Wpisz i kliknij enter

Niewolnik w trasie – wywiad z Parov Stelar

[wide][/wide]

Nastały tłuste lata dla austriackiego producenta, lidera grupy Parov Stelar. Elektroswing tworzony pod tą nazwą kojarzy się dziś z inteligentną rozrywką, muzyką w której pomyślnie zaszczepiono elementy różnorakich odmian jazzu nie zapominając o ogólnie dziś dostępnym arsenale syntezatorów i możliwościach obróbki dźwięku. Wydając w kwietniu tego roku drugi dwupłytowy album studyjny z rzędu Marcus Füreder udowodnił, iż pomysłów mu nie brakuje, a popyt na dźwięki opasane jego charakterystycznym brzmieniem ciągle rośnie.

Daniel Barnaś: Na samym początku chciałbym pogratulować Ci nagrania nowego albumu.

Parov Stelar: Dziękuję!

Dalej przygotowujesz obiady dla swojego zespołu?

(śmiech) Tak, zdarza mi się gotować dla zespołu. Mamy co prawda mniejszy autokar niż rok temu, z mniejszą kuchnią, ale w niczym mi to nie przeszkadza.

Zainteresowanie Twoją muzyką rośnie z każdym kolejnym rokiem, dlatego chciałbym Cię zapytać gdzie widzisz siebie i swój zespół za cztery, pięć lat od teraz.

Na wyspie (śmiech)? Nie robię tak dalekosiężnych planów. Życie nauczyło mnie, abym tego nie robił, gdyż wszystko z czasem układa się samo.

Jesteś aktualnie w trasie po Europie, z czterema koncertami w Polsce, dlatego możemy się uważać za szczęściarzy, ale czy nie myślałeś już o występach poza naszym kontynentem?

Na świecie jest tyle narodów, a my nie możemy niestety grać w wielu miejscach jednocześnie. Dostajemy naprawdę mnóstwo zaproszeń, często z odległych zakątków Ziemi – z Australii, z Północnej Afryki. Kalendarz na 2012 mamy wypełniony po brzegi i szczęśliwie nie muszę zajmować się osobiście grafikiem koncertowym. Jestem tylko niewolnikiem w trasie (śmiech).

Twój najnowszy album – “The Princess”, charakteryzuje się ciekawym, żywym brzmieniem. Jakie są proporcje użytych przez Ciebie sampli, a jaki duży jest wkład zaproszonych do nagrań muzyków?

Ciężko stwierdzić, na pewno wkład mojego zespołu w współtworzenie kompozycji był większy niż podczas nagrywania poprzedniego albumu, chociaż nie zamierzam się przez to odcinać od pracy z samplami.

Jeśli miałbyś przekonać kogoś do swojego nowego albumu, które trzy utwory poleciłbyś mu posłuchać?

„The Princess”, „Mila’s Dream” oraz utwór “Dust In The Summer Rain”, którego treść traktuję bardzo prywatnie.

Na Twoim nowym albumie znaleźć można stare pomysły, jak na przykład utwór “True Romance Part 2”. Co skłoniło Cię do tego, aby przearanżować tę kompozycję?

Piosenki „True Romance Part 2” nie można traktować jako remiks – tak naprawdę przedstawia pierwotny zamysł tej kompozycji. Podczas nagrywania „The Princess” znalazłem ją na swoim laptopie. Nie słyszałem jej od dwóch lat! Jest mocniejsza od znanej wszystkim wersji. Spodobało mi się to, dlatego umieściłem ją na albumie w formie bonusu.

Zarówno na Twoim najnowszym albumie “The Princess”, jak i poprzednim – “Coco”, znaleźć można wiele utworów charakteryzujących się mocnym rytmem oraz wyrazistymi partiami syntezatorów. Mających wiele wspólnego z klubowymi brzmieniami, muzyką house. Nie myślałeś o nagraniu albumu, który pozbawiony wszelkich nawiązań do jazzu eksplorowałby właśnie te elementy Twojej twórczości?

Mam pewien zbiór takich nagrań, które wydałem pod innym pseudonimem. Zrobiłem także parę remiksów. Słuchając jazzu po dziesięć godzin dziennie nagrywanie utworów w klimatach techno, czy nawet minimal traktuje jako rodzaj odpoczynku.

Wiadomo, iż pracujesz nad solowym albumem swojej żony (Lilja Bloom – przyp. autora) – będzie podobny do muzyki Parov Stelar, czy może nadajesz mu zupełnie inny kierunek?

Nie, oczywiście staram się nadać mu zupełnie innej barwy, niż tej znanej z muzyki Parov Stelar. Na pewno będzie to płyta o wielu twarzach, osadzona jednocześnie w klimatach electropopu.

Wygrałeś niedawno prestiżową nagrodę Amadeus w kategorii ‘Najlepsza muzyka elektroniczna/dance’, przyznawaną w Twojej rodzimej Austrii. W związku z tym oczekujesz może wysypu propozycji objęcia stołka producenta czyjejś muzyki?

Nagrodę traktuję jako symboliczne wyróżnienie. Dla mnie to dowód, iż zostaliśmy docenieni w rodzinnym kraju, ludzie znają nasze dokonania, a nie zawsze tak było. Kiedyś byliśmy bardziej znani za granicą, teraz to wszystko zmienia się na naszą korzyść.

Wygląda na to, iż wszyscy artyści mający coś wspólnego z elektroswingiem są sobie bliscy, nie traktują się
jak wrogowie. Słyszałem plotki o tym, abyś miał w niedalekiej przyszłości rozpocząć współpracę z francuskim zespołem Caravan Palace. Czy to prawda?

Wysłali mi utwór z prośbą, abym go dokończył. Niestety w ostatnim czasie byłem zajęty własnym albumem, ale z pewnością do tego wrócę. Wiesz, wszyscy jesteśmy muzykami, artystami, więc powinniśmy traktować się z szacunkiem, jak przyjaciele – nie wrogowie. Świat jest duży, wystarczająco duży aby wszystkich pomieścić.

Prócz Parov Stelar Band jednym z bardziej znanych współcześnie muzyków pochodzących z Austrii jest Christian Fennesz. Kojarzysz jego twórczość – ambient, minimal? Elektronika, jednak tak różna od tej tworzonej przez Ciebie?

Niestety nie. Ale możemy porozmawiać o Mozarcie (śmiech).

To moje ostatnie pytanie. Prywatnie jesteś wielkim fanem komiksów o Batmanie. Którym z jego zaprzysiężonych przeciwników chciałbyś być, aby stanąć do walki z Mrocznym Rycerzem?

Powiedziałbym, że Dwie Twarze. Ten gość jest naprawdę w porządku.

Na tyle, aby zabić Batmana?

Nie chciałbym go zabić, tylko troszkę potorturować (śmiech). Oczywiście najlepiej byłoby być Batmanem.

Dziękuję Ci za wywiad.







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy