach pod szyldem Headhunter. Antony Williams wskoczył więc na tego konia i pogalopował dalej – kolejne przebojowe dwunastocalówki doprowadziły go w końcu do podpisania cennego kontraktu z szalenie modną obecnie wytwórnią Modeselektora – 50 Weapons. Jej efektem jest wydany właśnie pierwszy album firmowany przez Addisona Groove`a – „Transistor Rhythm”.

Trzynaście premierowych nagrań na krążku stanowi dosyć oczywiste rozwinięcie wcześniejszych pomysłów londyńskiego producenta. Pierwszą część zestawu tworzą dubstepowe nagrania – szorstkie i surowe, o wyjątkowo oszczędnej aranżacji, łączące w prosty sposób dziką energię dudniących bębnów z poszatkowanymi samplami raperskich nawijek Spank Rocka. Słychać w nich z jednej strony echa jungle`owej przeszłości brytyjskiej muzyki basowej (choćby w „Rudeboyu”), a z drugiej – typową dla niej obecnie fascynację chicagowskim house`m („Bad Things”).

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1933947-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1933947-02″ allowscriptaccess=”always”]

Nic więc dziwnego, że ten drugi wątek dochodzi z większą mocą do głosu w drugiej części albumu. Tym razem Williams wypuszcza się śmiało na obce mu etnicznie i geograficznie terytorium. Rytmy stają się zdecydowanie szybsze, zamiast raperskich rymów pojawiają się przyspieszone sample kobiecych wokali, a melodyka wprowadzana przez szczątkowe partie syntezatorów zostaje ograniczona prawie do minimum („Night To Remember” czy „Skylight”). Choć i tutaj słychać wpływy klasycznej szkoły dźwięku rodem z Chicago, to na pewno więcej w tych kompozycjach inspiracji dokonaniami juke`owych didżejów w rodzaju Rashada.

Na koniec angielski producent wraca jednak do dubstepu – i serwuje chyba najlepsze w zestawie kompozycje. Zrealizowany wspólnie z Markiem Pritchardem „Dance Of The Woman” zaskakuje ciekawym wpisaniem tribalowych elementów rodem z afro-beatu w mocną konstrukcję basową, natomiast finałowy „Entropy” – kontrastowym zestawieniem ekspresyjnej rytmiki z pastelową melodyką. Dobrze się słucha też dwóch breakbeatowych nagrań umieszczonych na płycie. „Savage Henry” i „Incredibly Exhausted Bunny Ears” odwołują się bowiem zgrabnie do klasyki electro sprzed ćwierć wieku, przypominając niezapomniane harce Rock Steady Crew uwiecznione na filmach „Wild Style” czy „Style Wars”.

„Transistor Rhythm” uderza mocną energią – ale powtarzalność pomysłów Williamsa sprawia, że płyta z czasem staje się nazbyt monotonna. Całe szczęście ożywa pod koniec – dzięki nieobecnemu na niej wcześniej rozbudowaniu brzmienia. Gdyby angielski producent podszedł w ten sposób do całości materiału – album robiłby na pewno lepsze wrażenie. A tak – to jednak tylko połowiczny sukces.

50 Weapons 2012

www.50weapons.com

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Faktycznie, coś się w tej maszynce wystrzeliwującej hity zacięło. Szkoda, bo gdyby poszedł materiał jaki zagrał dla Marry Anne Hobbs można by mówić o klasyce, a tak roztrwonił potencjał na 12stkach w różnych labelach. Na płycie raptem kilka numerów jest ciekawych reszta bez soku i mięsa.