Robin Saville – Build A Diorama
Paweł Gzyl:

Na powitanie wiosny.

Ku_tzu – Architekci wspomnień
Jarek Szczęsny:

Miejsce, w którym wszystko słychać.

NOON – Nobody, Nothing, Nowhere
Bartek Woynicz:

„Above me, below, me all around me”

Desire Marea – Desire
Jarek Szczęsny:

To nie pierwszy taki przypadek.

His Master’s Voice – Log: Canis Majoris
Paweł Gzyl:

Podróż w stronę Syriusza.

Cel (Felix Kubin & Hubert Zemler) – Cel
Jarek Szczęsny:

Radosne odbicie.

Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.



Matias Aguayo – The Visitor

Archetypowa elektronika klubowa ma wiele wspólnego z transową muzyką etniczną.

Chociaż ten pochodzący z Chile producent był od początku swej kariery blisko związany z kolońskim Kompaktem, który opublikował dwa jego autorskie albumy, w końcu cztery lata temu założył własną wytwórnię. W ciągu tego czasu Cómeme wyrosła na jedną z bardziej oryginalnych tłoczni na klubowej scenie, z powodzeniem wyrabiając sobie dobrą markę. Nic więc dziwnego, że trzecia płyta solowa Matiasa Aguayo ląduje już w katalogu tejże firmy.

Materiał na „The Visitor” powstawał aż pięć lat. W tym czasie chilijski producent sporo podróżował – stąd nagrania rodziły się w różnych miejscach świata, od Buenos Aires i Meksyku po Sternhagen Gut i Berlin. „Muzyka to rodzaj komunikowania się z ludźmi, dlatego ciekawsze jest jej wspólne tworzenie, dające możliwość nauczenia się czegoś od innych” – podkreśla Aguayo. Dlatego w tworzeniu jego nowego albumu wzięło udział wielu specjalnie zaproszonych artystów.

Najważniejszym z nich był współproducent całości – Scott Monteich, znany bardziej jako Deadbeat. Cały styczeń tego roku chilijski twórca spędził w górskiej części Kolumbii, dokonując nagrań młodych muzyków, łączących etniczną rytmikę regionu ze współczesną muzyką taneczną. Na perkusji zagrał również pochodzący z Moskwy, a obecnie mieszkający w Berlinie Philipp Gorbachev. Innymi reprezentantami Cómeme, których Aguayo zaprosił do współpracy byli dwaj artyści z południowej Ameryki – Daniele Maloso i Alejandro Paz. W towarzystwie tym nie mogło zabraknąć również kultowego wokalisty z Chile – Jorge Gonzaleza, znanego z działalności projektu Los Prisioneros.

Całe to towarzystwo sprawiło się wyjątkowo dobrze – bo powstała zaskakująco ciekawa i oryginalna płyta. Głównym jej wątkiem jest cumbria house – czyli egzotyczna stylistyka taneczna, łączącą plemienne dźwięki bębnów z nowoczesną elektroniką. Trochę to przypomina dancehall – ale ma znacznie bardziej transowy puls i surowe brzmienie. Od nagrania utrzymanego w tym gatunku zaczyna się cały album – to eksplodujący dziką energią „RRRR”. Potem te ekstatyczne dźwięki powracają w poddanym dubowej obróbce „Aonde” i podrasowanym na niemal industrialną modłę „Levantate Diegros”.


Nie brak tu jednak bardziej etnicznych kompozycji. W tradycji kolumbijskiej muzyki ludowej są mocniej osadzone takie utwory, jak „Dear Inspector” czy „Liego El Don”. Pierwsze z nich ma wyjątkowo oszczędną budowę – bo właściwie to tylko galopujące bębny niosące stylową wokalizę. Trochę ten utwór przypomina hipnotyczne boogie grupy T.Rex – ze względu na transowy puls i bolanowski śpiew Aguayo. W drugim pojawia się więcej elektroniki – choć i tak na pierwszym planie są energetyczne chórki.

Prawdziwą sensacją jest w tym zestawie „By The Graveyard” – nagranie to brzmi bowiem jak latynoska wersja dawnych kompozycji duetu Suicide. „You should come tonight” – zawodzi wokalista, a tło dla jego śpiewu stanowią minimalistyczne rytmy podbite świdrującymi syntezatorami i dubowymi pogłosami. Podobny charakter ma „El Sucu Tucu” – łącząc w ciekawy sposób plemienny puls z nerwowym podkładem w stylu nowojorskiego no wave.

Równie ciekawe efekty uzyskuje Aguayo sięgając po house i techno. Świadectwem tego są dwa utwory umieszczone na finał zestawu – „Las Cruces” i „A Certain Spirit”. Szorstkie bity i warczące basy mieszają się tutaj z dzikimi okrzykami i zdeformowanymi wokalizami, przypominając nieco funkowe preparacje Cabaret Voltaire z połowy lat 80. Zbliżony klimat odnajdujemy w umieszczonym nieco wcześniej „Una Fiesta Diferente” – choć tym razem Aguayo zestawia twardą rytmikę oldskulowego techno ze zbasowanymi akordami w stylu EBM.

„The Visitor” to w istocie ognisty koktajl dźwięków. Okazuje się, że archetypowa elektronika klubowa ma wiele wspólnego z transową muzyką perkusyjną. Połączenie elementów tych dwóch różnych światów zaowocowało imponującym brzmieniem, nie mającym do tej pory swych odnośników w historii muzyki tanecznej. Na żywo muzyka ta powinna robić jeszcze większe wrażenie – czekamy zatem na wizytę Matiasa Aguayo z grupą bębniarzy i wokalistów nad Wisłą.

Cómeme 2013

www.musicacomeme.com

www.facebook.com/musicacomeme

www.facebook.com/pages/Matias-Aguayo

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.