Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.



Kamp! – Kamp!

Doczekaliśmy się. I ten fakt już jest sukcesem, dzięki któremu pierwszy album Kamp! stanie się wysłuchany, ozłocony, kultowy.

To źle, bo kiedy na Zachodzie wymyślono setki tysięcy nowych muzycznych trendów po Cut Copy i Metronomy, my mamy pierwszy, polski odpowiednik synth-popowej kapeli. Pod koniec 2012 roku…

Marudzenie jest nieważne i szybko znika. Po przesłuchaniu debiutanckiego longplaya czuje się, że Kamp! to naprawdę zespół, który serwuje rasowy electro i synth-pop, którego nie powstydziłyby się inne kraje. Łatwo jest się pomylić – to nie jest polska muzyka, nie szumią tu wierzby, nie ma nostalgicznych łez i paryskiego bruku. W pewnym rozumieniu mamy do czynienia z „world music”, która przyjmie się i w „Cairo” i „Lux Lisbon”.

To granie bez kompleksów, przepełne, wymuskane. Tyle lat szlifowali swój warsztat, pięli się w górę po singlach, dojrzali, i to jak! Na płycie są reminiscencje lat 80., jak i nowe ambientowo-syntezatorowe pejzaże, w muzycznych miniaturach „International Landscapes” czy „Sirocco”. To nostalgiczna elektronika z prześwietlonych promieniami analogowego słońca klisz i poblakłych pocztówek. Trochę chillwave’wowa, momentami przypominająca Air, jak i klasyczne produkcje ze szkoły „french touch” – chłopaki uczyli się od najlepszych, a teraz ich prześcigają, np. utworem „Can’t You Wait” – jeden z najbardziej przebojowych kawałków minionych, a pewnie i przyszłych tygodni. Jak na dobry album przystało, ma konkurencję – dyskotekowy kontrapunkt przy końcu „Melt” to murowana, imprezowa petarda.

„Kamp!” jest po prostu kapitalną płyta – wrocławsko-łódzka ekipa bardzo szeroko rozwinęła skrzydła na tym albumie, poszperała w konwencjach, i czego się nie dotknęła, zabrzmiało dobrze i spójnie. Zapamiętamy ją na długie lata – nie tylko dlatego że są pierwsi. Muzyka z tej płyty jest czarująca, zarówno w łóżku jak i na parkiecie. Warto było czekać.

Kup to »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. vaduzpro

    …i można ? można !!!
    REWELACJA !!!

  2. vaduzpro

    …i można ? można !!!
    REWELACJA !!!!!!!!!!!!!!!!11111