Justyna Steczkowska – Maria Magdalena. All Is One
Przemysław Solski:

Wędrówka duszy.

Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.



Przekuwając industrial na piosenki

Mamy sensację na rynku mrocznej elektroniki – trio 7JK, za którym kryją się polscy muzycy z grupy Job Karma i brytyjski artysta Matthew Howden z projektu Sieben. Właśnie zadebiutowało ono wydaną w Anglii płytą  „Anthems Flesh”. Z tej okazji rozmawialiśmy z Maćkiem Frettem, Aureliuszem Pisarzewskim i oczywiście Matthew Howdenem.

– Jak narodził się pomysł na Waszą współpracę?

M.F.: Poznaliśmy się w 2004 roku, kiedy Sieben na nasze zaproszenie przyjechał wystąpić na Wrocław Industrial Festivalu. Od tamtej pory wielokrotnie wspólnie koncertowaliśmy, Matt nagrał z nami  utwór „I’ll Watch You Drown” na płycie  „Strike”. Można więc powiedzieć, że nasze drogi już wcześniej się krzyżowały. W 2010 roku występowaliśmy wspólnie na festiwalu „Darkland Fire” w Estonii, wtedy też narodził się pomysł nagrania EP pod hasłem Sieben vs Job Karma. Gdy przystąpiliśmy do pracy, szybko zdecydowaliśmy, że będzie to jednak pełnowymiarowy album, a efekty naszej pracy są na tyle różne od tego, co Matt nagrywa solo lub pod szyldem Sieben a my jako Job Karma, że powołanie nowego zespołu jest jak najbardziej wskazane. Tak narodził się 7JK.

– Howden znany jest przede wszystkim jako skrzypek eksperymentujący z neo-folkiem i neo-klasyką. Czy to nie obce klimaty dla Job Karmy?

A.P. : Faktycznie, nie gramy tego typu muzyki, ale często słuchamy i znamy te rejony muzyczne bardzo dobrze. Sieben lubimy od lat, ale decydując się na wspólny projekt, istotna była właśnie osoba Matta, a nie estetyka, w której się porusza. Myślę, że każdy z nas chciał doświadczyć zmiany w podejściu do komponowania –  Matt dużo mówił o elektronice, a my chcieliśmy zmierzyć się z formułą krótkich utworów z użyciem tradycyjnego instrumentarium.  To był zalążek pomysłu.

 – A co Ciebie zaciekawiło w kooperacji z polskimi muzykami?

M.H.: Wiele lat wspólnych działań – nagrań, koncertów I festiwali. Także moje częste wizyty w Polsce. To była więc naturalna progresja. Ta współpraca była dla nas okazją do zrobienia czegoś innego, a zarazem – przyciągnięcia do naszej muzyki nowych słuchaczy. Dlatego postanowiliśmy powołać do życia nowy zespół, odrębny od Sieben i Job Karmy.

– Jak powstawał materiał przygotowywany na Wasz wspólny album?

M.F. : Materiał powstawał w trzech studiach domowych w Sheffield i Wrocławiu według czytelnej zasady: każdy nagrywa koncepcje kilku utworów i wysyła je pozostałym, którzy następnie dogrywają swoje partie. Ostatecznie, po takiej wymianie utwór wracał na biurko pomysłodawcy, który nadawał mu ostateczny kształt podczas miksu całości. Oczywiście, aby wszystko brzmiało spójnie, gotowy materiał był później dopieszczany w studio Platinum Ears w Sheffiled.

– Spora część utworów z albumu jest poświęcona tematowi przemysłowego miasta – i rodzącej się w nim samotności oraz zagubienia. Czy Sheffield rzeczywiście jest tak mroczne?

M.H.: Nie! Kiedyś to rzeczywiście było przemysłowe miasto, ale większość przemysłu zniknęła I obecnie to piękne miejsce z mnóstwem drzew. To specyficzne miejsce – raczej małe miasteczko, niż duże miasto. Stare fabryki są teraz wykorzystywane przez miejscowe zespoły jako sale prób! To częsty tutaj przypadek. Zresztą, większość miast ma swoje przemysłowe dzielnice – i są one dla mnie fascynujące. Dlatego pisząc te piosenki, myślałem zarówno o Sheffield, jak i o Wrocławiu.

– Sheffield to miasto, w którym rodziła się industrialna elektronika, by wspomnieć Cabaret Voltaire, Clock DVA czy The Human League.

M.H.: Dlatego właśnie przeniosłem się do Sheffield wiele lat temu. Uwielbiałem te zespoły! Ale kiedy tu przyjechałem, większość jednak już nie istniała. Co ciekawe – teraz jednak powracają po wielu latach niebytu. Co mnie bardzo cieszy.

– Wrocław przypomina w czymś Sheffield?

A.P.: Pod względem wielkości miasta i liczby jego mieszkańców – nawet bardzo. Sheffield – podobnie jak i Wrocław – był niegdyś również mocno uprzemysłowiony i z tego powodu mocno zniszczone przez niemieckie naloty. Obecnie oba miasta są dużymi ośrodkami akademickimi. Za krótko tam byliśmy, aby móc ocenić obecną kulturalną i artystyczną aktywność miasta. Na pewno wielu uznanych i cenionych przez nas artystów pochodzi z Sheffield jak, wspomniane Clock DVA, Cabaret Voltaire, The Human League czy uwielbiane przez nas In The Nursery. Oni są dla nas wizytówka tego miejsca.

– Nagranie wspólnej płyty przez tak różnych artystów, jak Wy i Howden groziło rozpadem znajdującej się na niej muzyki na dwa nieprzystające do siebie obce segmenty. Tymczasem tak się nie stało – Wasze muzyczne osobowości stopiły się w jedno. Jak się to udało?

A.P.: Pierwsza sprawa to kwestia podobnej wrażliwości artystycznej, smaku i estetyki, mimo użycia różnych środków muzycznych. Nie uważam, że mamy do czynienia z obcymi, wykluczającymi siebie segmentami. Wspólna dla obu projektów jest melancholia, często psychodeliczno-romantyczny nastrój czy wolne pole do interpretacji i odbioru. Rożne instrumentarium i sposób aranżacji utworu to rzecz wtórna. Całość była eksperymentem, o którym myśleliśmy od dawna. Tego typu kooperacja ma wtedy sens, kiedy obie strony nie odbiegając za bardzo od swojego stylu, próbują jednocześnie odnaleźć się w nowej przestrzeni muzycznej. Musi to działać w dwie strony – wtedy jest reakcja, synteza i mamy do czynienia z nowym tworem. Przykładowo, dwa super ambientowe projekty po połączeniu stworzą kolejne ambientowe dzieło – ale czy to jest odkrywcze i daje satysfakcje ? Chyba nie o to chodzi. Ja z większym zainteresowaniem śledzę muzyczne mariaże odmiennych stylistycznie artystów, takich jak choćby ostatnio Nemezis i Paweł Mykietyn. To, co do mnie dotarło jest naprawdę dobre i takie zderzenia tworzą nową, jakość. Druga sprawa, nie bez znaczenia, to nasz dobry kontakt z Mattem od lat. Nic nie robimy na siłę. Dobrze się rozumiemy, ufamy sobie, potrafimy znaleźć artystyczny kompromis mimo wieloletnich przyzwyczajeń stylistycznych, od których ciężko czasem uciec.

– Płyta rozwija się coraz ciekawiej i ciekawiej w miarę swego trwania, jakbyście z czasem osiągali coraz lepsze porozumienie. Czy to znaczy, że kompozycje te powstawały właśnie w takiej chronologicznie kolejności, jak zostały umieszczone na krążku?

M.F.: To ciekawa opinia, ale słyszałem też skrajnie odmienną, mianowicie, że najlepsze utwory umieściliśmy na początku! Wszystko jest jak zwykle kwestią gustu odbiorcy. Odpowiadając jednak na Twoje pytanie – utwory nie są zamieszczone w chronologicznej kolejności powstawania, długo dyskutowaliśmy na ten temat, biorąc pod uwagę różne warianty kolejności. To, co słychać na płycie jest w pewnym sensie kompromisem. To dla nas jednak bardzo ważna kwestia, gdyż pozwala kreować napięcie tak, jak sobie to zaplanowaliśmy.

– Zaskakująco zgrabnie odnaleźliście się w takiej niemal „piosenkowej” formule – krótkich utworów o śpiewanym charakterze. Jak to się stało?

A.P.: Generalnie nasze fascynacje muzyczne są w miarę szerokie i obejmują również „piosenkową” formułę. W Job Karmie lepiej czujemy się tworząc,  jak to jest często określane, „filmy dla uszu”, tym razem  chodziło o to, aby odnaleźć się w czymś nowym, wymagającym  bardziej zwięzłej i konkretnie ułożonej aranżacji. Trzeba było dość konsekwentnie wybrać najlepsze rozwiązania i odpowiednio je poukładać, respektując troszkę inne w swoim charakterze instrumentarium Matta.  Dla mnie ważne było, aby uzyskać nową perspektywę, aby odbiorca 7JK mógł zapomnieć o muzyce Sieben czy Job Karmy. Aby nie analizował i nie rozbierał na części pierwsze każdego utworu szukając jego źródłowego pochodzenia czy konkretnego autorstwa. Mam nadzieję, że tym albumem, choć trochę się to udało zrealizować.

– Słychać w kilku z tych „piosenek” echa post-punkowego mroku rodem z Joy Divison czy Comsat Angels. To świadome wpływy?

M.H.: Niekoniecznie, bo podążając za dźwiękiem, różne nasze fascynacje z tamtej epoki mogły przeniknąć do muzyki. Z drugiej strony, wielu krytyków odnajduje w tych nagraniach nowoczesne wpływy – choćby Massive Attack, Coila, Legendarny Pink Dots czy… The Prodigy. Już przestałem liczyć zespoły, do których nas porównują!

– „Planning For Zombie Apocalypse” zaskakuje dubowym pulsem, a „The World`s Pain” – studyjnymi pogłosami typowymi dla tego gatunku. Słuchacie reggae?

M.F.: Lubię dub, reggae już niekoniecznie, ale z całą pewnością idee pierwszych dubowych producentów, którzy studio nagrań zaczęli wykorzystywać jako kolejny instrument są nam bardzo bliskie.

– Jest tu też miejsce na oldskulową elektronikę w rodzaju znów modnego dziś minimal wave – jak choćby w tytułowym „Anthems Flesh”. Ale i nowoczesną elektronikę w stylu smolistego trip-hopu – jak w „47 Words For Sheffield”. To otwarta formuła projektu sprawiła, że sięgnęliście po niewykorzystywane wcześniej fascynacje?

M.F.: Jesteśmy otwarci na różne style, 7JK w naszym zamiarze ma być projektem, który trafia nie tylko do fanów Job Karmy i Sieben. Stąd też wachlarz brzmieniowy zawarty na „Athems Flesh” jest dosyć szeroki i w pewnym sensie zdradza nasze fascynacje muzyczne. Industrial jest dosyć zamkniętą stylistyką i wydaje mi się, że muzyka Job Karmy już dawno wymknęła się z tej szufladki, podobnie ma się sprawa z Sieben, bo niby jest zaliczany do neo-folku, ale już dawno wyrwał się z obowiązujących tam reguł i tworzy własną oryginalną muzykę.

– Również na poziomie instrumentalnym pojawiają się tutaj nowe dla Was dźwięki – choćby tej niesamowicie zawodzącej gitary czy głęboko masywnego basu. Czy to znaczy, że ten projekt wzbogacił Was muzycznie i będzie miał wpływ na Waszą autorską twórczość?

M.F. : Myślę, że uważny słuchacz znajdzie tu wiele wątków zapoczątkowanych już na naszej ostatniej płycie „Punkt” z 2010 roku. Również na naszych ostatnich koncertach gitara zaczyna odgrywać coraz istotniejszą rolę, choć nie wydaje mi się, że kiedykolwiek jej brzmienia zdominuję elektronikę.  Praca przy „Anthems Flesh” w moim przekonaniu pozwoliła zbliżyć się do tego, co od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie, a mianowicie, aby okołoindustrialne brzmienia przekuć na formę piosenek – mrocznych, psychodelicznych, ale jednak bardziej piosenek niż kolaży dźwiękowych. Muzyczne spotkanie z Mattem naturalnie wytworzyło sprzyjającą przestrzeń, w której mogły się one narodzić. Zobaczymy, jak wpłynie to na kolejne produkcje Job Karmy.

– Poezja Howdena ma różne oblicza – raz są to krótkie wersy przypominające haiku, a kiedy indziej – bardziej znacznie rozbudowane formy. Które teksty Wam bardziej odpowiadały – pod kątem muzycznym i niesionego przezeń przesłania?

M.F. : Nie była to dla nas najistotniejszą kwestią, zostawiliśmy ją całkowicie Mattowi, który jest świetnym poetą – z rodzinnymi tradycjami zresztą. Uważam, że zarówno krótkie wersy jak i rozbudowane spoken words w połączeniu z głębokim i uduchowionym głosem Matta wypadły niezwykle przekonująco.

– Howden wywodzi się z typowej dla neo-folku neopogańskiej duchowości. Znajdujecie z nim porozumienie również na tej płaszczyźnie?

MF.: Kwestia duchowości, w jakiej dana osoba się najlepiej odnajduje. nie jest dla mnie  najistotniejsza . Nawet w Job Karmie, każdy z nas reprezentuje inną ścieżkę. Dla mnie najważniejszy jest sam człowiek, a nie to w co wierzy. Czasami jest tak, że spotykasz obcą osobę i czujesz, że znacie się od lat. Coś jakby karmiczne więzy. To chyba idealnie definiuje fakt, że z jednym bez zbędnych słów możesz od razu przysłowiowe „konie kraść” a z innym nie – mimo, że wywodzi się z podobnych tradycji duchowych i interesuje podobnymi rzeczami, co ty.  Jeżeli gdzieś doszukiwałbym się wspólnego mianownika na tej płaszczyźnie, mogłoby to być wręcz panteistyczne podejście do natury, które nam wszystkim jest bardzo bliskie.

– W tytułowym „Anthems Flesh” pojawiają się biblijne wątki o wizyjnym charakterze. To fragment poematu ojca Howdena – Keitha. To również intrygujący malarz i pisarz. Mieliście okazje go poznać?

A.P : Niestety, nie poznaliśmy go osobiście. Wiele o nim słyszeliśmy od Matta. Jego spokojna i wręcz ciepła deklamacja była dla mnie wręcz gotowym instrumentem i zdeterminowała taki a nie inny charakter utworu. Jak dla mnie jest to bardzo ważny element płyty, balansujący różnorodny nastrój całości.

– Niezwykle przejmująco wypada cover słynnej piosenki OMD – „Maid Of Orleans”. Skąd ten pomysł?

M.F.: Jakiś czas temu Łukasz z Requiem Productions zaproponował nam udział w kompilacji, której idea brzmiała: polscy elektroniczni wykonawcy coverują hity lat 80.  Jestem zadeklarowanym fanem tej stylistyki, więc pomysł od razu mi się spodobał. OMD kojarzy mi się nieodłącznie z dzieciństwem, które przypadało na mroczną w naszych realiach pierwszą połowę lat 80tych. Czasy były ponure, ale do dzieciństwa wracam z dużym sentymentem, podobnie jak i do muzyki, która nierozerwalnie mi się z nim wiąże. Padło na „Maid of Orlean”, bo mimo upływu blisko 30 lat to wciąż poruszający i zaskakująco świeżo brzmiący utwór. Nagrałem sekcję rytmiczną plus melodię i wysłałem wszystko do Matta – jak tylko wróciła od niego wersja z wokalami, nie było wątpliwości – to jest TO. Ostatecznie Aureliusz dograł partie gitary i „podskórne” zewy analogowego generatora. Zdecydowaliśmy się jedną z wersji zamieścić na „Anthems Flesh”, inna znajdzie się na wspomnianej kompilacji.

– Zagraliście już jako 7JK udany koncert na ostatnim Industrial Festivalu. Będziecie kontynuować takie występy?

M.F.: Jak najbardziej! Sieben jest zdecydowanie koncertowym projektem, podobnie jak i Job Karma, zatem występy pod szyldem 7JK są niejako naturalną koleją rzeczy. Jesienią wystąpimy na festiwalach w Belgii i w Niemczech a także na kolejnej edycji naszej imprezy we Wrocławiu – tym razem z pełnym programem. Kolejne koncerty są na etapie dogrywania. Poza tym zdradzę Ci jako pierwszemu, że jest już plan nagrania kolejnej płyty, tak więc dopiero pierwsze słowo zostało wypowiedziane i z pewnością nie będzie ono naszym ostatnim!

M.H.: Przy okazji następnego albumu chciałbym zachować jednak raczej minimalistyczne podejście, aby proces powstawania nagrań był bardziej organiczny. Zresztą zobaczymy! Na razie najważniejsze, że „Anthems Flesh” zostało tak dobrze przyjęte przez krytyków i fanów. Teraz czas na koncerty, podczas których planujemy wykreować specjalny klimat.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.