BNNT is Michał Kupicz – Multiversion #2
Jarek Szczęsny:

Część druga.

Coil – The Gay Man’s Guide To Safer Sex +2 OST
Ania Pietrzak:

Absolutne kuriozum!

Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.



Redakcyjne podsumowanie roku 2012


W tym roku zamiast oddzielnych, autorskich zestawień, postanowiliśmy wspólnie podsumować mijający rok 2012 – cudowny rok piłkarskiego Euro, ale czy tak samo cudowny w nowej muzyce? Przeczytajcie nasze redakcyjne zestawienie.

Michał Fundowicz

Vessel – Order Of Noise (Tri Angle)

Na rubieżach techno daje się zaobserować zjawiska ciekawe, często trudne do nazwania. Takim fenomenem jest muzyka bristolskiego producenta Vessela – z jednej strony zakorzeniona w rytmicznych schematach i dubie, z drugiej rozmywająca się w chmurze cyfrowej kompresji. Brzmienie charakterystyczne dla tegorocznych wydawnictw, obecne u Stotta i Actressa, zaanektowało do swej poetyki usterki formatu mp3, odkrywając ich hipnotyczną wartość. Na „Order Of Noise” Sebastian Gainsborough używa ich w charakterze ornamentu, przyprawiając kompozycje o oniryczne smaki. Utwory zanurzone w opiumowym dymie, tracące ostrość z każdym kolejnym odsłuchaniem, odurzają a także zadziwiają swą asymetryczną urodą.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/470276-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=470276-01″ allowscriptaccess=”always”]

Emptyset – Medium (Subtext)

Spotkania industrialu i noise z techno zaowocowało w tym roku całą kolekcją albumów. Na półce można postawić obok siebie płyty takich wykonawców jak Container, Carlos Giffoni, Pete Swanson, Vatican Shadow, Raime, Lorenzo Senni, Metasplice… Wśród nich „Medium” Emptyset wyróżnia się konceptualną czytelnością – oto duet Ginzburg/Purgas postanowił zredukować paletę brzmień do trzech rodzajów szumu, by przy ich pomocy wyeksponować moc tektonicznych bitów. Nagrania dokonano w neogotyckiej posiadłości Woodchester Mansion – nawiedzanej przez duchy, zamieszkiwanej przez rzadkie gatunki nietoperzy. Akustyka miejsca odgrywa tu zasadniczą rolę. Ascetyczne nagranie nabrało tam głębi oraz zyskało posępną aurę. Jeśli ktoś po wysłuchaniu półgodzinnego albumu poczuje niedosyt, niechaj sięgnie po równie udaną EP-kę „Collapsed”.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/447960-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=447960-01″ allowscriptaccess=”always”]

Patryk Zalasiński

W tym roku słuchałem mniej muzyki – a to już poważny minus dla 2012. Nie dlatego że było mniej czasu, czy jakieś problemy sprzętowe. Jeżeli jakaś muzyka wciągała i chodziła za mną po ulicach, pochodziła z lat wcześniejszych. Na podium jednak ląduje:

Mungolian Jet Set – „Mungodelics” (Smalltown Supersound)

Skandynawskie disco-granie to od wielu lat obowiązkowy zestaw każdego sezonu. W tym roku słaba forma weteranów – albumy Lindstroma i Prinsa Thomasa przeszły praktycznie bez echa. Todd Terje za to znokautował wszystkich w pierwszej rundzie – styczniu – ustawiając cały rok przebojową EPką „In The Arps”. Na niej znalazł się utwór roku – „Inspector Norse”. Jednak miano najciekawszego albumu tej stylistyki wędruje do duetu Mungolian. Norwegowie serwują fenomenalnie energetyczny i przebojowy zestaw – pełen sprzeczności, bo jest zaskakujący, a przy tym konkretny i disco-przytulny, czasem house’owy, w całości jednak wyważony nutą skandynawskiej intuicji.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/462102-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=462102-01″ allowscriptaccess=”always”]

Nina Kraviz – „Nina Kraviz” (Rekids)

Ten album gościł u mnie okrągły rok – na początku się z nim oswajałem, potem zaczynałem rozumieć, a na końcu się delektowałem. DJka z dalekiej Syberii zaproponowała deep-house w niepowtarzalnej formule, pełnej hipnozy, niepokoju, ale i paradoksalnie przebijajacego ciepła. „Ghetto Kraviz” all night long!!

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/445965-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=445965-01″ allowscriptaccess=”always”]

Twin Shadow – „Confess” (4AD)

To chyba jeden z lepszych romansów gitary i delikatnej elektroniki jaki dane mi było słyszeć nie tylko w 2012 roku, ale całym 22-letnim życiu. Na „Confess” rządzi pop, ale sklecony ze smakiem, autentyzmem, omijający kicz. To miłosne piosenki, z wymuskanym syntezatorowym tłem i wszelkiego rodzaju gitarowym nadzieniem. A Twin Shadow – trochę starszy i bardziej dojrzały niż Blake i Woon – nie rzuca się ślepo na modną elektronikę i śpiewa tak, że przywołuje obrazki przygodnych koncertów w barach przy Route 66, gdzie zdradzony przez kobietę zarabia na benzynę i swoje kace.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/459536-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=459536-01″ allowscriptaccess=”always”]

I na koniec coś w stylu Pawła Zarzecznego:

Toro y Moi wydał 3 album. Slyszał ktoś? Nie, bo to straszny chłam. I co teraz, gimbusy?

Paweł Gzyl

Petar Dundov – „Ideas From The Pond” (Music Man)

Chorwacki producent połączył w perfekcyjny sposób majestatyczną urodę kosmische musik z hipnotyczną energią techno. Powstała płyta celebrująca w świadomy sposób niezwykle rzadką w nowej elektronice klasyczną harmonię piękna i dobra. Dlatego właśnie „Ideas From The Pond” zachwyca teraz – i będzie zachwycał za wiele lat.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/ 1930559-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key= 1930559-02″ allowscriptaccess=”always”]

Legowelt – „The Paranormal Soul” (Clone)

Danny Wolfers potrafi zagrać na różne sposoby: brutalnie i hałaśliwie, kiczowato i seksownie, ale też nastrojowo i melodyjnie. Taki jest właśnie jego nowy album – „The Paranormal Soul”. Zawarta na nim muzyka ma taką samą świeżość i urok, jak pionierskie produkcje „ojców” techno z Detroit. To elektroniczna poezja najwyższej próby.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/ 2075307-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key= 2075307-02″ allowscriptaccess=”always”]

Barker And Baumecker – „Transsektoral” (Osgut Ton)

Zachodnie media zachłystywały się w tym roku wszelkiej maści eksperymentami z dekonstruowaniem house`u i techno. Większość tych hajpowanych wydawnictw wywoływała tak naprawdę tylko znudzenie i zniecierpliwienie. Tymczasem dwaj niemieccy producenci pokazali, że można eksperymentować z techno, house’m, dubstepem, UK garage’m i kosmische musik nie tracąc nic z naturalnej mocy wszystkich tych gatunków.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/ 2038680-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key= 2038680-02″ allowscriptaccess=”always”]

Sebastian Gabryel

Andy Stott ‎- „Luxury Problems”(Modern Love)


Znak czasów. Katalogi pękają w szwach. Bandcamp gra hurtem. Zajrzyj rano, od zeszłego wieczora przybyło piętnaście nowych genres. Można się udusić. A jeszcze wcześniej totalnie w tym pogubić. W tym roku nowy krążek Stotta był dla mnie jedynym, będącym w stanie zaoferować coś, od czego odwraca się już prawie całe, że tak nazwijmy, „środowisko producenckie”. Syndrom wciśniętego Caps Locka nigdy nie opisywał jego brzmienia, zaburzonego jak jasna cholera, dziś już krańcowo oderwanego od pojęcia estetyki. Po lewicy abstrakcja, po prawicy prymitywizm. To wystarczy. Bas sięga dna, głosy szczytów. Między nimi serpentyny gęstego dymu i surowy, wyzwalający rytm. Gdzieś w tym wszystkim tkwi posmak balearyczności. Kunsztu opanowania melodii, którą nie trzeba dawać po oczach, wystarczy, że przemyka. Takich, co nie znają umiaru mamy na co dzień.

The Flashbulb – „Opus At The End Of Everything” (Alphabasic)

Album na lata. Na każdą porę roku i dnia. I nie ważne czy właśnie go rozpoczynasz, przebijając się przez zatłoczone, pochłonięte własnymi problemami miasto, czy zasypiasz pod jego koniec, robiąc rachunek zysków i strat. Sztukę slalomu między jedną emocją, a drugą Benn Lee Jordan opanował do bólu. Do perfekcji, to źle powiedziane, bowiem ta muzyka nie ma w sobie grama chirurgicznej precyzji nadgorliwych IDM-owców, nie jest też na tyle jednoznaczna, by wsunąć ją do jakiejkolwiek szufladki. Downtempo, modern classical, ambient, glitch… Bla, bla, bla, dajmy temu spokój. Jordan pozwolił jej żyć własnym życiem, słuchając jej mamy wrażenie, że właśnie trzymamy w ręku książkę, która niczym czarna dziura potrafi pochłonąć aż do bladego świtu. Oczyszczający krążek, jeden z lepszych ostatniej dekady w szeroko pojętej muzyce elektronicznej.

Volor Flex – „My Story” (Dark Clover Records)


Uczeń przerósł mistrza, a ja zakatowałem się na śmierć. Facebook pyta, gdzie jest Burial. Powrócił, ale po krążku Flexa, już wcale bym po nim nie płakał. Okrutnie utalentowany młokos, gdzieś na peryferyjnym Wschodzie, ugodził go w piętę, zapłakane urban city wizualizując sobie lepiej, niż odtworzył je Bevan, egzystując w nim na co dzień. Smog, deszcz, kurz, brud i ostre jak brzytwa hi-haty. Jest ciężko i gęsto, jest zajebiście dobrze. Autentyczność tej muzyki sprawia, że wchodzisz w to w ciemno, już za pierwszym podejściem. Archangel czuwa nad miastem. Potrafi ściągnąć z łóżka i zerwać do lotu. W „My Story” nie króluje melancholia. Panuje tam raczej coś na kształt pogodzenia się z zastaną sytuacją, wobec której nie można pozostać biernym. Boksuj się z życiem, ale nie zapominaj o snach. On zapamiętał wszystkie. Słuchając ich myślę, że to wcale nie takie podłe czasy.

Łukasz Komła

Taylor Deupree – „Faint” (12k)

Krążek miał swoją premierę pod koniec listopada, gdy zima wdarła się do nas na dobre. I tak oto mamy jeden z najbardziej intymnych i minimalistycznych albumów tego roku. Wydaje się być krystalicznie przejrzystą strukturą dźwięków. Ta muzyka posiada swój wyjątkowy niespieszny rytm, by w doskonały sposób zatrzeć poczucie czasu. Bez wątpienia nie jest to laboratoryjne, pozbawione emocji dłubanie w dźwięku w studiu nagraniowym, lecz żywa materia dźwiękowa.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/475106-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key= 475106-01″ allowscriptaccess=”always”]

Gravenhurst – “The Ghost in Daylight” (Warp Records)

Na tym krążku Nick Talbot po raz kolejny udowodnił swój songwriterski talent, który w ujmujący sposób połączył z niespokojną i delikatną elektroniką. Przypomniał nam też o swojej drapieżnej naturze z poprzednich płyt. Wyśpiewał na swoim albumie mroczne, ale wciągające historie. Jest to idealnie skrojona płyta, a 10 kompozycji wypełniających „The Ghost in Daylight” zostały dobrane według najlepszych proporcji.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/453286-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=453286-01″ allowscriptaccess=”always”]
Young Moon – „Navigated Like the Swans”(Western Vinyl)

Trevor Montgomery na swojej płycie opowiedział w wyjątkowy sposób o miłości, życiu i śmierci, jak nikt inny w tym roku. Zbiór znakomitych, niebanalnych i szczerych utworów. A w dodatku mamy głos Trevora, który nie pozwala o sobie zapomnieć…

Kasia Zmora

Silent Servant – „Negative Fascination” (Hospital)

„Negative Fascination” to wydawnictwo z pogranicza noise, techno i post-punka, które na pewno zadowoli zwolenników cięższego brzmienia. 7 mocnych tracków o sugestywnych tytułach, wydanych zarówno w wersji cyfrowej, jak i w postaci dwunastocalówki.

Monoloc – „Drift” (CLR)

Bardzo interesujący i perfekcyjnie dopracowany album utalentowanego, niemieckiego producenta. Wyszedł nakładem CLR Chrisa Liebinga. Gatunkowy misz-masz, zawierający w sobie elementy techno, house’u, noise’u, industrialu i IDMu. Współpraca Monoloca z wokalistą Danielem Wildem przyniosła szczególny ton i znacznie złagodziła jego silny charakter.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/470305-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=470305-01″ allowscriptaccess=”always”]

Smallpeople – „Salty Days” (Smallville)

Przeurocze wydawnictwo, wydane nakładem Smallville Records w wersji cyfrowej i na winylu. Składa się z dziewięciu utworów gdzie rządzi wysmakowany deep house w wykonaniu duetu  Juliusa Steinhoffa i Just von Ahlefelda. Wysoko oceniana płyta przez wiele fachowych redakcji.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/454882-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=454882-01″ allowscriptaccess=”always”]

Daniel Barnaś

Various Artists – „One on Twoism vol. 5” (Twoism Records)

Piąty filar wyrosły z undergroundowej elektroniki, będący potężnym wyładowaniem inspiracji i pomysłów odbitych przez pryzmat nagrań Boards of Canada, jest wspaniałym hołdem dla twórczości Duetu. W duchu zasady „zachwycać prostotą” powstała zaskakująco spójna kompilacja oscylująca wokół brzmień doskonale znanych fanom wypierania ciszy analogowymi syntezatorami. 70 minut muzyki, które pochłania się w całości.

Ariel Pink’s Haunted Graffiti – „Mature Themes” (4AD)

Słońce Kalifornii zakorkowane w albumie, w którym z łatwością wyczujecie psychodelię Davida Bowiego oraz przebojową nutę Prince’a. „Mature Themes” naszpikowane jest tak bluźnierczo chwytliwymi utworami, że możnaby posądzić to o jakiś tajny projekt ex-Beatlesa! Muzyka pop, która obudzi archeologów dźwięku zapatrzonych w lata osiemdziesiąte.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/464278-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=464278-01″ allowscriptaccess=”always”]

Peter Prautzsch – „Schwere See”

Zamglona wioska rybacka, potężny sztorm, czy też uśpiona, zlewająca się z horyzontem tafla oceanu – „Schwere See” ma moc kierowania myśli słuchacza w obszary fascynujące i niepokojące jednocześnie. Autorytarny, jasno świecący punkt na ambientowym firmamencie, który zachwyci zarówno poszanowaniem ciszy, jak i fakturą brzmienia. Ambient morską pianą pisany.

Maciek Kaczmarski

Demdike Stare – „Elemental”

Raime – „Quarter Turns Over A Living Line”

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/470506-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=470506-01″ allowscriptaccess=”always”]

Etamski – „Lovely Interstellar Trip”

Krzysiek Stęplowski

Krzysiek Stęplowski

Kindness – „World, You Need A Change Of Mind” (Female Energy)

Już pierwszy kawałek na tej płycie – „SEOD” – jest najlepszą wizytówką tego, co będzie działo się dalej. Pełen pomysłów, zaskakujący, z doskonałą melodią. Adam Bainbridge perfekcyjnie dobrał proporcje między energią a melancholią, nową elektroniką a echami vintage. Zbyt manierycznie jest tu tylko momentami. Najczęściej to po prostu świetna muzyka, doskonały zapis brzmień roku 2012. Jeden z najlepszych debiutów ostatnich miesięcy.

Outfit – „Another Night’s Dreams Reach Earth Again”

Choć w ubiegłym roku wydali małą siódemkę, to właśnie tegoroczną EPkę uznaję za pełnoprawny debiut tego zespołu. Cztery genialne kawałki, bardzo zróżnicowane, jednak pozbawione słabych punktów. Od imprezowego „Everything All The Time” po nieco mroczne „Drakes”. Wspaniała produkcja i zapowiedź płyty, na którą czekam z wielką niecierpliwością.

WhoMadeWho – „Brighter”

Jak się okazało, podpisanie kontraktu z labelem Kompakt tylko dodało skrzydeł temu duńskiemu trio. Po świetnej EPce „Knee Deep” przyszedł czas na duży album, który od początku do końca wypełniony jest potencjalnymi, wspaniale wyprodukowanymi przebojami. Dziwne, jak niewiele mówi się o tej grupie. Jej muzyczny talent jest wyjątkowy, a koncerty – niezapomniane, o czym mieliśmy okazję przekonać się w tym roku w Polsce.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 7

  1. mika_el

    @ Volor Flex: „Uczeń przerósł mistrza” – Jeśliby przyjąć,że Burial jest profesorem to Volor Flex robi dopiero magisterkę. Na „My Story” polecenia godne są jedynie dwa kawałki: Fake Love i Last Night. Resztę można przewinąć. 2.5/5

  2. ottonIII

    Też w sumie liczyłem na więcej indywidualnych podsumowań. Szkoda że nic nie ma temat etamskiego w podsumowaniu.

  3. Kid Loco

    @ Volor Flex: „Uczeń przerósł mistrza”. Przerósł, nie przerósł w każdym razie czuć, ze długo nosił za nim teczkę. I tego już się nie da odwrócić.

  4. roberto rosa

    Końcówka roku to dla najpiękniejszy czas właśnie ze względu na podsumowania i rankingi….dzięki nim mam okazje poznać płyty, które przegapiłem…jednak szkoda, że nie ma autorskich podsumowań…

  5. pe

    poiu, +1; również czekałem z niecierpliwością na takie podsumowania i mam nadzieję, że w tym roku uda się jeszcze trochę rozwinąć ten temat (może przynajmniej o wybór kilku singli / EP roku?)

    Bardzo pomocna rzecz dla osób, które nie mają czasu śledzić na bieżąco wszystkich nowości.

  6. poiu

    Aj, szkoda, że w tym roku zrzucacie wszystkie podsumowania do jednego wora. Miło było poznawać zasięg gustów muzycznych recenzentów a przede wszystkim otrzymywać większą ilość urankingowanych płyt – w tych artykułach faktycznie pojawiały się te „najlepsze z najlepszych” i po prostu miło było dostawać więcej takiego materiału. Właściwie to te podsumowania były dla mnie najważniejszymi artykułami roku.

  7. iloczyn skalarny

    Świetny strzał z „Mungodelics”. Sam pierwszy utwór brzmi jak połączenie „Music for 18 musicians” Steve’a Reicha i Lindstroema.