Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.



Disco Piątki – lekcja 12: Fred Falke

Monsieur Frédérick Falke – jego biografie, dyskografie, stary sprzęt i skromny uśmiech, wypełnią 12 odcinek cyklu.

Prestiżowe miejsce apartamentu w Tuluzie zajmuje studio. Ogromne okno i malowniczy widok z szóstego piętra na miasto jest nieważny – za to ważna jest kolekcja syntezatorów, gitar, automatów perkusyjnych, sekwencerów, zajmujących wszystkie możliwe wolne zakątki. Od Rolandów, po stare Yamahy CS-80 i Moogi: to z nich wydobywa się ten dźwięk synthu, który jest tak charakterystyczny w disco-house’owych produkcjach Freda.

Bo Fred Falke ciągle żyje w XX wieku – widać po tym, czym ma zagracone mieszkanie – i te rejony odkrywa jego muzyka: to zakotwiczony gdzieś po „Homework” od Daft Punk, nurt, którym podążyło tylu francuskich producentów. Z organicznym brzmieniem bassu, posamplowanych instrumentów, połączonych tymi starymi, piętrzącymi się syntezatorami – prawdziwy, seksowny „french touch”, „filtered house”.

FALKE STUDIO

Falke zaczynał jako gitarzysta basowy – pierwsze muzyczne kroki stawiał w jazz bandach w Tuluzie. Zanim zaczął tworzyć drużynę z Alanem Braxe i Krisem Menace, współpracować z Burnsem, nagrywać dla Kitsune, wreszcie, zanim zasłużył na miano króla french-house’owych remiksów miał epizod w Hong-Kongu. Sprowadził go tam znajomy saksofonista – właśnie tam Falke, grając w sesjach jazzowych, zaczął nagrywać pierwsze dema i pierwszy raz spotkał się z profesjonalnym studio.

Po powrocie do Francji zaczął kolekcjonować pierwszy elektroniczny sprzęt i programy, aż spotkał Alana Braxe. Kiedyś Francja i pół Europy słuchało Stardust – „Music Sound Better With You”. To właśnie Braxe, Thomas Bangalter i Benjamin Diamond odpowiadają za ten utwór. Dzięki współpracy z nim i sesjach gdzie łączyli instrumentalne granie z house’ową maszynerią, Falke zostawił jazz w oddali. Jednak jak sam podkreśla – to jazz sprawił że tak się stało, bo ta muzyka uczy otwartego umysłu, chęci improwizacji. A disco-house zauroczyło go funkowym samplingiem, melodiami, oraz wolnością tworzenia i wyboru.

Największy rozgłos przyniosły mu remiksy – z popowych piosenek wyciąga najciekawsze momenty i obrabia je w swoim studio tak, że brzmią niezwykle – jakby zawieszone w przestrzeni, w kalejdoskopowych syntezatorach i wokalach, brzmiąc trochę klasycznie i trochę nowocześnie. Remiksował mnóstwo, a wśród nich: Lykke Li, Gossip, Grizzly Bear, Robyn, Justice, największe gwiazdki popowego przemysłu – Nicole Scherzinger, Katy Perry. Nawet U2 ubrał w french touch. Falke łapiąc się tak bliskich i tak dalekich gatunkowo rewirów, udowadnia jak cenionym remikserem jest i czym dla niego są gatunkowe podziały.

1. Fred Falke – 808 PM At The Beach

„Part IV” to pierwszy i jedyny do tej pory album Freda. Wydany w 2011 dla „Work It Baby”, paryskiej tłoczni Krisa Menace jest mieszanką starych i nowych kawałków, a zaczyna się właśnie tak: „808 PM At The Beach” to wizytówka, która dobrze charakteryzuje to co gra Falke i co przewija się w dalszej części albumu.


2. The Whitest Boy Alive – Golden Cage (Fred Falke Remix)

Wśród tylu remiksów, ten jest najważniejszy – to prawdziwy przełom w jego karierze. Od tego momentu zaczął dzwonić telefon i mnóstwo ludzi zwróciło uwagę na produkcje FF. Bassline który przewija przez cały utwór wygrywa na gitarze właśnie Falke – a tak to robi na żywo.

3. Fred Falke – Look Into Your Eyes

Z popowym błyskiem Falke nakręcił taki disco-house’owy numer, który mógłby na nowo otworzyć Roulé, jeden z pionierskich labelów definiujących french-touch.

4. Hot Chip – Colours (Fred Falke Remix)

Kolejny remiks i bezcenny moment, kiedy francuskie „Colours” lepsze od brytyjskiego oryginału.

5. Fred Falke – Last Wave

Najostrzejszy utwór z „Part IV” – pośród nastrojowych wspomnień Vangelisa („Memories”), house’owego hołdu dla „Chicago”, znalazł się na albumie numer 3 – parkietowa petarda „Last Wave”.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.