Craven Faults – Erratics & Unconformities
Jarek Szczęsny:

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.

Rhythm Baboon – W-Life
Bartek Woynicz:

Z Chicago do Gdańska.

Algiers – There Is No Year
Bartek Woynicz:

Misophonia, czyli 700 wersów wołania do ściany.

Leandro Fresco & Rafael Anton Irisarri – Una Presencia En La Brisa
Jarek Szczęsny:

Niepewność własnego słuchu.

Flaner Klespoza – Przygody i tajemnice
Jarek Szczęsny:

Debiut podwójny.

Max Andrzejewski’s Hütte – Hütte & Guests Play the Music of Robert Wyatt
Łukasz Komła:

Robert Wyatt na ujazzowionym spacerze.

Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.



pop

Podsumowanie roku 2019

„Dla Izraelitów 9 było symbolem przeczucia, odrodzenia, duchowości i podróży. W mitologii greckiej uchodziła za liczbę rytualną – dziewięć dni trwały misteria eleuzyńskie na cześć bogini ziemi – Demeter; u Homera w orszaku Apollina występowało dziewięć muz. Hezjod utrzymywał, że aby dostać się do nieba, trzeba wędrować dziewięć dni i dziewięć nocy. Za najdoskonalszy wiek, jaki mógł osiągnąć człowiek uważano 81 lat – iloczyn dwóch dziewiątek. W chrześcijaństwie dziewięć dni trwa nowenna. Dziewięć jest chórów anielskich, a grzesznicy wchodzą do piekła przez dziewięć bram: trzy spiżowe, trzy kamienne i trzy żelazne. W islamie dziewięć otworów jakie ma ciało ludzkie jest uważane za symbol kontaktu człowieka ze światem zewnętrznym, muzułmański sznur modlitewny subha ma 99 paciorków, a Allah występuje w Koranie pod 99 imionami. W kulturze Japonii dziewiątka jest liczbą przynoszącą szczęście i długie życie. (…) Dziewięć to także liczba ukończonych symfonii skomponowanych przez Ludwiga van Beethovena i Antonína Dvořáka, a szczytowe osiągnięcia kompozytorów w tym zakresie to odpowiednio IX symfonia d-moll op. 125 i IX symfonia e-moll „Z Nowego Świata”.

Uzasadnienie dla wyboru dziewięciu najlepszych płyt 2019 niezmienne, choć w ubiegłym roku, przeciwnie do 2018 r., nie było według mnie aż tak dużej konkurencji. Płyt dobrych (dostatecznych) wyszło całkiem sporo, ale do zachwytu jednak wciąż brakowało. Poniżej siedem „nowych” płyt i dwie reedycje (ale jakie!), które obok kolejnych wydawnictw londyńskiej ambientowej oficyny Astral Industries i niezliczonej liczby krótszych form czyli EP-ek wypełniły mi 2019 rok. Kolejność przypadkowa, bez głównego pierwszego miejsca:

Bochum Welt – Seafire

Muzyczny powrót Gianluigi Di Costanzo aka Bochum Welt po dwuletniej przerwie od poprzedniego studyjnego albumu „April”. Bez wielkiego rozgłosu jak w przypadku tego ostatniego i nieco krócej, ale za to różnorodniej stylistycznie (i ambient, i IDM i electro), z wyjątkową wrażliwością i pod nader ciekawym szyldem wytwórni Central Processing Unit z Sheffield.

Synkro – Images

Jeden z najważniejszych i najsolidniejszych artystów tworzących w stylistyce ambient/breakbeat i jego drugi świetny album studyjny w dyskografii, którą przecież stale poszerza równie dobrymi EP-kami. Klasa, klasa i jak zawsze oryginalny wyspiarski styl, który sprawia, że zawsze bliżej mi do Londynu niż Berlina. [Recenzja Pawła Gzyla]

Calibre – Planet Hearth

Niezwykle osobisty album jednej z ciekawszych postaci drum & bass’ów, Irlandczyka Dominicka Martina aka Calibre, dedykowany pamięci zmarłego przyjaciela artysty. Spokojny, wyciszający album pełen pięknych kompozycji, czy to jeśli chodzi o utwory stricte ambientowe, te w których łączy się on z downtempo czy też te, które można śmiało nazwać piosenkami. Dla tych którym „Planet Hearth” szczególnie przypadnie do gustu polecam sprawdzić także zeszłoroczny album Desolate’a pt. „Exceptionalism” (Sven Weisemann).

GAS – Pop

Jest las, jest kwas i jest GAS, ale w „najcieplejszej” odmianie spośród wszystkich swoich leśnych albumów. Płyta, która trafiła do mojej kolekcji po dwudziestu latach od premiery dzięki ubiegłorocznemu repressowi (wyczekiwanego latami) po prostu musiała trafić do tego zestawienia. Bez znaczenia, że to reedycja. Dobra muzyka się nie starzeje, oto dowód.

Gramm ‎– (Personal_Rock)

Na tej samej zasadzie co „Pop” do zestawienia „The best of 2019” musiała też trafić jedyna płyta Jana Jelinka nagrana pod pseudonimem Gramm. Płyta genialna od początku do końca i równie wyjątkowa pozycja w osobistej płytotece. 10/10 od dwudziestu lat.

DWIG – music for xxx

Jeden z najciekawszych twórców deep-house’owych i jego czwarty album studyjny, który – jak każdy poprzedni w istocie – można było kupić w ciemno. A nawet trzeba było, bo nakład rozszedł się jak ciepłe bułeczki. Kto przegapił kupić może od rekinów z Discogsa, płacąc rzecz jasna dwa razy tyle. Czy warto? Nie mam żadnych wątpliwości. [Recenzja autorska]

Burial ‎– Tunes 2011-2019

Są w tym zestawieniu reedycje, niech będzie też kompilacja. Tym bardziej, że zostawia ona w tyle większość „nowych” elektronicznych płyt tego roku. Trudno się dziwić, gdy chodzi o takiego artystę jak Burial. Geniusz o wyjątkowej wrażliwości, którego album „Tunes 2011-2019” można określić krótko: fenomenalny. [Gdyby ktoś chciał szerzej: recenzja autorska Jarka Szczęsnego]

Priori – On A Nimbus

Debiutancki album Francisa Latreille’a aka Priori, jednego z współzałożycieli i prowadzących wytwórnię NAFF to zdecydowanie najprzyjemniejsze techno 2019 roku, przefiltrowane przez hipnotyzujący idm i delikatne elementy jungle. Remedium dla wszystkich zmęczonych mocarnym techno i szukających czegoś „lżejszego”, a przy tym płyta, której wyjątkowo słucha się także w domu. Bardzo warto, bo to bardzo fajna płyta. I można sobie popatrzeć na okładkę jak kiedyś na te japońskie obrazko-książeczki. Tylko przyjemniej.

Segue – The Island

Jest Segue (Jordan Sauer), są duby. Jest też ambient no i jest kanadyjska oficyna Silent Season. Wreszcie jest dokładnie tak jak okładka podpowiada. Zabrać ten album i uciec na bezludną wyspę, odcinając od siebie cały świat. Niesamowite wrażenia. I takich właśnie życzę wam na 2020.
[PS: a jeśli chcecie nabyć The Island w naprawdę przyzwoitej cenie – zajrzyjcie do sklepu z poniższego linku].

Król – Nieumiarkowania

Nie chce nam mówić niczego wprost. Czytaj dalej »

Bella Boo – Once Upon a Passion

Z półprzymkniętymi oczami. Czytaj dalej »

FKA Twigs – Magdalene

Jedno płuco. Czytaj dalej »

Jenny Hval – The Practice of Love

Niski próg trudności. Czytaj dalej »

Sandro Perri – Soft Landing

Chłód melodii. Czytaj dalej »

Black Pumas, Equiknoxx oraz Haiku Salut

Grzeszne przyjemności. Czytaj dalej »

Tyler, The Creator – IGOR

Władca marionetek. Czytaj dalej »

The Cinematic Orchestra, Catz n Dogz, Placid Angels i A Man Called Adam

Cztery długo wyczekiwane powroty.

/ / /

The Cinematic Orchestra – To Believe

Piąty album studyjny The Cinematic Orchestra zatytułowany „To Believe”, którego premiera przypadła na 15 marca, ukazał się aż po 12 latach przerwy od poprzedniego „Ma Fleur”. W międzyczasie kultowy brytyjski skład wypuścił ścieżkę dźwiękową do filmu „The Crimson Wing: Mystery of the Flamingos”, koncertowy „Live at the Royal Albert Hall” oraz własną kompilację w ramach popularnej serii Late Night Tales, ale na nowe prace prosto ze studia, fani musieli nieco poczekać. „To Believe” w pełni im to jednak wynagradza niosąc siedem świeżych kompozycji wyprodukowanych przez Dominica Smitha i Jasona Swinscoe. Wśród zaproszonych gości między innymi wspaniały Roots Manuva, który pojawił się w singlowym „A Caged Bird / Imitations of Life”, Moses Sumney (utwór tytułowy), Tawiah („Wait for Now / Leave the World”), Grey Reverend („Zero One / This Fantasy”) oraz Heidi Vogel w rozbudowanym utworze „A Promise”.

The Cinematic Orchestra po raz kolejny potwierdzają swoją muzyczną klasę i wrażliwość oraz właściwy sobie perfekcjonizm w tworzeniu muzyki. To, co dla wielu jest nieosiągalne, u The Cinematic Orchestra cechuje każde ich wydawnictwo. „To Believe” została bowiem nagrana ze słyszalnym zaangażowaniem i oryginalnym pomysłem na aranżację, a przede wszystkim z uniwersalnym przekazem. Delikatne kompozycje z pogranicza idm, downtempo i nu jazzu po raz kolejny ujmują swoim spokojem i zakodowaną w nich wrażliwością.

Na wysoką ocenę albumu wpływają też zaproszeni goście, wspomniani powyżej, którym bez wyjątku z sukcesem wyszło zaśpiewanie emocjonalnych i jak za każdym razem w przypadku Cinematic, bardzo uniwersalnych tekstów, w których może się przejrzeć dosłownie każdy. Świetny album, bez dłużyzn ani powtórek z poprzednich płyt, a jednak w stylu charakterystycznym dla Cinematic, wciąż nie skopiowania. Tym bardziej cieszy, że w maju The Cinematic Orchestra przyjeżdżają do Polski aż na 5 koncertów! Kto nie był (chociażby dwa lata temu na koncercie otwarcia Festiwalu Tauron Nowa Muzyka) zdecydowanie powinien zaopatrzyć się w bilet, bo to naprawdę wspaniałe przeżycie koncertowe. UWAGA: warszawski koncert już jest sold outem!

Szczegóły koncertu w Gdańsku
Szczegóły koncertu w Poznaniu
Szczegóły koncertu we Wrocławiu
Szczegóły koncertu w Krakowie

Profil The Cinematic Orchestra na Facebooku »
15 marca 2019 | Ninja Tune

/ / /

Catz n Dogz – Friendship

W marcu z nowym albumem powrócili też Catz n Dogz. Czwarty album studyjny polskiego duetu, tworzonego przez Wojtka Tarańczuka i Grzegorza Demiańczuka, nosi tytuł „Friendship” i ma być wyrazem celebracji przyjaźni i radości oraz dzielenia się pozytywnymi emocjami między ludźmi. Trudno się nie zgodzić. Na płycie po pierwsze w zdecydowanej większości utworów pojawiają się goście, wśród których m.in. WhoMadeWho, Jono McCleery, Egle Sirvydyte, James Yuill, ZENSOFLY i Maxville, Kiddy Smile & Rouge Mary oraz czołowi przedstawiciele polskiej sceny: Rosalie. i Taco Hemingway. Po drugie, klimatycznie płyta rzeczywiście pełna jest ciepłych i radosnych brzmień, co słyszalne jest już od pierwszej minuty albumu.

To zdecydowanie najcieplejszy brzmieniowo materiał polskiego duetu, mogący nawet momentami zaskakiwać, szczególnie wieloletnich fanów Catzów, którzy spodziewali się house’u i dance (np. utrzymany w konwencji popowo-trapowej „Yi Fang” ze zmiksowanymi wokalami rapującego po angielsku Taco Hemingway’a). Jednocześnie druga część płyty pełna jest hipnotyzującego, momentami energetycznego (np. „Water” z udziałem Eglė Sirvydytė), a momentami zmysłowego (np. „Would You Believe” z udziałem J. McCleery’ego) house’u, za którego brzmienie fani Catz n Dogz pokochali ich ponad 10 lat temu (!). „Friendship” nie powinien więc nikogo zawieść. Jest ciepło, przyjemnie i letnio, co z kolei odruchowo kieruje myśli na line-up tegorocznego Audioriver. Naturalnie, Catz n Dogz dumnie otwierają spis artystów pod literką „C”. Naturalnie, bo żaden polski artysta nie kojarzy się tak wprost z Audioriver, festiwalową legendą energetycznej radości, jak właśnie duet Wojtka i Grzegorza. W ubiegłym roku ich set był jednym z najmocniejszych, wątpię by w tym roku było inaczej.

Profil Catz n Dogz na Facebooku »
29 marca 2019 | Pets Recordings

/ / /

Placid Angels – First Blue Sky

Na nowy album Placid Angels, pod którym to pseudonimem tworzy doświadczony artysta ambient-techno John Beltran, musieliśmy czekać aż 22 lata! Poprzedni i zarazem jedyny album do czasu ukazania się nowego „First Blue Sky” – zatytułowany „The Cry” – ukazał się wszak w 1997 r. nakładem popularnej Peacefrog Records. Nowa „First Blue Sky”, wydana przez Magicwire, to kolejne, tak po „The Cry” jak i solowych wydawnictwach Beltrana, wyjątkowe połączenie ambientu, breakbeatu i techno, któremu to stylowi John Beltran nadaje charakterystyczny tylko dla niego pierwiastek, pełny dojrzałości (być może wynikającej z wieku artysty choć absolutnie proszę nie brać tego za żaden przytyk), szczerości i życiowej mądrości.

Beltran nigdy nie był wszak elektronicznym celebrytą ani nie bawił się w trolling dla powiększenia swoich dochodów z muzyki, a jego niewątpliwy sukces muzyczny i stałe zapisanie się na kartach historii ambient-techno zawdzięcza wyłącznie swojej muzyce. Czy gatunek ten byłby taki sam bez pełnej wyrazistych brzmień „Ten Days Of Blue”, pozbawionej przy tym narkotykowych wojaży? Nie. Każdy kto raz zetknął się z jego muzyką został oszczędzony pogrążaniu się w wizji beznadziei i braku sensu życia. Tak jakby Beltran tworzył muzykę, która ma tchnąć w słuchacza nadzieję, optymizm i wiarę w cel każdego pojedynczego życia, które pojawiło się na tym świecie. Taka jest również „First Blue Sky”, która tak swoim tytułem jak i tytułami poszczególnych utworów budzi sens bycia i przeżywania tak dobrych jak i trudnych emocji, radość dzielenia się z innymi czy obcowania z drugim człowiekiem jak i naturą.

Brzmienie Beltrana jest jednocześnie spokojne i energetyczne, budowane z dużą pewnością co do doboru poszczególnych efektów, jak i ich idealnym wyważeniem. Kiedy napięcie rośnie, to bez chaotycznych zwrotów i nadmiernego napięcia, kiedy potrzeba wytchnienia, Beltran operuje niuansami i pauzami, nie tracąc przy tym dynamiki melodyczności ani siły wyrazu. Stawiam tezę, że w „First Blue Sky” zakochają się fani serialu „Six Feet Under”, choć śmiało rekomenduję go wszystkim. Drzemią w nim bowiem nieograniczone pokłady nadziei i wielu trudnych jednoznacznie do nazwania emocji, co ogólnie można określić „dobrem”. 10/10 i na pewno top najlepszych albumów 2019 r.

Profil Johna Beltrana na Facebooku »
15 marca 2019 | Magicwire

/ / /

A Man Called Adam – Farmarama

Po niemal równie długiej przerwie jak John Beltran, bo 21-letniej, z nowym albumem powrócili również A Man Called Adam, brytyjski duet tworzony przez Sally Rodgers i Steve’a Jonesa. Na przestrzeni całej swojej kariery tj. od debiutanckiego „The Apple” (1991 r.) do najnowszego albumu „Farmarama” tworzyli elektronikę zahaczającą o najróżniejsze stylistyki: acid jazz, house, idm, ale zawsze najsilniej dominowało u nich downtempo, dla którego stali się jednymi z czołowych przedstawicieli. Tak jest i tym razem.

„Farmarama” obfituje w urokliwie luźne brzmienia charakterystyczne dla „ruchu” Cafe del Mar, z którymi swobodnie współgra charakterystyczny głos Sally Rodgers („Mountains And Waterfalls” i „Higher Powers”). Jej wokale czasem przypominają styl Grace Jones (szczególnie w „Ou Pas”), a czasem styl Róisín Murphy. Zestawione z balearycznymi melodiami, pełnymi miękkich bębnów i dyskretnych dodatków (jazzowe dęciaki, spokojna gitara, zmysłowe pianino czy nawet delikatne reverby i delay’e), wywołują poczucie spokojnego i bezpiecznego relaksu. Przymiotniki te, być może nie są dziś na topie z uwagi na gigantyczną modę na mocne techno, EBM czy brzmienia industrial, ale kto pamięta boom na downtempo, jaki miał miejsce w latach 90., ten odnajdzie w muzyce na „Farmarama” wspomnienie tamtych lat.

A Man Called Adam zadbali też o to, by słuchacza jednak także zaskoczyć. Przykładowo: na „Farmarama” znajdujemy też stonowane, a nawet chłodne brzmienia zahaczające o styl modern classical („Top of The Lake”), a nawet beatsy („Michael”). W „Tic Toc” robi się reggae’owo (!), w „Spot Ladies” – za sprawą perkusji – bardziej rockowo, co urozmaicają dodatkowo sample. Całość zamyka disco w „Paul Valery At The Disco”. Podsumowując: przyjemne downtempo (ale nie tylko).

Profil A Man Called Adam na Facebooku »
6 marca 2019 | Other Records Ltd.

/ / /

Bluszcz, Młody kotek oraz Piotr Kurek

Polska elektroniką stoi. Część druga. Czytaj dalej »

Aldous Harding – Designer

Chciałbym, żeby było inaczej. Czytaj dalej »

Kucz/Bilińska – Kucz/Bilińska

To nie jest płyta na dzisiejsze czasy. Czytaj dalej »

Eksperymentalne oblicze RPA – część czterdziesta

Nowy rok i nowa część cyklu. Całkiem niedawno wyszły dwa albumy szwajcarskiego producenta Dejota, który nagrał je podczas pobytu w RPA. Poznajcie jego wyjątkową elektronikę! Czytaj dalej »

The Good, The Bad & The Queen – Merrie Land: Dwugłos

Oto nasz dwugłos w sprawie powrotu projektu The Good, The Bad & The Queen. O płycie „Merrie Land” piszą: Jarosław Szczęsny i Daniel Barnaś. Czytaj dalej »

Neneh Cherry – Broken Politics

Ucieczka od masowej popularności. Czytaj dalej »

The Blaze – Dancehall

Wręcz przeciwnie. Jamajskich brzmień tu nie znajdziecie. Z kolei dance’owych – całą paletę.

Po kapitalnej EP-ce „Territory” francuski duet The Blaze powrócił z nowym wydawnictwem, którym jest debiutancki album „Dancehall”. Opisując jego muzyczną zawartość należałoby jednak odciąć „hall”. Jamajskich brzmień tu bowiem nie znajdziecie. Z kolei dance’owych – całą paletę.

Czytaj dalej »

Sandro Perri – In Another Life

Paryż dla wszystkich. Czytaj dalej »

Kathryn Joseph – From When I Wake the Want Is

Odpowiedniczka. Czytaj dalej »

Tirzah – Devotion

Uszy na debiut. Czytaj dalej »

Wax Chattels | No Kind Of Rider

Dwa bardzo ciekawe alternatywne zespoły z różnych krańców świata – Nowej Zelandii i Stanów Zjednoczonych – które powinny znaleźć się w line-upie letnich festiwali! Czytaj dalej »