The Primitive Painter – The Primitive Painter
Paweł Gzyl:

Dźwiękowy klejnot z dawnej epoki.

DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who know”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.



Kaito – Untill The End Of Times

Ten, komu jednak nie przeszkadza wyjątkowa uczuciowość japońskiego twórcy, odnajdzie na „Untill The End Of Time” wiele głęboko poruszającej muzyki.

Kiedy Hiroshi Watanabe powoływał do życia swój projekt, jego syn Kaito, od imienia którego zaczerpnął nazwę, miał trzy lata. Od tamtego czasu minęła już dekada – i choć chłopak zapewnie bardzo się zmienił, muzyka ojca pozostała ciągle prawie taka sama. Epickie brzmienie o głębokim oddechu, które japoński producent opatentował od razu na wydanym w 2002 roku albumie „Special Life”, jednym przypadło do gustu, a  drugim nie – tak czy siak przyczyniło się do renesansu muzyki trance, z dorobku której Watanabe czerpał pełnymi garściami.

Siódmy (albo ósmy, jeśli liczyć cyfrowe wydawnictwa) album mistrza eterycznych brzmień z Tokio wydaje się być jednym z najbardziej zróżnicowanych w jego karierze. Nie oznacza to, że przekona dotychczasowych oponentów do twórczości swego autora. Muzykę artysty nadal cechuje swego rodzaju rzewność i potoczystość, którą niektórzy z uporem uznają za kiczowaty sentymentalizm. Ten, komu jednak nie przeszkadza wyjątkowa uczuciowość japońskiego twórcy, odnajdzie na „Untill The End Of Time” wiele głęboko poruszającej muzyki.

Rozpoczynający płytę „Sky Is The Limit” to typowy dla wcześniejszej twórczości Kaito monumentalny neo-trance, którego głównym elementem są rozwibrowane arpeggia perlistych syntezatorów. Wątek ten kontynuuje umieszczony nieco dalej „Run Through The Road In The Fog”. Tym razem Kaito uzupełnia klawiszowe pasaże subtelnymi tonami akustycznej gitary. Najbardziej rozbuchany charakter ma w tym zestawie „Star Of Snow” – porywający do szaleńczego pędu galopującym rytmem i sążnistymi falami przewalających się dźwięków. Nie brak w tych nagraniach melodii – kolejne kaskady klawiszowych wariacji mają za każdym razem pastelową barwę, nadającą wraz z ambientowymi tłami rozmarzony charakter wszystkim kompozycjom.  


„I’m Leaving Home” objawia, jak japoński producent postrzega muzykę house. Podstawą nagrania jest lekko podłamany bit – a resztę aranżu tworzą mieszające się ze sobą tony syntezatorów i gitary. Bardziej rozbudowany charakter ma podobnie brzmiący „Inner Space” – bo w tym przypadku Kaito sięga nie tylko po melodramatyczne syntezatory, ale i soundtrackowe smyczki. „Dear Friends” i tytułowy „Until The End Of Time” zaskakują wyjątkowo „czarnym” pulsem – Kaito z powodzeniem stosuje tu funkowy rytm, nanizując nań jednak kosmiczne arpeggia i gitarowe pasaże, nadające całości typowe dla jego muzyki brzmienie.

Jakby tych urozmaiceń było mało, w „Will To Love” otrzymujemy epickie deep techno – i trzeba przyznać, że Kaito wie, jak się tworzy tego typu kompozycje. Dobre wrażenie robi również „Behind My Life” – bo tym razem japoński producent śmiało odwołuje się do breakbeatowych produkcji z wczesnego okresu twórczości Carla Craiga. Na finał dostajemy najbardziej wygładzone nagranie. „Smile” to ciepłe downtempo, w którym jest miejsce na akustyczne dźwięki gitary i oldskulowe tony organów Rhodesa. To już prawie pop – ale Kaito nie przekracza cienkiej granicy między sztuką a kiczem, choć w tym przypadku niebezpiecznie balansuje na słabo widocznej linii dzielącej oba pojęcia.

„Until The End Of Time” to muzyka bezkresnych przestrzeni, wiatru wiejącego tylko w tylko sobie wiadomą stronę, radosnych dzieci bawiących się na łonie natury. Jeśli takie obrazki wywołują w kimś pozytywne emocje – niech śmiało sięga po ten album.

Kompakt 2013

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.hiroshiwatana.be

www.facebook.com/hiroshiwatanabemusic

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Bzul

    A recenzentowi się podoba brzmienie Kaito, czy nie? Nie znalazłem oceny w tej recenzji…