Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Ghostpoet – Some Say I So I Say Light

Ghostpoet, a właściwie Obar Ejimiwe, ma nieprzeciętny talent do kreowania dusznego, ciemnego i przeszytego niepokojem, miejskiego klimatu.

Some Say I So I Say Light” udowadnia, że nominowany do Mercury Prize 2011 debiut “Peanut Butter Blues And Melancholy Jam” nie bezpodstawnie był obwoływany objawianiem ostatniej dekady, a sam twórca za jedną z największych nadziei brytyjskiej sceny.

Anglik z nigeryjsko-dominikańskimi korzeniami znakomicie poradził sobie z syndromem drugiej płyty. Ewoluował, nie ruszając się jednak za daleko od przypisanych tylko sobie rejonów. W przeciwieństwie do debiutu nie zaszył się ponownie w sypialniano-laptopowym studiu tylko z pomocą doświadczonego producenta Richarda Formby’ego ( Wild Beasts, Egyptian Hip-Hop) skorzystał z dobrodziejstw profesjonalnych przestrzeni realizacji dźwięku.

Some Say I So I Say Light” bardzo udanie równoważy nowoczesne trendy elektroniczne, niesztampowe, często idące “pod prąd” rytmy, z akustycznym instrumentarium skrzypiec czy fortepianów i rzucanymi na pięciolinie slamopoetyckimi tekstami zapodawanymi przez charyzmatyczny, smolisty wokal. Niewyraźną sylwetkę Ghostpoet można tu spotkać gdy stoi na schodach piętrowego autobusu, którego kierowcą bywa ktoś w pokroju Kevina Martina (King Midas Sound), Gila Scotta-Herona lub Toma Yorke’a. Innym znowu razem “Ducha” można znaleźć w jakimś opuszczonym pustostanie nad Tamizą, gdzie za ścianami pobrzmiewają echa Roots Manuva’y, Daddy’ego G czy Adriana „Tricky’ego” Thawsa, a spod podłogi dobiegają wibracje z wiecznie pulsujących brytyjskich parkietów.

Rozpoczynające krążek Cold Win łączy 2 step z  jazzującą sekcją dętą, ThymeThymeThyme zabiera nas na niespieszną wycieczkę z onirycznymi organami i zdenerwowanym hi-hatem, kończące album Comatose łączy klasycznie rozpisane smyczki z electro-cowbellem a la Gus Gus, znowóż Dorsal Morsel spuszcza kotarę złożoną z synth arpeggiów na zapętlony wokal art rockowego wokalisty Gwilyma Golda, który wspomaga “poetę” w tym numerze.

Bardzo udanym ruchem Ghostpoet było zaproszenie do kilku refrenów niebanalnych, folkowych wokalistek, które przynoszą swoisty oddech pomiędzy rapodeklamowaniem Ejimiwe. W opartym na 4-akordowym pasażu, okraszonym szczątkami perkusyjnych synkop Dial Tones śpiewa znana z Bombay Bicycle Club, kruchliwa Lucy Rose, zaś w fenomenalnym, singlowym Meltdown, udziela się debiutująca w zeszłym roku Woodpecker Wooliams. Utwór z jej udziałem składa się z kliku zapętlonych dźwiękowych puzzli. Pierwsze elementy to surowy rytm z dubowym werblem oraz minimalistyczna linia melodyczna zagrana w dolnym rejestrze elektrycznego pianina. W tle słychać też pulsujący telegraficznie dźwięk regularnie powtarzany już do końca numeru i to właśnie on podskórnie napędza ten kawałek. Ghostpoet zaczyna kreślić swoją część metaforycznego dialogu o bezsensownym cierpieniu w niedopasowanym związku ( teledysk!). W refrenie odpowiada drugi rozmówca, zarówno w postaci granej tym razem w górnej oktawie, pięknej rhodesowej melodii jak i songwriterki z Brighton, która responduje:

„I think we’re on the meltdown, I fell in my bones, you know, Don’t fell right

W drugiej zwrotce swoje miejsce znajduje dodatkowo linia basu, a wszystkie klocki układanki zdają się współtworzyć idealnie wypełnioną całość. Po drugim refrenie autor wycofuje część pętli i dokładając rzewne partie smyków, uwypukla jednogłos rozmówców zgadzających się, że czas podążyć za swym prawdziwym głosem. Niewątpliwie jest to jeden z najoryginalniejszych ostatnimi czasy numerów, traktujących o jakże wyeksploatowanym temacie miłości/związków/złamanych serc.

Swego rodzaju muzycznym balkonem odstającym od raczej minorowo określonej fasady całej płyty, jest numer zatytułowany Plastic Bag Brain. Marynarską w skojarzeniu melodię wygrywa tu na gitarze Dave Okumu ( The Invisible; Jassie Ware), a całość napędza afro-beatowa perkusja zagrana przez samego Tony’ego Allena (Fela Kuti; The Good, The Bad & The Queen).

Na osobny akapit zasługuje liryka Ghostpoet. W tekstach, które śmiało można by wydać jako poetycki tomik odnajdziemy sporo wielkomiejskich lęków, samotności oraz depresyjnych samoopisów. Wiele przemyśleń trafia do nas za pomocą oryginalnych metafor i porównań: ”Żyły trzaskają jak paczka Pringlesów” (Dorsal Morsel), “ Oczy czerwienieją jak światła hamowania” (Dial Tones), “Myślę, że mam problem, ale lustro mówi „nie”” ( Comatose). Sam Ghostpoet powiedział o swojej twórczości dość filozoficznie: “Chce tworzyć muzykę, której jeśli nawet kompletnie nie rozumiesz, co staram się przez nią powiedzieć pozwoli Ci zrozumieć świat jaki chcę wykreować”. Rzeczywiście, nawet jeśli tworzyłby w sobie tylko znanym języku, podskórnie dobrze wiedzielibyśmy o co w twórczości Ejimiwe chodzi.

Some Say I So I Say Light”  jest płytą niezwykle wyważoną i używa dokładnie tyle środków ile trzeba. Słychać, że Ghostpoet z jednej strony dokładnie przemyślał treść i formę jaką chce się posłużyć tworząc swój drugi album, z drugiej zaś dość spontanicznie otworzył swoje rany, które nasączyły całość poczuciem bolesnej prawdziwości.

6.05 2013 | Play It Again Sam

Słuchaj na Soundcloud » Profil na Facebooku » Profil na YouTube »

 

 

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.