Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.

Earth Trax – LP1
Jarek Szczęsny:

Nic ponadto.

Radosław Kurzeja – Ogród botaniczny w Palermo
Jarek Szczęsny:

Niekontrolowane lenistwo.

Koza – Patologya
Jarek Szczęsny:

Atrakcyjność ujemna.

Caribou – Suddenly
Bartek Woynicz:

Co nagle, to po diable?

FOQL & Fischerle – Personal Wastelands
Jarek Szczęsny:

Triskeliony.



Paul Jebanasam – Rites

Ludzki los rozpisany na pięć kompozycji z pogranicza ambientu, metalu i drone music. 

Ten pochodzący ze Sri Lanki producent, zaczynał swoją działalność jeszcze w Australii. Zachwyciwszy się nowoczesną elektroniką podczas studiów artystycznych, przeniósł się do Anglii. Trafił do kipiącego wówczas basowymi dźwiękami Bristolu i tam nawiązał kontakt z wytwórnią Tectonic. To właśnie ona opublikowała najważniejsze płyty duetu Moving Ninja, w którym Paul Jebanasem i Farj realizowali własną wizję dubstepu.

Z czasem młody producent dostrzegł pewne ograniczenia wynikające z tworzenia klubowych brzmień. I poświęcił się wtedy swej innej pasji – muzyce minimalistycznej. Zainspirowany dokonaniami Arvo Parta zrealizował dwa lata temu dźwiękową instalację, która została zaprezentowana w katedrze Jana Chrzciciela w Bristolu. Zachęcony sukcesem wydarzenia, zaczął pracę nad swą pierwszą autorską płytą.


„Rites” wypływa w prostej linii z linearnej struktury, jaką ma ludzkie życie. Jebanasem zaczyna od narodzin – stąd pierwszy utwór uderza w mocno podniosłe tony, łącząc choralne śpiewy z dobywającym się z tła warczącym dronem. Druga kompozycja powstała z preparowanych dźwięków uzyskanych dzięki fortepianowi – stąd otwierają ją przestrzenne stuki, które z czasem zalewa zaszumiona fala przesterowanego noise’u, podszyta później tektonicznym rytmem o marszowym pulsie.

„Rites III” ma kameralny charakter – a kompozycję tworzą tęskne dźwięki przetworzonej wiolonczeli, osadzone na świdrującym tle uzyskanym z niskich tonów podwójnego basu. Choć kolejny utwór zaczyna się od glitchowych defektów, jego głównym elementem są dzikie eksplozje gitarowego zgiełku o wręcz metalowym rodowodzie. Tutaj śmierć oznacza ekstazę – i po niej przenosimy się na niebiańskie łąki, odmalowane za pomocą minimalistycznych pasaży statycznych smyczków.

„Rites” to muzyczny hymn na cześć uniwersalnego charakteru muzyki – zapisany w monumentalnych dźwiękach o wręcz transcendentnym charakterze. Aż dziw bierze, że płyta trwa tylko 35 minut. Poszczególne nagrania można by rozciągnąć wręcz w nieskończoność. Bo przecież dźwięk nie ma końca. Tak jak ludzkie życie.

Subtext 2013

www.subtextrecordings.net

www.facebook.com/subtextrecordings

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Jebanasam – no zajebiście się zwie 🙂