Wpisz i kliknij enter

Igor Boxx – Dream Logic

Igor Pudło, 1/2 duetu Skalpel, po głośnym albumie „Breslau”, serwuje kolejną część swoich solowych produkcji.

„Breslau” to krążek z cyklu „opowiadam jakąś historię”. I to taką pisaną przez duże H. W 1945 roku do Wrocławia zbliża się Armia Czerwona, a skazani na porażkę naziści ogłaszają miasto twierdzą – Festung Breslau miało się bronić do ostatniego żołnierza. Pudło muzyką spróbował odtworzyć nastroje małej apokalipsy w obleganym mieście. Wyszło świetnie – takie zdrowe, bez patosu i polaczkowego nabzdyczania się historyczne podejście powinno być ochoczo wykorzystywane.

Teraz mamy młodziutki rok 2013, Wrocław kwitnie, żadne wojska go nie oblegają, chyba że studenci i żądni ciał oraz taniego piwa turyści. W Pasażu Niepolda co weekend stukają tipsy o klipsy, bass z papierowych głośników hula po klubach, a miasto przeobraża się w europejską metropolię. I znów pojawia się Igor Boxx, tym razem z „Dream Logic”, drugim solowym albumem, który wciąż jest powrotem do przeszłości – nie tak głębokiej jak lata II Wojny Światowej, ale w czas lat 90. – złotej ery Ninja Tune, cut’n’paste jazzu, downtempo i trip-hopu.

Pierwsze sekundy płyty trafiają prosto między oczy – przecież to prawie te same głosy które otwierały „Virtual Cuts” Skalpela! Ta krajanka z 2001 roku to był istny przewodnik po wszelkich rytmach nu i trip. Tam zmiksowane w fenomenalny sposób utwory tworzyły trochę inteligencką „Jaką to melodię” – przy piwie, z kumplami, prześcigaliśmy się kto pierwszy rozpozna „Easy Muffin” Tobina, zamaskowane sample od Coldcut, Viberta czy Björk.

Jak to w Skalpelu bywało, a tym razem solo u Boxxa, wszystko jest pocięte z chirurgiczną precyzją. Igor rzeźbi w jazzie – te lekkie improwizacje zderzają się z bitami instrumentalnego hip-hopu, okruchami psychodelii i krautrocka (co jest łącznikiem z „Breslau”). Słychać tu przeróżne drumy, wokalne skity, jazzowe instrumentaria, funkowy feeling a nawet chiptunowe pyknięcia – „Kitsch Me To Dance”. Cała płyta to studium bezpretensjonalnego, swobodnego i abstrakcyjnego podejścia – tło utworów ugina się od rozmaitych sampli. Pełen old school.

Fenomenem „Dream Logic” jest przede wszystkim naturalność i spontaniczność. Chyba niewyobrażalnie radosne musi być klejenie z zakurzonych winyli i zapomnianych presetów utworów-patchworków. Sampling to wciąż jedna z bardziej efektownych i efektywnych muzycznych metod – z kanciastych i kostropatych dźwięków ze skrajnie innych parafii, dzięki dobremu DJowi, rodzi się gładka powierzchnia muzycznej spójności. Trzeba mieć tylko nieosiągalną dla Kowalskiego logikę, logikę samplingu… Mimo że to połówka Skalpela, nie stępiła się ona, nic a nic.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] odbiór tego albumu. Klimatem powraca na chwilę do poprzedniego solowego wydawnictwa Igora Boxxa, „Dream Logic”, przyśpieszając tempo i dodając taneczne elementy. Podobny zabieg słychać w „Stolen […]

dadaista
dadaista
7 lat temu

Niewątpliwie słychać na tym albumie dość mocno, że wyszedł spod ręki Igora Boxxa. Lecz wyraźniej zauważą to te osoby, które słyszały Boxxa na żywo, aniżeli jedynie osłuchani w domowym zaciszu z poprzednim studyjnym krążkiem, czyli „Breslau”. A to dlatego, że te dwa albumy nie są jakoś silnie brzmieniowo podobne do siebie. Mnie ta różnica w stylistyce bardzo zaskoczyła prawdę mówiąc. Zaskoczyła tak bardzo, że nie wiem jeszcze co o niej myśleć. Ale może się to skończyć tak, jak moja przygoda z „Breslau”: najpierw obojętność, a nawet lekka niechęć, która po jakimś czasie przemieniła się w głęboką muzyczną miłość.

Polecamy