Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Kaito – Untill The End Of Times

Ten, komu jednak nie przeszkadza wyjątkowa uczuciowość japońskiego twórcy, odnajdzie na „Untill The End Of Time” wiele głęboko poruszającej muzyki.

Kiedy Hiroshi Watanabe powoływał do życia swój projekt, jego syn Kaito, od imienia którego zaczerpnął nazwę, miał trzy lata. Od tamtego czasu minęła już dekada – i choć chłopak zapewnie bardzo się zmienił, muzyka ojca pozostała ciągle prawie taka sama. Epickie brzmienie o głębokim oddechu, które japoński producent opatentował od razu na wydanym w 2002 roku albumie „Special Life”, jednym przypadło do gustu, a  drugim nie – tak czy siak przyczyniło się do renesansu muzyki trance, z dorobku której Watanabe czerpał pełnymi garściami.

Siódmy (albo ósmy, jeśli liczyć cyfrowe wydawnictwa) album mistrza eterycznych brzmień z Tokio wydaje się być jednym z najbardziej zróżnicowanych w jego karierze. Nie oznacza to, że przekona dotychczasowych oponentów do twórczości swego autora. Muzykę artysty nadal cechuje swego rodzaju rzewność i potoczystość, którą niektórzy z uporem uznają za kiczowaty sentymentalizm. Ten, komu jednak nie przeszkadza wyjątkowa uczuciowość japońskiego twórcy, odnajdzie na „Untill The End Of Time” wiele głęboko poruszającej muzyki.

Rozpoczynający płytę „Sky Is The Limit” to typowy dla wcześniejszej twórczości Kaito monumentalny neo-trance, którego głównym elementem są rozwibrowane arpeggia perlistych syntezatorów. Wątek ten kontynuuje umieszczony nieco dalej „Run Through The Road In The Fog”. Tym razem Kaito uzupełnia klawiszowe pasaże subtelnymi tonami akustycznej gitary. Najbardziej rozbuchany charakter ma w tym zestawie „Star Of Snow” – porywający do szaleńczego pędu galopującym rytmem i sążnistymi falami przewalających się dźwięków. Nie brak w tych nagraniach melodii – kolejne kaskady klawiszowych wariacji mają za każdym razem pastelową barwę, nadającą wraz z ambientowymi tłami rozmarzony charakter wszystkim kompozycjom.  


„I’m Leaving Home” objawia, jak japoński producent postrzega muzykę house. Podstawą nagrania jest lekko podłamany bit – a resztę aranżu tworzą mieszające się ze sobą tony syntezatorów i gitary. Bardziej rozbudowany charakter ma podobnie brzmiący „Inner Space” – bo w tym przypadku Kaito sięga nie tylko po melodramatyczne syntezatory, ale i soundtrackowe smyczki. „Dear Friends” i tytułowy „Until The End Of Time” zaskakują wyjątkowo „czarnym” pulsem – Kaito z powodzeniem stosuje tu funkowy rytm, nanizując nań jednak kosmiczne arpeggia i gitarowe pasaże, nadające całości typowe dla jego muzyki brzmienie.

Jakby tych urozmaiceń było mało, w „Will To Love” otrzymujemy epickie deep techno – i trzeba przyznać, że Kaito wie, jak się tworzy tego typu kompozycje. Dobre wrażenie robi również „Behind My Life” – bo tym razem japoński producent śmiało odwołuje się do breakbeatowych produkcji z wczesnego okresu twórczości Carla Craiga. Na finał dostajemy najbardziej wygładzone nagranie. „Smile” to ciepłe downtempo, w którym jest miejsce na akustyczne dźwięki gitary i oldskulowe tony organów Rhodesa. To już prawie pop – ale Kaito nie przekracza cienkiej granicy między sztuką a kiczem, choć w tym przypadku niebezpiecznie balansuje na słabo widocznej linii dzielącej oba pojęcia.

„Until The End Of Time” to muzyka bezkresnych przestrzeni, wiatru wiejącego tylko w tylko sobie wiadomą stronę, radosnych dzieci bawiących się na łonie natury. Jeśli takie obrazki wywołują w kimś pozytywne emocje – niech śmiało sięga po ten album.

Kompakt 2013

www.kompakt.fm

www.facebook.com/KompaktRecords

www.hiroshiwatana.be

www.facebook.com/hiroshiwatanabemusic

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Bzul

    A recenzentowi się podoba brzmienie Kaito, czy nie? Nie znalazłem oceny w tej recenzji…