Wpisz i kliknij enter

Andre Lodemann – Fragments

Kiedy runął mur berliński, pochodzący z małego miasta we wschodnich Niemczech Andre Lodemann od razu przeniósł się do nowej stolicy kraju. I oczywiście trafił w samo centrum rodzącej się subkultury techno. Pomieszkując w skłotach usytuowanych w dawnej komunistycznej części miasta, w ciągu dnia studiował nauki społeczne, a wieczorami grywał swe pierwsze imprezy. W przeciwieństwie do większości rówieśników upodobał sobie jednak nie techno ale house – i to o tym najgorętszym brzmieniu w nowojorskim stylu. Kiedy po studiach podjął pracę opiekuna „zagubionej” młodzieży, zasłynął z organizowania muzycznych imprez dla narkomanów, włóczęgów i prostytutek. Ponieważ jego sława rosła z roku na rok, po dziesięciu latach pracy społecznej, postanowił poświęcić się didżejowaniu i produkowaniu. Dlatego dzisiaj dostajemy podwójny album „Fragments” będący podsumowaniem jego twórczej działalności w minionej dekadzie.

Pierwszy krążek zawiera autorskie nagrania Andre Lodemanna. I już w układzie kompozycji czuć rękę didżeja. Zaczyna się bowiem od wyjątkowo ciepłych i lekkich utworów – to podrasowany na breakbeatową modłę latynoski house w stylu klasycznych dokonań Masters At Work. Przyjazny element chwytliwej melodii wnoszą tu zarówno soulowe śpiewy, jak i sample akustycznej gitary, a kojące tła tworzą subtelnie posplatane ze sobą pasaże matowych klawiszy („Your Choice” i „Searchin” z udziałem Nathalie Claude).

Potem przychodzi czas na solidny segment masywnego deep house`u rodem z detroitowej szkoły Theo Parrisha. Głębokie podkłady rytmiczne o lekko zdubowanym brzmieniu i spowolnionym metrum ozdabiają w tych nagraniach zgrabnie wpisane w tkankę kompozycji jazzowe sample fortepianu wsparte od czasu do czasu sonicznymi akordami monochromatycznych syntezatorów („Coming Home”, „Don`t Panic” czy „The Light”). Najlepiej prezentuje się w tym towarzystwie hipnotyczny „Going To The Core” – bo ozdabia go seksowny monolog wspomnianej już wcześniej Nathalie Claude.

Te zmysłowe dźwięki ustępują z czasem mocniejszym rytmom. Ten finałowy segment kolekcji zaczyna się od osadzonego w kontekście kolońskiego tech-house`u energetycznego „Riven Reminiscences”. Umieszczony tuż za nim „Where Are You Now?” to już klasyczne techno o typowo brytyjskim brzmieniu – rodem z dawnych utworów Orbital czy Underworld. „Vehemence Of Silence” przenosi nas z powrotem do Niemiec – bo wypełniające nagranie chmurne partie zbasowanych klawiszy o niemal trance`owym tonie kojarzą się z dawnymi dokonaniami berlińskich producentów ze stajni BPitch Control.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/452678-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=452678-01″ allowscriptaccess=”always”]

Na finał Lodemann znów powraca do swego ulubionego deep house`u – tym razem w wyjątkowo zrelaksowanej wersji. Pulsujący niespiesznym rytmem „Unknown Desire”, łącząc nostalgiczne dźwięki pianina i gitary, emanuje taką zmysłowością, że mógłby nią obdzielić co najmniej tuzin podobnych produkcji z obu stron Atlantyku.

Druga płyta przynosi kolekcję najważniejszych remiksów niemieckiego twórcy. Tym razem dominują tutaj nagrania z wokalistami w rolach głównych. Lodemann obchodzi się z materiałem źródłowym bardzo delikatnie – nie naruszając piosenkowej struktury kompozycji, zachowuje melodyjność oryginałów, nadając im jednocześnie mocno transowy charakter. W ten sposób otrzymujemy wyjątkowo przebojową wersję deep house`u – jak w remiksach nagrań Prommera & Barcka („Lovin”) czy Vakuli („Ring Of The Night”) albo tech-house`u – choćby w dekonstrukcjach utworów Phonique („Our Time Our Chance”) czy January Tuesday („True Love`s Sake”). Największym hitem w tym towarzystwie jest oczywiście nagranie Tracey Thorn – „Why Does The Wind?” – w którym niemiecki producent w perfekcyjny sposób podbija nostalgiczny śpiew brytyjskiej piosenkarki zdecydowanie taneczną rytmiką.

W niektórych utworach Lodemann zaskakuje rozmachem aranżacji – bo stosuje zarówno jazzowe partie akustycznych instrumentów, jak i stylizowane na hollywoodzkie soundtracki melodramatyczne orkiestracje („Changed” duetu Mario & Vidis czy „Another World” Joeya Negro). Z drugiej strony potrafi postawić na jednoznacznie klubową energię – i nie bawiąc się w sentymenty, wprost porywa na parkiet surowymi i szorstkimi dźwiękami („Sedona” Spirit Catchera czy „Feel It” Liquid Deep). Stać go również na uduchowioną wręcz lirykę – jak w miłosnym wyznaniu opakowanym w detroitowe brzmienia, zawartym w kompozycji Altona Millera – „Stars In Your Eyes”.

Kolekcja ta brzmi znakomicie – dlatego wielka szkoda, że Andre Lodemann nie nagrywa regularnych albumów. Bo przecież „Fragments” to zestaw wcześniej wydanych na winylu singlowych killerów. Może w przyszłości niemiecki producent pokusi się jednak o zrealizowanie pełnowymiarowej krążka – na pewno mielibyśmy wtedy do czynienia z dziełem ze wszech miar wybitnym.

Best Works 2012

www.best-works.com

www.myspace.com/bestworksrecords

www.myspace.com/andrelodemann







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy