IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.



Kamp! – Kamp!

Doczekaliśmy się. I ten fakt już jest sukcesem, dzięki któremu pierwszy album Kamp! stanie się wysłuchany, ozłocony, kultowy.

To źle, bo kiedy na Zachodzie wymyślono setki tysięcy nowych muzycznych trendów po Cut Copy i Metronomy, my mamy pierwszy, polski odpowiednik synth-popowej kapeli. Pod koniec 2012 roku…

Marudzenie jest nieważne i szybko znika. Po przesłuchaniu debiutanckiego longplaya czuje się, że Kamp! to naprawdę zespół, który serwuje rasowy electro i synth-pop, którego nie powstydziłyby się inne kraje. Łatwo jest się pomylić – to nie jest polska muzyka, nie szumią tu wierzby, nie ma nostalgicznych łez i paryskiego bruku. W pewnym rozumieniu mamy do czynienia z „world music”, która przyjmie się i w „Cairo” i „Lux Lisbon”.

To granie bez kompleksów, przepełne, wymuskane. Tyle lat szlifowali swój warsztat, pięli się w górę po singlach, dojrzali, i to jak! Na płycie są reminiscencje lat 80., jak i nowe ambientowo-syntezatorowe pejzaże, w muzycznych miniaturach „International Landscapes” czy „Sirocco”. To nostalgiczna elektronika z prześwietlonych promieniami analogowego słońca klisz i poblakłych pocztówek. Trochę chillwave’wowa, momentami przypominająca Air, jak i klasyczne produkcje ze szkoły „french touch” – chłopaki uczyli się od najlepszych, a teraz ich prześcigają, np. utworem „Can’t You Wait” – jeden z najbardziej przebojowych kawałków minionych, a pewnie i przyszłych tygodni. Jak na dobry album przystało, ma konkurencję – dyskotekowy kontrapunkt przy końcu „Melt” to murowana, imprezowa petarda.

„Kamp!” jest po prostu kapitalną płyta – wrocławsko-łódzka ekipa bardzo szeroko rozwinęła skrzydła na tym albumie, poszperała w konwencjach, i czego się nie dotknęła, zabrzmiało dobrze i spójnie. Zapamiętamy ją na długie lata – nie tylko dlatego że są pierwsi. Muzyka z tej płyty jest czarująca, zarówno w łóżku jak i na parkiecie. Warto było czekać.

Kup to »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. vaduzpro

    …i można ? można !!!
    REWELACJA !!!

  2. vaduzpro

    …i można ? można !!!
    REWELACJA !!!!!!!!!!!!!!!!11111