Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.

Various Artists – Total 19
Paweł Gzyl:

Witamy jesień z Kompaktem.

Alessandro Cortini – Volume Massimo
Jarek Szczęsny:

Wyłapywanie wadliwych elementów.



Paul Jebanasam – Rites

Ludzki los rozpisany na pięć kompozycji z pogranicza ambientu, metalu i drone music. 

Ten pochodzący ze Sri Lanki producent, zaczynał swoją działalność jeszcze w Australii. Zachwyciwszy się nowoczesną elektroniką podczas studiów artystycznych, przeniósł się do Anglii. Trafił do kipiącego wówczas basowymi dźwiękami Bristolu i tam nawiązał kontakt z wytwórnią Tectonic. To właśnie ona opublikowała najważniejsze płyty duetu Moving Ninja, w którym Paul Jebanasem i Farj realizowali własną wizję dubstepu.

Z czasem młody producent dostrzegł pewne ograniczenia wynikające z tworzenia klubowych brzmień. I poświęcił się wtedy swej innej pasji – muzyce minimalistycznej. Zainspirowany dokonaniami Arvo Parta zrealizował dwa lata temu dźwiękową instalację, która została zaprezentowana w katedrze Jana Chrzciciela w Bristolu. Zachęcony sukcesem wydarzenia, zaczął pracę nad swą pierwszą autorską płytą.


„Rites” wypływa w prostej linii z linearnej struktury, jaką ma ludzkie życie. Jebanasem zaczyna od narodzin – stąd pierwszy utwór uderza w mocno podniosłe tony, łącząc choralne śpiewy z dobywającym się z tła warczącym dronem. Druga kompozycja powstała z preparowanych dźwięków uzyskanych dzięki fortepianowi – stąd otwierają ją przestrzenne stuki, które z czasem zalewa zaszumiona fala przesterowanego noise’u, podszyta później tektonicznym rytmem o marszowym pulsie.

„Rites III” ma kameralny charakter – a kompozycję tworzą tęskne dźwięki przetworzonej wiolonczeli, osadzone na świdrującym tle uzyskanym z niskich tonów podwójnego basu. Choć kolejny utwór zaczyna się od glitchowych defektów, jego głównym elementem są dzikie eksplozje gitarowego zgiełku o wręcz metalowym rodowodzie. Tutaj śmierć oznacza ekstazę – i po niej przenosimy się na niebiańskie łąki, odmalowane za pomocą minimalistycznych pasaży statycznych smyczków.

„Rites” to muzyczny hymn na cześć uniwersalnego charakteru muzyki – zapisany w monumentalnych dźwiękach o wręcz transcendentnym charakterze. Aż dziw bierze, że płyta trwa tylko 35 minut. Poszczególne nagrania można by rozciągnąć wręcz w nieskończoność. Bo przecież dźwięk nie ma końca. Tak jak ludzkie życie.

Subtext 2013

www.subtextrecordings.net

www.facebook.com/subtextrecordings

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Jebanasam – no zajebiście się zwie 🙂