Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.



Oxia – Tides Of Mind

Osiem lat przerwy między pierwszym a drugim albumem, to poważna sprawa. Ale wygląda na to, że Olivier Raymond nieźle sobie radził z tym niekonwencjonalnym jak na dzisiejsze czasy podejściem do obecności na fonograficznym rynku. Bo od wydania przez własną wytwórnię GoodLife debiutanckiej płyty „24 Hueres” w 2004 roku, publikował regularnie winylowe dwunastocalówki, które z powodzeniem ugruntowały jego pozycję na klubowym rynku Europy. Niestety – prawie każdą z nich wydawała inna wytwórnia, od niemieckiego Kompaktu po brytyjską Tsubę.

W końcu Raymond znalazł jednak stałą przystań. Zadecydowała o tym dawna przyjaźń z francuskim didżejem i producentem z Lyonu – Agorią. To właśnie w jego firmie InFine weteranowi nadsekwańskiej elektroniki stworzono idealne warunki, aby złapał chwilę oddechu na przygotowanie swego długo oczekiwanego drugiego albumu. Dlatego w końcu jest – „Tides Of Mind”.

O ile debiutancki krążek Raymonda był zdominowany przez klasyczne techno i electro o detroitowym rodowodzie, tak ten najnowszy przynosi zdecydowanie bardziej zróżnicowaną muzykę. Już umieszczony tuż na wstępie „Rue Brusherie” wskazuje na te zmiany – bo to energetyczny tech-house podrasowany delikatnie na jazzową modłę perkusyjnymi samplami i soczystą partią organicznego Hammonda. Podobną rytmikę odnajdujemy jednak dopiero pod koniec krążka w utworze „The Phoney Lullaby”. Tym razem jednak w roli głównej jest wokalny falset Scalde – otoczony zdubowanymi pasażami tęsknych klawiszy.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1950036-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1950036-02″ allowscriptaccess=”always”]

Gorętsze dźwięki pojawiają się wraz z „Housewife”. To ozdobiony jak zawsze stylowym śpiewem Miss Kittin detroitowy garage house z dźwięczną partią jamajskiego piano. Te przyjemnie szurające bity powracają później w umieszczonym pod sam koniec płyty „Latitude” – w jeszcze bardziej radosnej wersji. Potem mały skok w bok – i francuski producent serwuje naturalnie brzmiący deep house. To dwie kompozycje – „Harmonie” i „Flying Over Time”. Choć osadzone są one na podkładach rytmicznych wywiedzionych z klasyki gatunku, tęskne fale nastrojowych syntezatorów o melancholijnej melodyce nadają im obu zdecydowanie europejski sznyt.

Jest tu również miejsce na połamane rytmy. Najpierw w „Traveling Fast” otrzymujemy klaskane downtempo z wokalnym udziałem Mesparrow, a potem żywszy breakbeat o soundtrackowym brzmieniu – w „Sway”. Można zrozumieć ciągoty klubowych producentów do takich ilustracyjnych nagrań – ale bledną one od razu, kiedy Raymond sięga po klasyczne techno. Dlatego szkoda, że w tym stylu utrzymana jest tylko jedna kompozycja – „Nightfall” – bo pokazuje ona, że francuski producent ma detroitowe brzmienia po prostu we krwi.

To wyjątkowe urozmaicenie „Tides Of Mind” ma jednak swoją dobrą stronę – płyty słucha się z zaciekawieniem, kolejne kompozycje zaskakują efektownym zmianami stylu, a większość z nich z powodzeniem łączy klubową rytmikę z wyrazistą melodyką, mające swe głębokie korzenie w klasyce francuskiej muzyki popularnej.

InFine 2012

www.infine-music.com

www.myspace.com/infinemuzik

www.oxia-dj.com

www.myspace.com/oxiagoodlife

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.