Wpisz i kliknij enter

Radioda – Rondo

Zakłócenie to termin znaczący dziś co innego niż kilka dekad temu. Przykładem komunikacyjnego szumu może być muzyka pop grana w miejscu publicznym czy reklamy wyskakujące przed klipem na youtube. Czyli wszystkie niechciane komunikaty, od których trudno uciec, gdyż epatują głośnością i wszędobylstwem. W tym świetle to, co jeszcze do niedawna było uważane za hałas, zyskuje nowego znaczenia. Zaczynamy tęsknić za dawnymi technologiami, bardziej zawodnymi, ale przez to bliższymi człowiekowi.

Bracia Piotr i Mikołaj Tkacz w projekcie Radioda sięgają po odbiorniki radiowe, które służą im za generator analogowego szumu. Mało kto teraz kręci gałką w poszukiwaniu stacji, wszystko załatwia za nas automatyczny system strojenia. Jednak ile w tym zabawy wie ten, kto tego spróbował – choćby w dzieciństwie. Pamiętam sesje spędzone przed radiem oraz emocje wynikające z przeczesywania fal UKF. Z barwnych szumów wyłaniały się głosy mówiące w obcych językach, po rosyjsku, niemiecku, a nawet arabsku. Trudno stwierdzić, ale być może te pierwsze przygody z dźwiękiem w znacznym stopniu ukształtowały moją wyobraźnię i muzyczną wrażliwość… Radioodbiornik to jednak nie tylko zabawka, ale instrument traktowany na poważnie w muzyce. Jego pozycja umacniała się w pejzażu sztuki dźwięku od Joha Cage’a, poprzez grupę AMM a później choćby w solowych dokonaniach Keitha Rowe’a czy Ferrana Fagesa.

Debiut Radiody wychodzi nakładem amerykańskiej oficyny Copy For Your Records. Wydana niemal w partyzancki sposób płyta, opakowana w czyste, plastikowe, pomazane markerem pudełko, mieści trzy ponumerowane kompozycje. Wszystkie równo odmierzone po dziesięć minut i trzydzieści cztery sekundy, po pierwszym przesłuchaniu wydają się tym samym trackiem. Monotonia to cecha tej muzyki, jednak pojmowana nie w sposób negatywny, a jako siła potrafiąca wprawić umysł w nieoczekiwane stany. Gdy artysta znajdzie odpowiedni ton, może go kontynuować niemal w nieskończoność. Dowiodła tego Eliane Radigue w swych dronowych kompozycjach, których echa pobrzmiewają na „Rondo”. W odróżnieniu od skonstruowanych z pietyzmem utworów Amerykanki, muzyka Radiody wydaje się bardziej impulsywna, brudna, a przede wszystkim głośniejsza.

Polski duet krzyżuje szumy i wizgi z dwóch radioodbiorników, a uzyskany w ten sposób efekt zwodzi zmysły. Pierwsze wrażenia statyki umyka po dokładniejszym słuchaniu. Utwory roją się od szczegółów: rozmaitych typów sprzężeń wydobytych z fal eteru, „…teraz naukowcy już wiedzą…” – drobnych strzępków audycji. Struktura trzech części, jak podpowiada tytuł, oparta jest na muzycznej regule rondo – formie wywiedzionej z tradycji ludowej, z powracającymi stałymi refrenami i zmiennymi kupletami. Tytuły poszczególnych partii sugerują, że mamy do czynienia z odpowiednio ponumerowanymi segmentami (1a, 1b, 2, itd.), których konfiguracje budują kolejne części.

Obecność nagrania braci Tkacz w katalogu CFYR nie dziwi, znając estetyczne preferencje założyciela labelu. Gdy opisywałem wcześniej album Richarda Kamermana Extreme Light Infrastructure podkreślałem znaczenie opozycji niepoukładanej dynamiki i masywnej statyki. Obie te wartości i wynikające z tego napięcia można znaleźć na debiucie Radiody. To właśnie one czynią album tak interesującym.

[Copy For Your Records, 2013]







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
piotr tkacz
7 lat temu

album powinien być lada dzień dostępny u wydawcy – http://cfyre.co/rds/ i tam też pojawi się jeden utwór do odsłuchu.
można go kupić pisząc do mnie – trzyuem at gmail kropka com

euwu
euwu
7 lat temu

wsystko fajnie. jestem rozochocony. tylko gdzie tego mozna posluchac?

Polecamy