Wpisz i kliknij enter

Oxia – Tides Of Mind

Rytm i melodia.

Osiem lat przerwy między pierwszym a drugim albumem, to poważna sprawa. Ale wygląda na to, że Olivier Raymond nieźle sobie radził z tym niekonwencjonalnym jak na dzisiejsze czasy podejściem do obecności na fonograficznym rynku. Bo od wydania przez własną wytwórnię GoodLife debiutanckiej płyty „24 Hueres” w 2004 roku, publikował regularnie winylowe dwunastocalówki, które z powodzeniem ugruntowały jego pozycję na klubowym rynku Europy. Niestety – prawie każdą z nich wydawała inna wytwórnia, od niemieckiego Kompaktu po brytyjską Tsubę.

W końcu Raymond znalazł jednak stałą przystań. Zadecydowała o tym dawna przyjaźń z francuskim didżejem i producentem z Lyonu – Agorią. To właśnie w jego firmie InFine weteranowi nadsekwańskiej elektroniki stworzono idealne warunki, aby złapał chwilę oddechu na przygotowanie swego długo oczekiwanego drugiego albumu. Dlatego w końcu jest – „Tides Of Mind”.

O ile debiutancki krążek Raymonda był zdominowany przez klasyczne techno i electro o detroitowym rodowodzie, tak ten najnowszy przynosi zdecydowanie bardziej zróżnicowaną muzykę. Już umieszczony tuż na wstępie „Rue Brusherie” wskazuje na te zmiany – bo to energetyczny tech-house podrasowany delikatnie na jazzową modłę perkusyjnymi samplami i soczystą partią organicznego Hammonda. Podobną rytmikę odnajdujemy jednak dopiero pod koniec krążka w utworze „The Phoney Lullaby”. Tym razem jednak w roli głównej jest wokalny falset Scalde – otoczony zdubowanymi pasażami tęsknych klawiszy.

Gorętsze dźwięki pojawiają się wraz z „Housewife”. To ozdobiony jak zawsze stylowym śpiewem Miss Kittin detroitowy garage house z dźwięczną partią jamajskiego piano. Te przyjemnie szurające bity powracają później w umieszczonym pod sam koniec płyty „Latitude” – w jeszcze bardziej radosnej wersji. Potem mały skok w bok – i francuski producent serwuje naturalnie brzmiący deep house. To dwie kompozycje – „Harmonie” i „Flying Over Time”. Choć osadzone są one na podkładach rytmicznych wywiedzionych z klasyki gatunku, tęskne fale nastrojowych syntezatorów o melancholijnej melodyce nadają im obu zdecydowanie europejski sznyt.

Jest tu również miejsce na połamane rytmy. Najpierw w „Traveling Fast” otrzymujemy klaskane downtempo z wokalnym udziałem Mesparrow, a potem żywszy breakbeat o soundtrackowym brzmieniu – w „Sway”. Można zrozumieć ciągoty klubowych producentów do takich ilustracyjnych nagrań – ale bledną one od razu, kiedy Raymond sięga po klasyczne techno. Dlatego szkoda, że w tym stylu utrzymana jest tylko jedna kompozycja – „Nightfall” – bo pokazuje ona, że francuski producent ma detroitowe brzmienia po prostu we krwi.

To wyjątkowe urozmaicenie „Tides Of Mind” ma jednak swoją dobrą stronę – płyty słucha się z zaciekawieniem, kolejne kompozycje zaskakują efektownym zmianami stylu, a większość z nich z powodzeniem łączy klubową rytmikę z wyrazistą melodyką, mające swe głębokie korzenie w klasyce francuskiej muzyki popularnej.

InFine 2012

www.infine-music.com

www.myspace.com/infinemuzik

www.oxia-dj.com

www.myspace.com/oxiagoodlife







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy