Wpisz i kliknij enter

10 zapomnianych pereł ambientu

Selektywny wybór 10 słabo znanych, nieznanych i zapomnianych pereł szeroko pojętego ambientu w kolejności chronologicznej.

[zilla_alert style=”green”] Z okazji 10 lat serwisu Nowamuzyka.pl chcemy przypomnieć Wam kilka starszych, wartych poznania tekstów, jakie pojawiły się na naszych łamach. Oto jeden z nich. [/zilla_alert]

Ta historia była już potwarzana milion razy. Jest rok 1975. Brian Eno ulega wypadkowi samochodowemu, który unieruchamia go na kilka miesięcy. Pewnego dnia artystę odwiedza przyjaciółka, która przynosi ze sobą album z XVIII-wiecznymi utworami na harfę. Wychodząc, kobieta włącza płytę, jednak zapomina o podwyższeniu poziomu głośności.

Przykuty do łóżka Eno jest zmuszony odbierać muzykę na granicy słyszalności, próbując jednocześnie wyłowić ją z odgłosów otoczenia. To właśnie wtedy brytyjski producent wpada na pomysł, który pół wieku wcześniej próbował realizować Erik Satie ze swoją furniture music: muzyka będąca elementem tła. Ambient.

Co stało się później, też wszyscy wiedzą. Ambientowa kula śnieżna zbierała po drodze kolejne elementy, a następnie obrodziła w liczne i często umowne podgatunki: dark ambient, ambient techno, drone, modern classical, etc. Stylistyka zataczała coraz szersze kręgi w popkulturze, wkradając się zarówno do filharmonii, jak i całodobowej budki z kebabami.

Dziś ambientu jest równie dużo w głównym nurcie, jak i na obrzeżach mediów, ma też swoich klasyków. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że ambient jest wszędzie, niczym elektron u Heisenberga. I podobnie jak w teorii wielkiego uczonego, tak jak nie każdy elektron zostanie wyprowadzony z superpozycji, tak nie każdy album z przepastnej ambientowej szufladki ma szansę na choćby szczątkową popularność.

Poniżej – selektywny wybór 10 słabo znanych, nieznanych i zapomnianych pereł szeroko pojętego ambientu w kolejności chronologicznej.

Global Communication – 76:14 (Dedicated, 1994)

Pod wieloma względami – klasyk gatunku. Tom Middleton i Mark Pritchard (ten drugi znany dziś głównie jako Harmonic 313 i połowa duetu Africa Hitech) idealnie uchwycili zmierzch szalonej ery rave’u, stojącej na progu pre-milenijnego napięcia.

Przestrzenne pady, tykające zegary, rozległe krajobrazy dźwiękowe i fragmenty rozmów w obcych językach w dziesięciu pozbawionych tytułu kompozycjach, oznaczonych jedynie czasem trwania. Na okładce „76:14” widniała następująca adnotacja: „Użyj wyobraźni. Ponieważ „nazwy” często nastawiają słuchacza na jakąś serię obrazów, miejsc i uczuć, do identyfikacji poszczególnych utworów służą numery. Dzięki temu słuchacz ma pełną wolność czerpania z muzyki tego, czego sam pragnie”. Nic dodać, nic ująć.

Journeyman – Mama 6 (Ntone, 1994)

Zaginiony klejnot elektroniki wczesnych lat 90. Pod szyldem Journeyman ukrywał się Paul Frankland, wówczas ścisła czołówka wśród brytyjskich artystów elektronicznych. Krzysiek Stęplowski pisał o debiutanckim albumie Journeyman w samych superlatywach: „Krążek wypełnia prawie 80 minut doskonałej, cieplutkiej elektroniki, startującej wówczas pod szyldem „ambient dub” – Paul Frankland stworzył właściwie definicyjne ujęcie rodzącego się gatunku, już na samym początku zaprezentował też jego autorską interpretację, której dorównać mogli tylko najwięksi – The Orb, Underworld czy Biosphere. ” (…) „Mama 6” daje prawdziwą gwarancję muzycznej sytości, jest też – tak mi się wydaje – obowiązkową lekcją elektronicznej historii” (cała recenzja tutaj). To rzeczywiście jeden z najbardziej smakowitych albumów w kategorii szeroko pojętego ambientu.

Jeśli zaś chodzi o Franklanda, to po kilkunastoletniej nieobecności powrócił na scenę w zeszłym roku, i to w trójnasób: jako połowa projektu Max & Harvey (epka „Amoeba”), solo pod pseudonimem Woob (longplay „Repurpose”) oraz w roli właściciela labelu Bigamoebasounds.

Spacetime Continuum – Sea Biscuit (Astralwerks, 1994)

Zanim powołał do życia Spacetime Continuum, Jonah Sharp był jazzowym perkusistą rezydującym w Londynie. Po przeprowadzce do San Fransisco na początku lat 90. zainteresował się elektroniką. Z tej fascynacji narodził się projekt Spacetime Continuum, którego magnum opus jest album „Sea Biscuit” – kwintesencja ambientu ostatniej dekady XX wieku.

Pochodzący z tej płyty znakomity utwór „Low Frequency Inversion Field” znalazł się nawet na ścieżce dźwiękowej do kultowego filmu „Pi”. Warto również wspomnieć o starszej o rok płycie “Alien Dreamtine”, nagranej z udziałem Terence’a McKenny – pisarza, etnobotanika i filozofa, który pod generowaną przez Sharpa muzykę opowiadał o swoich doświadczeniach psychodelicznych pod wpływem DMT.

http://www.youtube.com/watch?v=TDtA1lNm1PI

Autechre – Garbage EP (Warp Records, 1995)

Tytuł epki i zniekształcona wizja krajobrazu wapiennych pagórków (?) znanych z „Amber” sugerują, że są to odrzuty z sesji do tej płyty. Nawet jeśli to prawda, w przypadku Autechre „odrzuty” są ponadprzeciętne, czego najlepszym dowodem jest właśnie „Garbage”.

Ambientowe przestrzenie są tutaj rozciągane jako tło do coraz bardziej skomplikowanej, klikająco-trzeszczącej rytmiki. Z jednym wyjątkiem, którym jest finalny utwór pt. „Vletrmx 21”. Jest to właściwie zaledwie kilka dźwięków, które Booth i Brown zapętlili do ośmiu minut, stopniowo podnosząc poziom głośności i „czystości” brzmienia. To jeden z najpiękniejszych momentów w historii muzyki otoczony przez fanów niemalże kultem, o czym przekonuje wpisanie tytułu kompozycji w wyszukiwarkę (np. własna grupa w serwisie Last.fm czy plastyczne opisy emocji towarzyszących odsłuchowi).

The Silverman – The Dream Cell (Terminal Kaleidoscope, 1995)

Solowy project Phila Knighta, klawiszowca cenionej (a w Polsce wręcz kultowej) grupy Legendary Pink Dots. Awangardowa elektronika The Silverman na „The Dream Cell” to niepokojący dark ambient rodem z sennego koszmaru. Muzyka wirtuoza instrumentów klawiszowych jest silnie zakorzeniona w twórczości zarówno krautrockowych grup pokroju Neu! i Faust, jak i osławionego kolektywu Coil, który podpisał się pod serią niebywałych albumów z pogranicza ambientu, drone i eksperymentu, m.in. „Worship The Glitch”, „A Thousand Lights in a Darkened Room”, „Astral Disaster” i „Moon’s Milk (In Four Phases”). „The Dream Cell” można śmiało postawić obok najlepszych dokonań tego nieistniejącego już duetu.

http://www.youtube.com/watch?v=44jwD989p6s

Bad Sector – Kosmodrom (Waystyx, 2005)

Massimo Magrini jest naukowcem i inżynierem, który sam konstruuje instrumenty. Jako Bad Sector nagrywa niepokojącą muzykę będacą wyrazem nadziei, ale i obaw współczesnego człowieka. „Kosmodrom” to album konceptualny, poświęcony radzieckim planom podboju kosmosu i dedykowany Konstantemu Ciołkowskiemu – największej osobistości w tej dziedzinie po wschodniej stronie Muru Berlińskiego.

Zgodnie z tematyką, w warstwie dźwiękowej słyszymy odhumanizowane odgłosy stacji kosmicznych, autentyczne nagrania rozmów kosmonautów, sygnały telemetryczne z „internetowego archiwum” Svena Grahna oraz wiekowe syntezatory rodem z Rosji – analogowy AES/Aelita i elektro-optyczny ANS (rocznik 1957, wykorzystany także przez Coil na albumie „ANS”). Magrini traktuje stylistykę ambientu jako punkt wyjścia dla dalszych poszukiwań i w efekcie wychodzi daleko poza ramy gatunku, zahaczając nawet o elektro-pop. Całość przypomina uwspółcześnioną wariację na temat soundtracków z filmów Kubricka i Tarkowskiego.

Circular – Shaping The Unknown (Loki Foundation, 2006)

Johannes Riedel to klasycznie wykształcony muzyk, który pod pseudonimem Circular tworzy organiczny, analogowy ambient z filmowymi naleciałościami. Na debiutanckim albumie „Shaping The Unknown” rozległe pejzaże i precyzyjne drony łaczą się modulowanymi dźwiękami gitary, miękkimi pulsacjami i samplami nieznanego pochodzenia.

Riedela cechuje brak pośpiechu i minimalizm w środkach wyrazu, co przekłada się na powolne budowanie onirycznych kompozycji. W odpowiednich warunkach minimalistyczny ambient na „Shaping The Unknown” może stanowić idealny podkład do medytacji i stanów z pogranicza jawy i snu.

Protogroup – Love Gives Strength To My Soul (Autoplate, 2006)

Pod nieco tendencyjnym tytułem kryje się prawdziwy klejnot zza wschodniej granicy. Protogroup to dwuosobowy projekt Andrieja Kuczmasowa i Igora Kuminowa. Panowie są z Rosji i lubią przetykać muzykę samplami z filmów, widowisk operowych i Dostojewski wie, skąd jeszcze. Majestatyczne kompozycje rozpisane na fortepian, smyczki i gęste ambientowe podkłady, są ze sobą logicznie połączone, co wzmacnia wrażenie jakiegoś konceptu, nawet jeśli jest to projekcja osobistych oczekiwań i nastrojów.

Niewykluczone, że właśnie o to chodzi w muzyce – o prowokowanie pewnych czynności mentalnych, z definicji subiektywnych i jednostkowych. Przy odrobinie dobrej woli „Love Gives Strength To My Soul” potrafi posłużyć jako wehikuł do innych stanów świadomości. Z uwagi na kraj pochodzenia i użyte motywy, po album ten powinni sięgnąć również miłośnicy kultowej kompozycji „Kobresia” Biosphere. Można to zresztą zrobić za friko w tym miejscu.

Sense Project – The Sublime (Hypnos Secret Sounds, 2008)

Pod kryptonimem Sense Project kryje się Robert Logan – Brytyjczyk, w którego żyłach płynie węgierska krew (możecie pamiętać go z Festiwalu Nowa Muzyka, który wtedy odbywał się jeszcze w Cieszynie). „The Sublime” to jak dotąd jedyny album SP, za to podwójny i po brzegi wypełniony ambientem wyśmienitego sortu. To nie soundtrack do książki w fotelu, lecz dojrzała, intrygująca wypowiedź świadomego twórcy. Logan jest daleki od nadmiernego epatowania ambientową estetyką, w pełni panując nad muzyką.

Doskonale rozkłada motywy, rozcieńcza frazy, bawi się nastrojami, stopniuje napięcie, zagęszcza atmosferę i absorbuje uwagę. Chwilami słychać tu futurystyczne dzwoneczki, przejmujące skrzypce, zamglone pulsacje, odgłosy z odległych stacji kosmicznych i przede wszystkim – wielką wrażliwość. Nasza recenzja tutaj.

http://www.youtube.com/watch?v=7YvE6ZRMbTY

Nest – Retold (Serein, 2010)

Pod kryptonimem Nest kryje się dwóch uznanych muzyków, Otto Totland (Deaf Center) i Huw Roberts (Serein). W duecie panowie specjalizują się w delikatnej, kruchej muzyce rozpisanej na melancholijny fortepian, eteryczne smyczki, dźwięki japońskich instrumentów (utwór „Kyoto”, cudowny!).

Album reprezentuje jeden z nurtów ambientu, określany mianem „modern classical”. „Retold” wypełnia muzyka piękna i na wskroś staroświecka: brak tu technologicznej ekstazy, brak zachłyśnięcia się możliwościami sprzetu. Jest za to multum harmonii i przyjemności z odsłuchu.

A jakie są Wasze typy?







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
21 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
kapplakk
5 lat temu

Jeśli chodzi o Nest do tej pory nie przygarnąłem „Retold”, ale zasłuchiwałem się protoplastą tego albumu – „Nest EP” (kawałki od „Lodge” do „Trans Sierian”).
Z jeszcze bardziej świeżych produkcji do powyższego zestawienia dorzuciłbym ASC & Sam KDC – „Decayed Society”.

Pawel
Pawel
5 lat temu

a gdzie Steve Roach, Max Corbacho?

Johnnygothisgun
Johnnygothisgun
6 lat temu

Propozycje wyjątkowo ciekawe, będę miał czego posłuchać:)
Ostatnio wyciągnąłem trochę staroci i przypomniał mi się nasz polski ambient, który kiedyś ostro katowałem. Poznałem wtedy wykonawcę QDC, który wydawał mi się ciekawy, mimo że to totalnie hobbystycznie wykonywana muzyka. Warto posłuchać choćby tego:
https://www.youtube.com/watch?v=mXH5_OV4P5o

bakterios
bakterios
8 lat temu

Journeyman – Mama 6 – jak i cala tworczosc Paula Franklanda (projekt Woob) to ambientowe mistrzostwo! Po za tym na uwage moim zdaniem zasluguje Psychonavigation (Psychic and UFO revalation) – Billa Laswella i Peta Namlooka (polowa lat 90-tych) Zreszta obydwu Panow moze pochwalic sie wieloma ambientowymi perelkami.

lakretino
lakretino
8 lat temu

dobry artykuł!

dr_gorasul
dr_gorasul
8 lat temu

Jest duzo takich albumow, aczkolwiek pierwsze co mi przychodzi na mysl to – Tom Opdahl z albumem „Black Smoker”, wydanym w roku 2001. Produkcja albumu zajal sie sam Geir Jenssen (Biosphere). „Black Smoker” przeszedl jakos bez echa w swiecie muzycznym, mimo iz album muzycznie prezenuje sie na bardzo dobrym poziomie, nie wspominajac o ciekawym klimacie oscylujacym gdzies miedzy ‚Substrata’ Biosphere. Album wciaz zachowuje swoj odrebny klimat. Aktualnie dostrzegam ze ten album powraca w dyskusjach muzycznych na zagranicznych forach. Polecam sie zainteresowac. Szkoda, ze Tom Opdahl nagral tylko jeden album.

varelse
varelse
8 lat temu

btw pierwszą epkę Nest, z której pochodzi połowa utworów na „Retold” można pobrać za darmo: http://www.archive.org/details/ser013. A całe Retold wisi na sereinowskim soundcloudzie.

keisuke
keisuke
8 lat temu

A oto moi – przez niektórych zapomniani – faworyci 🙂

1. FSOL – Lifeforms (1994);
2. Vuemorph – In Expectancy Of The Monumental Awe (1995);
3. Biochip C – Inside [Chapter II] (1995);
4. The Bionaut – Lush Life Electronica (1995);
5. Higher Intelligence Agency – Freefloater (1995);
6. Spacetime Continuum – Emit Ecaps (1996).

Zby|Siek
Zby|Siek
8 lat temu

SAW’y na zawsze w naszej pamięci!

DeadRiot
DeadRiot
8 lat temu

Aha. I dorzuciłbym jeszcze koniecznie

Microstorię z wybitnym „Init Ding”, bardzo przyjemną Neotropic „15 levels of Magnification” i coś Roberta Richa. Może „Below Zero” albo „Gaudiego”?

DeadRiot
DeadRiot
8 lat temu

– Alec Empire – Low on Ice
– As One – The Art of Prophecy
– Atom Heart – Morphogenetic Fields
– Beaumont Hannant – Texturology
– Global Commmunication – Pentamerous Methamorphosis
(płyta świetna, przyćmiona jednak przez 76:16)
– Human Mesh Dance – Hayline
– John Beltran – Earth & Nghtfall
– Omicron – Acrocosm
– Raload – A collection of Short Stories (całkiem zapomniana, absolutna klasyka – Global Comm pod wcześniejszym aliasem)
– Susumu Yokota – Acid Mt Fuji
– Ambient Dub vol. 4 Jellyfish (V/A) (w ogóle trza by tu wrzucić więcej składaków, bo kilka świetnych się w poł. lat 90. pojawiło; Jellyfish daję na rybkę)

Dziś zielnie daje radę świetna seria „Soma Coma” niezastąpionej Somy.

BTW. Mówimy tu o zapomnianych płytach. Global Communication „76:16” nie jest płytą zapomnianą!

stachman
stachman
8 lat temu

Journeyman… Zakochalem sie w utworze „Latneiro”, po uslyszeniu go na skladaku Coldcuta – „Stoned Chilled Groove”… Cala plyta wogole dobra. Fajne zestawienie – na pewno sobie cos wydlubie;)

niewidoczny
niewidoczny
8 lat temu

Ha! i dobrze, że nie pojawiły się SAWy Aphexa, bo te płyty są oczywiste i pojawiają się we wszystkich ambientowych top 10-100.
Cieszy mnie „Garbage” Ae, bo ta ep-ka jest mało popularna (chyba), a jest genialna. Bardziej bym tu wstawił „bronchusvenmx24”, ale to już kwestia gustów.
No i „Retold” Nest, Ahh!

Dzięki za zestawienie, bo jednak większość pozycji nie znam 😉

niewidoczny
niewidoczny
8 lat temu
Reply to  niewidoczny

A z moich typów, do znudzenia, jak zdarta płyta będę powtarzał i promował Pub’a i jego „Single” – dla dwóch pierwszych utworów. Na moje ucho zupełnie coś innego od reszty muzyki. „Derail” i „Lunch” mają u mnie pierwsze miejsce na liście całej muzyki, jaką przesłuchałem.
Do pereł ambientowych dokładam jeszcze:
– Kettel „Volleyed Iron” – za klimat, za to, że jest to śliczna muzyka, za okładkę 😉
– Brock Van Wey „White Clouds Drift On And On” – pierwsza płyta, za wokale, za wszystko
– The Fires of Ork „The Fires of Ork 2” – za „Sky Lounge”

stachman
stachman
8 lat temu
Reply to  niewidoczny

Sorki za offtop, ale jak udalo Ci sie wkleic avatarka?

niewidoczny
niewidoczny
8 lat temu
Reply to  stachman

wpisałem mejla, który jest zarejestrowany na forum i samo się 🙂

maryanov
maryanov
8 lat temu
Reply to  niewidoczny

Zawsze Garbage stawiałem wysoko i często po nią sięgałem. Jest niesamowita. Bardzo klimatyczne utwory. Jeden wręcz o narkotycznym wdzięku, Garbagemx36. Od wielu lat to jedna z moich ulubionych epek.

lofixxx
8 lat temu

sory, ale selected ambient works bez selected ambient works to chyba czysta złośliwość 🙂

jeśli chodzi o top sprzed 1994 roku to mi osobiście brakuje też namlooka, atoma, Irresistible force, biosphere, seepheel, tetsu inoue, deep space network…

luk
luk
8 lat temu
Reply to  lofixxx

Przeczytaj ostatnie zdanie we wstępie.

Krzysztof
Krzysztof
8 lat temu

Śledzę ambientową wytwórnię irlandzką ‚psychonavigation records’ (tam tez autechre cos nagrywał) i nie dawno wydana została kompilacja ‚mindfield’ na której przedostatni kawałek jest od polaka i z tego co sie dowiedzialem .. w klimatach wlasnie fortepianowych ambientow i dark ambientow wydana bedzie tam jego plyta pod koniec roku.. http://www.youtube.com/watch?v=3TaU3Nvq0qo oby rodzimy rynek był godziwie reprezentowany… z innych: niech zyje muzyka briana eno ‚plateaux of mirror’ 😉 oraz biosphere – substrata

99vadim
99vadim
8 lat temu

moi faworyci z lat ’80 – Giancarlo Toniutti „La Mutazione” / M.B. „The Plain Truth”

Polecamy