Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



10 zapomnianych pereł ambientu

Selektywny wybór 10 słabo znanych, nieznanych i zapomnianych pereł szeroko pojętego ambientu w kolejności chronologicznej.

[zilla_alert style=”green”] Z okazji 10 lat serwisu Nowamuzyka.pl chcemy przypomnieć Wam kilka starszych, wartych poznania tekstów, jakie pojawiły się na naszych łamach. Oto jeden z nich. [/zilla_alert]

Ta historia była już potwarzana milion razy. Jest rok 1975. Brian Eno ulega wypadkowi samochodowemu, który unieruchamia go na kilka miesięcy. Pewnego dnia artystę odwiedza przyjaciółka, która przynosi ze sobą album z XVIII-wiecznymi utworami na harfę. Wychodząc, kobieta włącza płytę, jednak zapomina o podwyższeniu poziomu głośności.

Przykuty do łóżka Eno jest zmuszony odbierać muzykę na granicy słyszalności, próbując jednocześnie wyłowić ją z odgłosów otoczenia. To właśnie wtedy brytyjski producent wpada na pomysł, który pół wieku wcześniej próbował realizować Erik Satie ze swoją furniture music: muzyka będąca elementem tła. Ambient.

Co stało się później, też wszyscy wiedzą. Ambientowa kula śnieżna zbierała po drodze kolejne elementy, a następnie obrodziła w liczne i często umowne podgatunki: dark ambient, ambient techno, drone, modern classical, etc. Stylistyka zataczała coraz szersze kręgi w popkulturze, wkradając się zarówno do filharmonii, jak i całodobowej budki z kebabami.

Dziś ambientu jest równie dużo w głównym nurcie, jak i na obrzeżach mediów, ma też swoich klasyków. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że ambient jest wszędzie, niczym elektron u Heisenberga. I podobnie jak w teorii wielkiego uczonego, tak jak nie każdy elektron zostanie wyprowadzony z superpozycji, tak nie każdy album z przepastnej ambientowej szufladki ma szansę na choćby szczątkową popularność.

Poniżej – selektywny wybór 10 słabo znanych, nieznanych i zapomnianych pereł szeroko pojętego ambientu w kolejności chronologicznej.

Global Communication – 76:14 (Dedicated, 1994)

Pod wieloma względami – klasyk gatunku. Tom Middleton i Mark Pritchard (ten drugi znany dziś głównie jako Harmonic 313 i połowa duetu Africa Hitech) idealnie uchwycili zmierzch szalonej ery rave’u, stojącej na progu pre-milenijnego napięcia.

Przestrzenne pady, tykające zegary, rozległe krajobrazy dźwiękowe i fragmenty rozmów w obcych językach w dziesięciu pozbawionych tytułu kompozycjach, oznaczonych jedynie czasem trwania. Na okładce „76:14” widniała następująca adnotacja: „Użyj wyobraźni. Ponieważ „nazwy” często nastawiają słuchacza na jakąś serię obrazów, miejsc i uczuć, do identyfikacji poszczególnych utworów służą numery. Dzięki temu słuchacz ma pełną wolność czerpania z muzyki tego, czego sam pragnie”. Nic dodać, nic ująć.

Journeyman – Mama 6 (Ntone, 1994)

Zaginiony klejnot elektroniki wczesnych lat 90. Pod szyldem Journeyman ukrywał się Paul Frankland, wówczas ścisła czołówka wśród brytyjskich artystów elektronicznych. Krzysiek Stęplowski pisał o debiutanckim albumie Journeyman w samych superlatywach: „Krążek wypełnia prawie 80 minut doskonałej, cieplutkiej elektroniki, startującej wówczas pod szyldem „ambient dub” – Paul Frankland stworzył właściwie definicyjne ujęcie rodzącego się gatunku, już na samym początku zaprezentował też jego autorską interpretację, której dorównać mogli tylko najwięksi – The Orb, Underworld czy Biosphere. ” (…) „Mama 6” daje prawdziwą gwarancję muzycznej sytości, jest też – tak mi się wydaje – obowiązkową lekcją elektronicznej historii” (cała recenzja tutaj). To rzeczywiście jeden z najbardziej smakowitych albumów w kategorii szeroko pojętego ambientu.

Jeśli zaś chodzi o Franklanda, to po kilkunastoletniej nieobecności powrócił na scenę w zeszłym roku, i to w trójnasób: jako połowa projektu Max & Harvey (epka „Amoeba”), solo pod pseudonimem Woob (longplay „Repurpose”) oraz w roli właściciela labelu Bigamoebasounds.

Spacetime Continuum – Sea Biscuit (Astralwerks, 1994)

Zanim powołał do życia Spacetime Continuum, Jonah Sharp był jazzowym perkusistą rezydującym w Londynie. Po przeprowadzce do San Fransisco na początku lat 90. zainteresował się elektroniką. Z tej fascynacji narodził się projekt Spacetime Continuum, którego magnum opus jest album „Sea Biscuit” – kwintesencja ambientu ostatniej dekady XX wieku.

Pochodzący z tej płyty znakomity utwór „Low Frequency Inversion Field” znalazł się nawet na ścieżce dźwiękowej do kultowego filmu „Pi”. Warto również wspomnieć o starszej o rok płycie “Alien Dreamtine”, nagranej z udziałem Terence’a McKenny – pisarza, etnobotanika i filozofa, który pod generowaną przez Sharpa muzykę opowiadał o swoich doświadczeniach psychodelicznych pod wpływem DMT.

Autechre – Garbage EP (Warp Records, 1995)

Tytuł epki i zniekształcona wizja krajobrazu wapiennych pagórków (?) znanych z „Amber” sugerują, że są to odrzuty z sesji do tej płyty. Nawet jeśli to prawda, w przypadku Autechre „odrzuty” są ponadprzeciętne, czego najlepszym dowodem jest właśnie „Garbage”.

Ambientowe przestrzenie są tutaj rozciągane jako tło do coraz bardziej skomplikowanej, klikająco-trzeszczącej rytmiki. Z jednym wyjątkiem, którym jest finalny utwór pt. „Vletrmx 21”. Jest to właściwie zaledwie kilka dźwięków, które Booth i Brown zapętlili do ośmiu minut, stopniowo podnosząc poziom głośności i „czystości” brzmienia. To jeden z najpiękniejszych momentów w historii muzyki otoczony przez fanów niemalże kultem, o czym przekonuje wpisanie tytułu kompozycji w wyszukiwarkę (np. własna grupa w serwisie Last.fm czy plastyczne opisy emocji towarzyszących odsłuchowi).

The Silverman – The Dream Cell (Terminal Kaleidoscope, 1995)

Solowy project Phila Knighta, klawiszowca cenionej (a w Polsce wręcz kultowej) grupy Legendary Pink Dots. Awangardowa elektronika The Silverman na „The Dream Cell” to niepokojący dark ambient rodem z sennego koszmaru. Muzyka wirtuoza instrumentów klawiszowych jest silnie zakorzeniona w twórczości zarówno krautrockowych grup pokroju Neu! i Faust, jak i osławionego kolektywu Coil, który podpisał się pod serią niebywałych albumów z pogranicza ambientu, drone i eksperymentu, m.in. „Worship The Glitch”, „A Thousand Lights in a Darkened Room”, „Astral Disaster” i „Moon’s Milk (In Four Phases”). „The Dream Cell” można śmiało postawić obok najlepszych dokonań tego nieistniejącego już duetu.

Bad Sector – Kosmodrom (Waystyx, 2005)

Massimo Magrini jest naukowcem i inżynierem, który sam konstruuje instrumenty. Jako Bad Sector nagrywa niepokojącą muzykę będacą wyrazem nadziei, ale i obaw współczesnego człowieka. „Kosmodrom” to album konceptualny, poświęcony radzieckim planom podboju kosmosu i dedykowany Konstantemu Ciołkowskiemu – największej osobistości w tej dziedzinie po wschodniej stronie Muru Berlińskiego.

Zgodnie z tematyką, w warstwie dźwiękowej słyszymy odhumanizowane odgłosy stacji kosmicznych, autentyczne nagrania rozmów kosmonautów, sygnały telemetryczne z „internetowego archiwum” Svena Grahna oraz wiekowe syntezatory rodem z Rosji – analogowy AES/Aelita i elektro-optyczny ANS (rocznik 1957, wykorzystany także przez Coil na albumie „ANS”). Magrini traktuje stylistykę ambientu jako punkt wyjścia dla dalszych poszukiwań i w efekcie wychodzi daleko poza ramy gatunku, zahaczając nawet o elektro-pop. Całość przypomina uwspółcześnioną wariację na temat soundtracków z filmów Kubricka i Tarkowskiego.

Circular – Shaping The Unknown (Loki Foundation, 2006)

Johannes Riedel to klasycznie wykształcony muzyk, który pod pseudonimem Circular tworzy organiczny, analogowy ambient z filmowymi naleciałościami. Na debiutanckim albumie „Shaping The Unknown” rozległe pejzaże i precyzyjne drony łaczą się modulowanymi dźwiękami gitary, miękkimi pulsacjami i samplami nieznanego pochodzenia.

Riedela cechuje brak pośpiechu i minimalizm w środkach wyrazu, co przekłada się na powolne budowanie onirycznych kompozycji. W odpowiednich warunkach minimalistyczny ambient na „Shaping The Unknown” może stanowić idealny podkład do medytacji i stanów z pogranicza jawy i snu.

Protogroup – Love Gives Strength To My Soul (Autoplate, 2006)

Pod nieco tendencyjnym tytułem kryje się prawdziwy klejnot zza wschodniej granicy. Protogroup to dwuosobowy projekt Andrieja Kuczmasowa i Igora Kuminowa. Panowie są z Rosji i lubią przetykać muzykę samplami z filmów, widowisk operowych i Dostojewski wie, skąd jeszcze. Majestatyczne kompozycje rozpisane na fortepian, smyczki i gęste ambientowe podkłady, są ze sobą logicznie połączone, co wzmacnia wrażenie jakiegoś konceptu, nawet jeśli jest to projekcja osobistych oczekiwań i nastrojów.

Niewykluczone, że właśnie o to chodzi w muzyce – o prowokowanie pewnych czynności mentalnych, z definicji subiektywnych i jednostkowych. Przy odrobinie dobrej woli „Love Gives Strength To My Soul” potrafi posłużyć jako wehikuł do innych stanów świadomości. Z uwagi na kraj pochodzenia i użyte motywy, po album ten powinni sięgnąć również miłośnicy kultowej kompozycji „Kobresia” Biosphere. Można to zresztą zrobić za friko w tym miejscu.

Sense Project – The Sublime (Hypnos Secret Sounds, 2008)

Pod kryptonimem Sense Project kryje się Robert Logan – Brytyjczyk, w którego żyłach płynie węgierska krew (możecie pamiętać go z Festiwalu Nowa Muzyka, który wtedy odbywał się jeszcze w Cieszynie). „The Sublime” to jak dotąd jedyny album SP, za to podwójny i po brzegi wypełniony ambientem wyśmienitego sortu. To nie soundtrack do książki w fotelu, lecz dojrzała, intrygująca wypowiedź świadomego twórcy. Logan jest daleki od nadmiernego epatowania ambientową estetyką, w pełni panując nad muzyką.

Doskonale rozkłada motywy, rozcieńcza frazy, bawi się nastrojami, stopniuje napięcie, zagęszcza atmosferę i absorbuje uwagę. Chwilami słychać tu futurystyczne dzwoneczki, przejmujące skrzypce, zamglone pulsacje, odgłosy z odległych stacji kosmicznych i przede wszystkim – wielką wrażliwość. Nasza recenzja tutaj.

Nest – Retold (Serein, 2010)

Pod kryptonimem Nest kryje się dwóch uznanych muzyków, Otto Totland (Deaf Center) i Huw Roberts (Serein). W duecie panowie specjalizują się w delikatnej, kruchej muzyce rozpisanej na melancholijny fortepian, eteryczne smyczki, dźwięki japońskich instrumentów (utwór „Kyoto”, cudowny!).

Album reprezentuje jeden z nurtów ambientu, określany mianem „modern classical”. „Retold” wypełnia muzyka piękna i na wskroś staroświecka: brak tu technologicznej ekstazy, brak zachłyśnięcia się możliwościami sprzetu. Jest za to multum harmonii i przyjemności z odsłuchu.

A jakie są Wasze typy?

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 21

  1. Jeśli chodzi o Nest do tej pory nie przygarnąłem „Retold”, ale zasłuchiwałem się protoplastą tego albumu – „Nest EP” (kawałki od „Lodge” do „Trans Sierian”).
    Z jeszcze bardziej świeżych produkcji do powyższego zestawienia dorzuciłbym ASC & Sam KDC – „Decayed Society”.

  2. Pawel

    a gdzie Steve Roach, Max Corbacho?

  3. Johnnygothisgun

    Propozycje wyjątkowo ciekawe, będę miał czego posłuchać:)
    Ostatnio wyciągnąłem trochę staroci i przypomniał mi się nasz polski ambient, który kiedyś ostro katowałem. Poznałem wtedy wykonawcę QDC, który wydawał mi się ciekawy, mimo że to totalnie hobbystycznie wykonywana muzyka. Warto posłuchać choćby tego:
    https://www.youtube.com/watch?v=mXH5_OV4P5o

  4. bakterios

    Journeyman – Mama 6 – jak i cala tworczosc Paula Franklanda (projekt Woob) to ambientowe mistrzostwo! Po za tym na uwage moim zdaniem zasluguje Psychonavigation (Psychic and UFO revalation) – Billa Laswella i Peta Namlooka (polowa lat 90-tych) Zreszta obydwu Panow moze pochwalic sie wieloma ambientowymi perelkami.

  5. lakretino

    dobry artykuł!

  6. dr_gorasul

    Jest duzo takich albumow, aczkolwiek pierwsze co mi przychodzi na mysl to – Tom Opdahl z albumem „Black Smoker”, wydanym w roku 2001. Produkcja albumu zajal sie sam Geir Jenssen (Biosphere). „Black Smoker” przeszedl jakos bez echa w swiecie muzycznym, mimo iz album muzycznie prezenuje sie na bardzo dobrym poziomie, nie wspominajac o ciekawym klimacie oscylujacym gdzies miedzy ‚Substrata’ Biosphere. Album wciaz zachowuje swoj odrebny klimat. Aktualnie dostrzegam ze ten album powraca w dyskusjach muzycznych na zagranicznych forach. Polecam sie zainteresowac. Szkoda, ze Tom Opdahl nagral tylko jeden album.

  7. varelse

    btw pierwszą epkę Nest, z której pochodzi połowa utworów na „Retold” można pobrać za darmo: http://www.archive.org/details/ser013. A całe Retold wisi na sereinowskim soundcloudzie.

  8. keisuke

    A oto moi – przez niektórych zapomniani – faworyci 🙂

    1. FSOL – Lifeforms (1994);
    2. Vuemorph – In Expectancy Of The Monumental Awe (1995);
    3. Biochip C – Inside [Chapter II] (1995);
    4. The Bionaut – Lush Life Electronica (1995);
    5. Higher Intelligence Agency – Freefloater (1995);
    6. Spacetime Continuum – Emit Ecaps (1996).

  9. Zby|Siek

    SAW’y na zawsze w naszej pamięci!

  10. DeadRiot

    Aha. I dorzuciłbym jeszcze koniecznie

    Microstorię z wybitnym „Init Ding”, bardzo przyjemną Neotropic „15 levels of Magnification” i coś Roberta Richa. Może „Below Zero” albo „Gaudiego”?

  11. DeadRiot

    – Alec Empire – Low on Ice
    – As One – The Art of Prophecy
    – Atom Heart – Morphogenetic Fields
    – Beaumont Hannant – Texturology
    – Global Commmunication – Pentamerous Methamorphosis
    (płyta świetna, przyćmiona jednak przez 76:16)
    – Human Mesh Dance – Hayline
    – John Beltran – Earth & Nghtfall
    – Omicron – Acrocosm
    – Raload – A collection of Short Stories (całkiem zapomniana, absolutna klasyka – Global Comm pod wcześniejszym aliasem)
    – Susumu Yokota – Acid Mt Fuji
    – Ambient Dub vol. 4 Jellyfish (V/A) (w ogóle trza by tu wrzucić więcej składaków, bo kilka świetnych się w poł. lat 90. pojawiło; Jellyfish daję na rybkę)

    Dziś zielnie daje radę świetna seria „Soma Coma” niezastąpionej Somy.

    BTW. Mówimy tu o zapomnianych płytach. Global Communication „76:16” nie jest płytą zapomnianą!

  12. stachman

    Journeyman… Zakochalem sie w utworze „Latneiro”, po uslyszeniu go na skladaku Coldcuta – „Stoned Chilled Groove”… Cala plyta wogole dobra. Fajne zestawienie – na pewno sobie cos wydlubie;)

  13. niewidoczny

    Ha! i dobrze, że nie pojawiły się SAWy Aphexa, bo te płyty są oczywiste i pojawiają się we wszystkich ambientowych top 10-100.
    Cieszy mnie „Garbage” Ae, bo ta ep-ka jest mało popularna (chyba), a jest genialna. Bardziej bym tu wstawił „bronchusvenmx24”, ale to już kwestia gustów.
    No i „Retold” Nest, Ahh!

    Dzięki za zestawienie, bo jednak większość pozycji nie znam 😉

    • niewidoczny

      A z moich typów, do znudzenia, jak zdarta płyta będę powtarzał i promował Pub’a i jego „Single” – dla dwóch pierwszych utworów. Na moje ucho zupełnie coś innego od reszty muzyki. „Derail” i „Lunch” mają u mnie pierwsze miejsce na liście całej muzyki, jaką przesłuchałem.
      Do pereł ambientowych dokładam jeszcze:
      – Kettel „Volleyed Iron” – za klimat, za to, że jest to śliczna muzyka, za okładkę 😉
      – Brock Van Wey „White Clouds Drift On And On” – pierwsza płyta, za wokale, za wszystko
      – The Fires of Ork „The Fires of Ork 2” – za „Sky Lounge”

    • stachman

      Sorki za offtop, ale jak udalo Ci sie wkleic avatarka?

    • maryanov

      Zawsze Garbage stawiałem wysoko i często po nią sięgałem. Jest niesamowita. Bardzo klimatyczne utwory. Jeden wręcz o narkotycznym wdzięku, Garbagemx36. Od wielu lat to jedna z moich ulubionych epek.

  14. sory, ale selected ambient works bez selected ambient works to chyba czysta złośliwość 🙂

    jeśli chodzi o top sprzed 1994 roku to mi osobiście brakuje też namlooka, atoma, Irresistible force, biosphere, seepheel, tetsu inoue, deep space network…

  15. Krzysztof

    Śledzę ambientową wytwórnię irlandzką ‚psychonavigation records’ (tam tez autechre cos nagrywał) i nie dawno wydana została kompilacja ‚mindfield’ na której przedostatni kawałek jest od polaka i z tego co sie dowiedzialem .. w klimatach wlasnie fortepianowych ambientow i dark ambientow wydana bedzie tam jego plyta pod koniec roku.. http://www.youtube.com/watch?v=3TaU3Nvq0qo oby rodzimy rynek był godziwie reprezentowany… z innych: niech zyje muzyka briana eno ‚plateaux of mirror’ 😉 oraz biosphere – substrata

  16. 99vadim

    moi faworyci z lat ’80 – Giancarlo Toniutti „La Mutazione” / M.B. „The Plain Truth”