Wpisz i kliknij enter

Jenny Hval – The Practice of Love

Niski próg trudności.

Jeśli artystka działająca głównie w obszarze muzyki nieprzystępnej, eksperymentalnej, nagle wyskakuje z propozycją o niskim progu trudności to znaczy, że musi mieć dobry powód. Norweżka Jenny Hval taki ma, a jest nim miłość. Wiele twarzy pokazywała nam w trakcie swojej kariery, ale za każdym razem mieliśmy do czynienia z twórczością bardzo osobistą. Kalejdoskop brzmień się zmieniał, ale Hval pozostawała bezpośrednio szczera ze słuchaczem. Ruch stylistyczny wykonany na „The Practice of Love” może twardogłowych skłonić do okrzyków „zdrada!”, ale ja radzę mieć to gdzieś i skupić się na płycie.

Jest na czym, zapewniam. Pomimo 34 minut trwania Jenny Hval zaserwowała nam znakomitą mieszankę muzyki elektronicznej o wysokiej przystępności, graniczącej z popem, dance`m, ale niekoniecznie wzywającej na parkiet. Weźmy przesympatyczny „High Alice”. Zmysłowy wokal snuje się między uszami, atrakcyjny rytm dostarcza przyjemnych wrażeń i pojawia się nawet partia saksofonu, a sama Hval wyśpiewuje: „We all want something better”. Tego bym się po niej nie spodziewała, ale najważniejsze, że działa. Ten kto sądzi, że singlowy „Accident” z udziałem Laury Jean, jest prościutką balladą, szybko powinien zweryfikować swój pogląd.

Fakt, jest marzycielsko, ale są również piękne syntezatorowe ozdobniki i taneczny puls. Egzotyczna mieszanka biorąc pod uwagę postać głównej bohaterki. Niebagatelną rolę na płycie odgrywają artystki zaproszone do współpracy: Laura Jean, Vivian Wang i Félicia Atkinson. Wszystkie trzy razem występują w doskonałym „Six Red Cannas”. Wpadamy tu do mrocznej, narkotycznej komnaty wypełnionej lodem. Transowa muzyka ocierająca się o techno. Félicia Atkinson fantastycznie spisała się w „Thumbsucker”. Jej szepty zgrabnie dopełniane są saksofonem dając nieco surrealistyczne poczucie.

Tematem głównym jest miłość. Żeby zgłębić ideę całego albumu należy poświęcić niemało uwagi (albo czasu czytając tekst) utworowi tytułowemu. Dwie historie zostały nałożone na siebie. Obie się przenikają i obie wyznaczają sens albumu, ale sądzę, że czytelnicy „Rozmowy w >>Katedrze<<” Mario Vargasa Llosy nie powinni mieć problemy z takim układem. Mamy więc rozważania o tym czym miłość jest, jak również poruszony został temat bezdzietności. W ten sposób całość otrzymuje nieco literackiego ciężaru i wprowadza większy zamęt w świadomości słuchaczy. Pomimo lekkiej formy to wciąż kawał wrażliwej muzyki przepełnionej intymną atmosferą.

Sacred Bones Records | 2019
Bandcamp
FB
FB Sacred Bones

A co do samej miłości to wzmiankowany Mario Vargas Llosa kiedyś popełnił takie oto słowa: „Miłość to najgorsze, co się może człowiekowi przytrafić. Człowiek chodzi jak idiota i przestaje troszczyć się o siebie samego” („Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”).







Jest nas 13 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Kamil
Kamil
10 miesięcy temu

Sacred Bones ma w tym (i w zeszłym zresztą też) świetnie skompletowany katalog. Nic tylko śledzić i słuchać.

Polecamy