Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Parov Stelar – The Princess

Marcus Füreder swoją karierę zaczynał jak większość parających się elektroniką szeroko rozumianą – produkcją mocno samplowanej muzyki. Dziś z oparów noir, jakie dalej unoszą się nad debiutanckim „Rough Cuts”, zostało niewiele, a pod nazwą Parov Stelar ukazuje się drugi w historii grupy dwupłytowy album, na którym króluje przede wszystkim żywo rozbuchane instrumentarium.

Progres ten ma oczywiście spore zalety – bilety na europejską trasę koncertową są w znacznej mierze wyprzedane, a nazwa Parov Stelar kojarzona jest coraz częściej z inteligentną rozrywką, muzyką taneczną, której popularność rośnie w tempie logarytmicznym. Laury w pełni zasłużone – Austriaka słusznie uznaje się za ojca electroswingu. A że każde dziecko w końcu dorasta, tak i muzyka Füredera całkowicie straciła wąską warstwę patyny i kurzu, jaka pokrywała większość jego poprzednich nagrań. Kierunek nadany poprzednim albumem studyjnym procentuje tu większym udziałem sekcji dętej oraz wokalistek. Krystaliczną barwę dźwięku potęguje także częsta obecność instrumentów klawiszowych, których w takim stężeniu w muzyce Füredera jeszcze nie było.

Co może drażnić, to tępo wybijany rytm, jakim zaczyna się większość utworów. Rzecz widocznie niezbędna – za nazwą grupy kryje się przecież zarówno DJ wspomagany na scenie dęciakami, jak i paroosobowy zespół, z perkusistą i basistą włącznie. Tym sposobem „Princess” może błyszczeć i podczas koncertu pod chmurką i na dyskotekowych parkietach. Klubowe brzmienia są tu zresztą wyraźnie słyszalne w warstwie rytmicznej, co dla muzyki Parov Stelar ciągle można uznawać za nowość – zwrot w tym kierunku zapowiedziany EPką „Coco” został potwierdzony albumem o tej samej nazwie.

Lekki niedosyt pozostawia fakt, iż utworów takich jak „Beautiful Morning”, czy „The Fog” nie ma na albumie więcej. Dłuższy ukłon w stronę przeszłości na pewno zbliżyłby muzykę „Princess” do złotego środka oraz pozwolił na przysłowiowy oddech między żywo swingującymi melodiami.

Jak potoczy się kariera Parov Stelar Band? Osobiście widziałbym Austriaków na festiwalach pokroju Glastonbury, czy Open’er, gdzie z pewnością porwaliby kilkudziesięciotysięczny tłum do zabawy. Piszę „z pewnością”, gdyż z kilkunastotysięcznym radzą sobie bez problemu.

Dwupłytowy album studyjny – oznaka kipiącej od pomysłów głowy, lub sumiennie pielęgnowanej megalomanii. W przypadku „Princess” prawdziwą okazuje się teoria pierwsza. Z dwugodzinnego materiału każdy wielbiciel electroswingu jest w stanie wykroić sobie bardzo taneczny set. Natomiast nieobeznani z tematem dostają kopiatą porcję kreatywności Austriaka i jego możliwości w zakresie syntezy muzyki klubowej z zapomnianymi przez większość brzmieniami amerykańskiego jazzu późnych lat trzydziestych. Owce całe, wilk syty.

4/5

Etage Noir | 04.2012

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. Jula

    Dusigroszu…proszę Cię… Byłam na 3 koncertach Parov, na 4 jade w pazdzierniku do Berlina. To, co pokazali na koncercie w Poznanskim Esculapie podczas trasy promujacej nowy krazek, to naprawde ”klasa” sama w sobie. nie slyszalam bardziej energetyzujacego electroswingu. Poprostu go nie ma. Parov Stelar jest mistrzostwem.

  2. Przykro mi, ale osoba, która o tym pisała chyba słuchała innej płyty. Album to pokaz niechlujstwa i braku pomysłu. Sorry, ale powyżej oceny 2 ten album nie zasługuje.

  3. Robert

    „króluje przede wszystkim żywo rozbuchane instrumentarium.”
    „pozwolił na przysłowiowy oddech między żywo swingującymi melodiami” to w końcu żywo czy nie ?

    „złoty środek” w przypadku muzyki to czysta kwestia gustu 😉

Kto linkował?

  1. Ulubione albumy: THE PRINCESS – Parov Stelar | Moja siostra muza