Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.

Earth Trax – LP1
Jarek Szczęsny:

Nic ponadto.

Radosław Kurzeja – Ogród botaniczny w Palermo
Jarek Szczęsny:

Niekontrolowane lenistwo.



downtempo

Pejzaż – Blues

Nostalgiczna nóżka chodzi. Czytaj dalej »

Against All Logic – 2017 – 2019

Bezczelna błyskotliwość. Czytaj dalej »

Ku_tzu – Architekci wspomnień

Miejsce, w którym wszystko słychać. Czytaj dalej »

Long Arm – Silent Opera

Trip-hop nigdzie nie odszedł. Czytaj dalej »

Yogtze – Yogtze

Będzie filmowo. Czytaj dalej »

Nicolas Godin – Concrete and Glass

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.
Czytaj dalej »

Marek Kamiński & Piotr Michałowski, Susanne Sundfør oraz Janusz Jurga

Naprawdę krótko. Czytaj dalej »

Boreal Massif – We All Have Impact (Even Hippies Do)

Trip-hop is not dead (yet).

Czytaj dalej »

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek

W lecie jest właściwie jedna zła rzecz – to, że zawsze się kończy. Koniec rozluźnionej atmosfery całych dni, beztroskich wieczorów płynących we własnym rytmie do późnych godzin wieczornych, jakby syndrom kota perskiego nie istniał, jest wyraźnie smutny, co jakoś tam uspokajają wspomnienia dobrze spędzonego czasu, czy to na urlopach, festiwalach czy po prostu podczas towarzyskich spotkań w gronie przyjaciół. By ostatni tydzień tegorocznych wakacji nie był zbyt nostalgiczny proponuję Wam cztery ciekawe wydawnictwa oscylujące wokół stylistyki beats & breaks, które będą idealnym zamknięciem lata, a istnieje spora szansa, że rozweselą Wam też jesień 2019. A są to:

Jaromir Kamiński – Powoli

Na debiutancki album Jaromira Kamińskiego przyszło nam chwilę poczekać, ale każdy kto włączył opublikowany wczoraj album „Powoli” wie, że warto było uzbroić się w cierpliwość. Polski producent znany z projektu Ptaki przygotował płytę niezwykle uroczą, o kołysząco-bujającym groovie, której nie chce się przestać słuchać. Trzynaście samplowanych kompozycji, które trafiły na „Powoli”, to lekki i przyjemny miks instrumentalnego downtempo, beatsów i brzmień balearic. Niespieszne tempo rysuje radosny charakter albumu, w którym elementy poszczególnych stylistyk mają szansę wybrzmieć w całej swojej formie, przyciągając uwagę słuchacza. Czy to dźwięki harfy, czy głębsze, cięższe perkusje czy wspomniane sample, wśród których znalazło się miejsce dla wstawek polskojęzycznych jak i hitów amerykańskiej muzyki (sampel z utworu „Tell Me The Truth Baby” Fats Domino, który wybrzmiewa w utworze „Pronto”). Są momenty zwrotów akcji chilloutowego downtempo, jak choćby tribalowy deep house w utworze „Mistral”. Atmosfera „Powoli” jest perfekcyjnie wręcz wyważona, co tylko potwierdza, że Jaromir Kamiński jest w formie, a jeśli jego albumy mają brzmieć tak jak „Powoli”, to spokojnie możemy na nie czekać. Mamy czas. Nie ma też nic złego w tym, że jedna z przyjemniejszych płyt tych wakacji pojawia się pod koniec lata. Muzyka nie ma przecież terminu przydatności. Sprawdźcie koniecznie!


Polena Recordings

Rafał Warszawski – Kind of Magic EP

Rafał Warszawski to hip-hopowy producent związany z warszawskim Ursynowem, którego możecie kojarzyć także z projektu Proforma. Niedawno przypomniał o sobie wydając po dłuższej ciszy samplowaną instrumentalną EP-kę „Kind of Magic”, do której to artystycznej ciszy nawiązuje zresztą wprost pierwszy z utworów z albumu – „I Was Away (Way Too Long)”. Niech nie zwiedzie Was okładka przedstawiająca zachmurzony wysokogórski krajobraz. „Kind of Magic” to przyjemne, ciepłe hip-hopowe bity przypominające kultowe „Gry studyjne” Noona czy dwa albumy tajemniczego producenta Dead Man Funk, wydane nakładem Asfalt Records. Warszawski tworzy w podobnej stylistyce, wynosząc swoją wizję klasycznych hip-hopowych bitów i cutów („New Vision”, „Last Element”) jeszcze dalej, na bardziej melodyjne tony downtempo (np. „Understand Me”, „Too Late” czy „Lonely Traveller”, który powinien przypaść do gustu fanom The Cinematic Orchestra). Idealny album na samotną nocną jazdę autem po mieście (nie tylko po Warszawie!).

Profil Warszawskiego na SoundCloud
Profil Proforma / Warszawskiego na Facebooku

Palms Palms – Palms EP

Pod pseudonimem Palms Palms tworzy młody producent z Warszawy Piotr Podgajny. W lutym tego roku ukazała się jego debiutancka EP-ka Palms EP. Z różnych względów polecam ją dopiero teraz, za czym jednak przemawia dość istotny argument. Przecież koniec lata to nie tylko koniec beztroski i radości, ale też pewna refleksja i myśli o tym, co nadejdzie z pierwszym chłodnym powietrzem. Beatsy Palms Palms są zdecydowanie najbardziej nostalgiczne z całego zestawu opisywanych tu wydawnictw i jednocześnie najbliższej im do ambientu i eksperymentalnej elektroniki, co słychać w każdym z pięciu utworów, które trafiły na EP-kę: „Eyes”, „Palms”, „Neck”, „Ears” i „Thighs”. Palms Palms nie boi się eksperymentów, dość odważanie podchodząc do łączenia beatów i sampli z niskimi przetworzonymi basami, chłodnymi melodiami wyznaczanymi dźwiękami surowego pianina czy przetworzonej gitary, jak i z deformującym wręcz rozciąganiem wybranych efektów, które potrafi skomponować i zgrać ze spokojnym, melodyjnym tłem, co najlepiej słychać w utworze „Ears”. To wszystko składa się na wspomniane nostalgiczne brzmienie „Palms”, w wielu miejscach chłodne i surowe, ale jednocześnie bardzo stonowane w melancholii zaszytej w każdym z pięciu utworów, które trafiły na EP-kę. Zaskakujące, że to dopiero debiut producenta, gdy siła i emocjonalny przekaz tej muzyki jest tak wyrazisty. Nic tylko czekać na więcej, szczególnie że zbliżający się czas jesieni będzie równie dobrym czasem dla odbioru takiej muzyki.

Link do zakupu / odsłuchu EP-ki „Palms”
Profil Palms Palms na Facebooku

Break Janek – Aqua Funk

Na koniec eksperyment w postaci połączenia breaków i funku za co odpowiada warszawski producent Break Janek, którego z kolei możecie kojarzyć z projektu 666Volvo. Jego EP-ka „Aqua Funk” to wypadkowa obserwacji Bałtyku przed sezonem urlopowym i brzmienia AKAI MPC-60. Trafiły na nią cztery utwory: „Sea Food Madness”, „Fat Whale Scott”, „Anchor” i „Water Wedding”. W każdej z nich główną osią są niespieszne zanurzone w głębinie beatsy obudowane zjawiskowymi efektami, od westchnień, przez różnego rodzaju mruknięcia w tle czy co i raz pojawiające się dźwięki na wysokich tonacjach. Jest też miejsce dla dziwacznie wykręconych melodii („Sea Food Madness”) oraz równolegle dla rozczulających, ciepłych i błogich padowych fraz („Water Wedding”). „Aqua Funk” jest najbardziej rozleniwiona z całego zestawu polecanych tu wydawnictw, tworząc atmosferę tajemniczego podwodnego balu dla dwóch osób. Jest nurtująco, nieprzesadnie jeśli chodzi o efekty, a wszystko spowija aura nienachlanego i szczerego luzu. No i jest też czule, co jako nieodłączny element wakacyjnej miłości jest też w pewnym sensie synonimem lata i co potwierdza, że to były dobre, a nawet bardzo dobre wakacje.


Profil Break Janka na SoundCloud

DOBREGO ODSŁUCHU!

DWIG – music for xxx

Znów wszystko „im” się udało!

Czytaj dalej »

Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST

Absolutne kuriozum!

Czytaj dalej »

Palmer Eldritch – [dog]

Nieustanny proces chwalenia. Czytaj dalej »

Bartosz Kruczyński – Baltic Beat II

Nie chciałbym przesłodzić. Czytaj dalej »

The Cinematic Orchestra, Catz n Dogz, Placid Angels i A Man Called Adam

Cztery długo wyczekiwane powroty.

/ / /

The Cinematic Orchestra – To Believe

Piąty album studyjny The Cinematic Orchestra zatytułowany „To Believe”, którego premiera przypadła na 15 marca, ukazał się aż po 12 latach przerwy od poprzedniego „Ma Fleur”. W międzyczasie kultowy brytyjski skład wypuścił ścieżkę dźwiękową do filmu „The Crimson Wing: Mystery of the Flamingos”, koncertowy „Live at the Royal Albert Hall” oraz własną kompilację w ramach popularnej serii Late Night Tales, ale na nowe prace prosto ze studia, fani musieli nieco poczekać. „To Believe” w pełni im to jednak wynagradza niosąc siedem świeżych kompozycji wyprodukowanych przez Dominica Smitha i Jasona Swinscoe. Wśród zaproszonych gości między innymi wspaniały Roots Manuva, który pojawił się w singlowym „A Caged Bird / Imitations of Life”, Moses Sumney (utwór tytułowy), Tawiah („Wait for Now / Leave the World”), Grey Reverend („Zero One / This Fantasy”) oraz Heidi Vogel w rozbudowanym utworze „A Promise”.

The Cinematic Orchestra po raz kolejny potwierdzają swoją muzyczną klasę i wrażliwość oraz właściwy sobie perfekcjonizm w tworzeniu muzyki. To, co dla wielu jest nieosiągalne, u The Cinematic Orchestra cechuje każde ich wydawnictwo. „To Believe” została bowiem nagrana ze słyszalnym zaangażowaniem i oryginalnym pomysłem na aranżację, a przede wszystkim z uniwersalnym przekazem. Delikatne kompozycje z pogranicza idm, downtempo i nu jazzu po raz kolejny ujmują swoim spokojem i zakodowaną w nich wrażliwością.

Na wysoką ocenę albumu wpływają też zaproszeni goście, wspomniani powyżej, którym bez wyjątku z sukcesem wyszło zaśpiewanie emocjonalnych i jak za każdym razem w przypadku Cinematic, bardzo uniwersalnych tekstów, w których może się przejrzeć dosłownie każdy. Świetny album, bez dłużyzn ani powtórek z poprzednich płyt, a jednak w stylu charakterystycznym dla Cinematic, wciąż nie skopiowania. Tym bardziej cieszy, że w maju The Cinematic Orchestra przyjeżdżają do Polski aż na 5 koncertów! Kto nie był (chociażby dwa lata temu na koncercie otwarcia Festiwalu Tauron Nowa Muzyka) zdecydowanie powinien zaopatrzyć się w bilet, bo to naprawdę wspaniałe przeżycie koncertowe. UWAGA: warszawski koncert już jest sold outem!

Szczegóły koncertu w Gdańsku
Szczegóły koncertu w Poznaniu
Szczegóły koncertu we Wrocławiu
Szczegóły koncertu w Krakowie

Profil The Cinematic Orchestra na Facebooku »
15 marca 2019 | Ninja Tune

/ / /

Catz n Dogz – Friendship

W marcu z nowym albumem powrócili też Catz n Dogz. Czwarty album studyjny polskiego duetu, tworzonego przez Wojtka Tarańczuka i Grzegorza Demiańczuka, nosi tytuł „Friendship” i ma być wyrazem celebracji przyjaźni i radości oraz dzielenia się pozytywnymi emocjami między ludźmi. Trudno się nie zgodzić. Na płycie po pierwsze w zdecydowanej większości utworów pojawiają się goście, wśród których m.in. WhoMadeWho, Jono McCleery, Egle Sirvydyte, James Yuill, ZENSOFLY i Maxville, Kiddy Smile & Rouge Mary oraz czołowi przedstawiciele polskiej sceny: Rosalie. i Taco Hemingway. Po drugie, klimatycznie płyta rzeczywiście pełna jest ciepłych i radosnych brzmień, co słyszalne jest już od pierwszej minuty albumu.

To zdecydowanie najcieplejszy brzmieniowo materiał polskiego duetu, mogący nawet momentami zaskakiwać, szczególnie wieloletnich fanów Catzów, którzy spodziewali się house’u i dance (np. utrzymany w konwencji popowo-trapowej „Yi Fang” ze zmiksowanymi wokalami rapującego po angielsku Taco Hemingway’a). Jednocześnie druga część płyty pełna jest hipnotyzującego, momentami energetycznego (np. „Water” z udziałem Eglė Sirvydytė), a momentami zmysłowego (np. „Would You Believe” z udziałem J. McCleery’ego) house’u, za którego brzmienie fani Catz n Dogz pokochali ich ponad 10 lat temu (!). „Friendship” nie powinien więc nikogo zawieść. Jest ciepło, przyjemnie i letnio, co z kolei odruchowo kieruje myśli na line-up tegorocznego Audioriver. Naturalnie, Catz n Dogz dumnie otwierają spis artystów pod literką „C”. Naturalnie, bo żaden polski artysta nie kojarzy się tak wprost z Audioriver, festiwalową legendą energetycznej radości, jak właśnie duet Wojtka i Grzegorza. W ubiegłym roku ich set był jednym z najmocniejszych, wątpię by w tym roku było inaczej.

Profil Catz n Dogz na Facebooku »
29 marca 2019 | Pets Recordings

/ / /

Placid Angels – First Blue Sky

Na nowy album Placid Angels, pod którym to pseudonimem tworzy doświadczony artysta ambient-techno John Beltran, musieliśmy czekać aż 22 lata! Poprzedni i zarazem jedyny album do czasu ukazania się nowego „First Blue Sky” – zatytułowany „The Cry” – ukazał się wszak w 1997 r. nakładem popularnej Peacefrog Records. Nowa „First Blue Sky”, wydana przez Magicwire, to kolejne, tak po „The Cry” jak i solowych wydawnictwach Beltrana, wyjątkowe połączenie ambientu, breakbeatu i techno, któremu to stylowi John Beltran nadaje charakterystyczny tylko dla niego pierwiastek, pełny dojrzałości (być może wynikającej z wieku artysty choć absolutnie proszę nie brać tego za żaden przytyk), szczerości i życiowej mądrości.

Beltran nigdy nie był wszak elektronicznym celebrytą ani nie bawił się w trolling dla powiększenia swoich dochodów z muzyki, a jego niewątpliwy sukces muzyczny i stałe zapisanie się na kartach historii ambient-techno zawdzięcza wyłącznie swojej muzyce. Czy gatunek ten byłby taki sam bez pełnej wyrazistych brzmień „Ten Days Of Blue”, pozbawionej przy tym narkotykowych wojaży? Nie. Każdy kto raz zetknął się z jego muzyką został oszczędzony pogrążaniu się w wizji beznadziei i braku sensu życia. Tak jakby Beltran tworzył muzykę, która ma tchnąć w słuchacza nadzieję, optymizm i wiarę w cel każdego pojedynczego życia, które pojawiło się na tym świecie. Taka jest również „First Blue Sky”, która tak swoim tytułem jak i tytułami poszczególnych utworów budzi sens bycia i przeżywania tak dobrych jak i trudnych emocji, radość dzielenia się z innymi czy obcowania z drugim człowiekiem jak i naturą.

Brzmienie Beltrana jest jednocześnie spokojne i energetyczne, budowane z dużą pewnością co do doboru poszczególnych efektów, jak i ich idealnym wyważeniem. Kiedy napięcie rośnie, to bez chaotycznych zwrotów i nadmiernego napięcia, kiedy potrzeba wytchnienia, Beltran operuje niuansami i pauzami, nie tracąc przy tym dynamiki melodyczności ani siły wyrazu. Stawiam tezę, że w „First Blue Sky” zakochają się fani serialu „Six Feet Under”, choć śmiało rekomenduję go wszystkim. Drzemią w nim bowiem nieograniczone pokłady nadziei i wielu trudnych jednoznacznie do nazwania emocji, co ogólnie można określić „dobrem”. 10/10 i na pewno top najlepszych albumów 2019 r.

Profil Johna Beltrana na Facebooku »
15 marca 2019 | Magicwire

/ / /

A Man Called Adam – Farmarama

Po niemal równie długiej przerwie jak John Beltran, bo 21-letniej, z nowym albumem powrócili również A Man Called Adam, brytyjski duet tworzony przez Sally Rodgers i Steve’a Jonesa. Na przestrzeni całej swojej kariery tj. od debiutanckiego „The Apple” (1991 r.) do najnowszego albumu „Farmarama” tworzyli elektronikę zahaczającą o najróżniejsze stylistyki: acid jazz, house, idm, ale zawsze najsilniej dominowało u nich downtempo, dla którego stali się jednymi z czołowych przedstawicieli. Tak jest i tym razem.

„Farmarama” obfituje w urokliwie luźne brzmienia charakterystyczne dla „ruchu” Cafe del Mar, z którymi swobodnie współgra charakterystyczny głos Sally Rodgers („Mountains And Waterfalls” i „Higher Powers”). Jej wokale czasem przypominają styl Grace Jones (szczególnie w „Ou Pas”), a czasem styl Róisín Murphy. Zestawione z balearycznymi melodiami, pełnymi miękkich bębnów i dyskretnych dodatków (jazzowe dęciaki, spokojna gitara, zmysłowe pianino czy nawet delikatne reverby i delay’e), wywołują poczucie spokojnego i bezpiecznego relaksu. Przymiotniki te, być może nie są dziś na topie z uwagi na gigantyczną modę na mocne techno, EBM czy brzmienia industrial, ale kto pamięta boom na downtempo, jaki miał miejsce w latach 90., ten odnajdzie w muzyce na „Farmarama” wspomnienie tamtych lat.

A Man Called Adam zadbali też o to, by słuchacza jednak także zaskoczyć. Przykładowo: na „Farmarama” znajdujemy też stonowane, a nawet chłodne brzmienia zahaczające o styl modern classical („Top of The Lake”), a nawet beatsy („Michael”). W „Tic Toc” robi się reggae’owo (!), w „Spot Ladies” – za sprawą perkusji – bardziej rockowo, co urozmaicają dodatkowo sample. Całość zamyka disco w „Paul Valery At The Disco”. Podsumowując: przyjemne downtempo (ale nie tylko).

Profil A Man Called Adam na Facebooku »
6 marca 2019 | Other Records Ltd.

/ / /

Scott Gilmore – Two Roomed Motel

Dandys na obrzeżach ekstrawagancji. Czytaj dalej »

Diskret – Diskret EP

„To tak, jakbyśmy byli połączeni (…)”. Warto nawiązać kontakt z debiutancką EP-ką szwajcarskiego duetu Diskret!   Czytaj dalej »

Francis Harris – Trivial Occupations

Impresjonistyczny obraz odmalowany pastelowymi dźwiękami.

Czytaj dalej »

–OUS: Bit-Tuner / Furtherset / Feldermelder

Fani muzyki elektronicznej nie powinni ominąć nowych wydawnictw z szwajcarskiej wytwórni -OUS. Czytaj dalej »

The Blaze – Dancehall

Wręcz przeciwnie. Jamajskich brzmień tu nie znajdziecie. Z kolei dance’owych – całą paletę.

Po kapitalnej EP-ce „Territory” francuski duet The Blaze powrócił z nowym wydawnictwem, którym jest debiutancki album „Dancehall”. Opisując jego muzyczną zawartość należałoby jednak odciąć „hall”. Jamajskich brzmień tu bowiem nie znajdziecie. Z kolei dance’owych – całą paletę.

Czytaj dalej »

Sevdaliza w Warszawie!

Irańska wokalistka i kompozytorka Sevdaliza wraca do Polski. Artystka wystąpi już 22 listopada w warszawskim klubie Palladium!

Czytaj dalej »