The Primitive Painter – The Primitive Painter
Paweł Gzyl:

Dźwiękowy klejnot z dawnej epoki.

DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who know”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.



Oxia – Tides Of Mind

Osiem lat przerwy między pierwszym a drugim albumem, to poważna sprawa. Ale wygląda na to, że Olivier Raymond nieźle sobie radził z tym niekonwencjonalnym jak na dzisiejsze czasy podejściem do obecności na fonograficznym rynku. Bo od wydania przez własną wytwórnię GoodLife debiutanckiej płyty „24 Hueres” w 2004 roku, publikował regularnie winylowe dwunastocalówki, które z powodzeniem ugruntowały jego pozycję na klubowym rynku Europy. Niestety – prawie każdą z nich wydawała inna wytwórnia, od niemieckiego Kompaktu po brytyjską Tsubę.

W końcu Raymond znalazł jednak stałą przystań. Zadecydowała o tym dawna przyjaźń z francuskim didżejem i producentem z Lyonu – Agorią. To właśnie w jego firmie InFine weteranowi nadsekwańskiej elektroniki stworzono idealne warunki, aby złapał chwilę oddechu na przygotowanie swego długo oczekiwanego drugiego albumu. Dlatego w końcu jest – „Tides Of Mind”.

O ile debiutancki krążek Raymonda był zdominowany przez klasyczne techno i electro o detroitowym rodowodzie, tak ten najnowszy przynosi zdecydowanie bardziej zróżnicowaną muzykę. Już umieszczony tuż na wstępie „Rue Brusherie” wskazuje na te zmiany – bo to energetyczny tech-house podrasowany delikatnie na jazzową modłę perkusyjnymi samplami i soczystą partią organicznego Hammonda. Podobną rytmikę odnajdujemy jednak dopiero pod koniec krążka w utworze „The Phoney Lullaby”. Tym razem jednak w roli głównej jest wokalny falset Scalde – otoczony zdubowanymi pasażami tęsknych klawiszy.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1950036-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1950036-02″ allowscriptaccess=”always”]

Gorętsze dźwięki pojawiają się wraz z „Housewife”. To ozdobiony jak zawsze stylowym śpiewem Miss Kittin detroitowy garage house z dźwięczną partią jamajskiego piano. Te przyjemnie szurające bity powracają później w umieszczonym pod sam koniec płyty „Latitude” – w jeszcze bardziej radosnej wersji. Potem mały skok w bok – i francuski producent serwuje naturalnie brzmiący deep house. To dwie kompozycje – „Harmonie” i „Flying Over Time”. Choć osadzone są one na podkładach rytmicznych wywiedzionych z klasyki gatunku, tęskne fale nastrojowych syntezatorów o melancholijnej melodyce nadają im obu zdecydowanie europejski sznyt.

Jest tu również miejsce na połamane rytmy. Najpierw w „Traveling Fast” otrzymujemy klaskane downtempo z wokalnym udziałem Mesparrow, a potem żywszy breakbeat o soundtrackowym brzmieniu – w „Sway”. Można zrozumieć ciągoty klubowych producentów do takich ilustracyjnych nagrań – ale bledną one od razu, kiedy Raymond sięga po klasyczne techno. Dlatego szkoda, że w tym stylu utrzymana jest tylko jedna kompozycja – „Nightfall” – bo pokazuje ona, że francuski producent ma detroitowe brzmienia po prostu we krwi.

To wyjątkowe urozmaicenie „Tides Of Mind” ma jednak swoją dobrą stronę – płyty słucha się z zaciekawieniem, kolejne kompozycje zaskakują efektownym zmianami stylu, a większość z nich z powodzeniem łączy klubową rytmikę z wyrazistą melodyką, mające swe głębokie korzenie w klasyce francuskiej muzyki popularnej.

InFine 2012

www.infine-music.com

www.myspace.com/infinemuzik

www.oxia-dj.com

www.myspace.com/oxiagoodlife

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.