Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.

Bleu Roi – Dark/Light
Łukasz Komła:

Wiosną ubiegłego roku wsłuchiwaliśmy się w singiel szwajcarskiego projektu Bleu Roi, a przed kilkoma dniami ukazała się ich nowa EP-ka „Dark/Light”, którą przybliżamy i jednocześnie o niej rozmawiamy z Jennifer Jans.

Traversable Wormhole – Regions Of Time
Paweł Gzyl:

Adam X wraca do projektu sprzed dekady.

Sudan Archives – Athena
Jarek Szczęsny:

Do diabła z dobrymi radami.

Planetary Assault Systems – Plantae
Paweł Gzyl:

W stronę psychodelii.

Sleep D – Rebel Force
Paweł Gzyl:

Muzyczny zapach minionego lata.

Levitation Orchestra – Inexpressible Infinity
Jarek Szczęsny:

Podpalacze wzniecają eutymię.



Nine Inch Nails – Hesitation Marks

List do Trenta Reznora

Drogi T.,

ponieważ znamy się dobrze już ponad 15 lat – no, przynajmniej ja znam Ciebie, a raczej Twoją twórczość – czuję, że muszę być szczery. Wybacz ten poufały ton, ale chłopie, co się z Tobą stało? Jeszcze niedawno byłeś nieomal bogiem. Zaczynałeś jako cieć w jakimś zapyziałym studiu w Cleveland, gdzie po godzinach nagrałeś Pretty Hate Machine, podpisując je doskonałą, nośną nazwą: Nine Inch Nails. Kilka lat później miałeś już opinię geniusza, a na koncie, oprócz paru milionów, nagrodę Grammy, okrzyknięty majstersztykiem album The Downward Spiral, legendarny „błotny” występ na festiwalu Woodstock ’94, muzykę do kultowej gry Quake i współpracę z najlepszymi: Coilem, Aphex Twinem i Garym Numanem. Stone i Lynch zabiegali o to, żebyś wyprodukował soundtracki do ich osławionych filmów, Natural Born Killers i Lost Highway. Twój osobisty bożek, David Bowie, zaprosił Cię na wspólną trasę koncertową! Czy można wyobrazić sobie większą nobilitację? Byłeś na samym szczycie.

Po wydaniu The Fragile w 1999 roku – w mojej opinii Twojego opus magnum – zamilkłeś na sześć długich lat. W tym czasie trochę o Tobie zapomniałem, skupiając się na zupełnie innej muzyce. Kiedy wróciłeś z płytą With Teeth, straciłem wszelką ochotę, by cokolwiek sobie przypominać. Trudno było mi uwierzyć, że ktoś taki jak Ty, nagrywa tak kiepski album. Jeszcze gorzej było w 2007 roku, kiedy wydałeś Year Zero. Koncept, owszem, wydawał się intrygujący. Ale muzyka… obiecałem Ci szczerość, więc napiszę to wprost – osiągnąłeś skaliste dno własnych możliwości. Na szczęście odbiłeś się od niego na ambientowej płycie Ghosts I-IV, po czym znów zacząłeś pikować w dół, wydając tragiczny The Slip, chyba największą porażkę w całej karierze. Zrehabilitowałeś się świetnym soundtrackiem do The Social Network Finchera. No, ale miałeś też pomocnika w postaci Atticusa Rossa. Swoją drogą, przekaż mu, proszę, serdeczne pozdrowienia.

Tak czy inaczej, mimo kilku wpadek, wróciłeś na wyżyny. I co zrobiłeś? Zawiesiłeś działalność Gwoździ. Może nie był to taki zły pomysł, biorąc pod uwagę ostatnie, kiepskie płyty firmowane tą nazwą, oraz coraz większe sukcesy na polu muzyki filmowej. Tym bardziej zastanawia mnie, po co nagrałeś nowy album jako NIN. Co chcesz udowodnić? I komu? Przecież już nie musisz. Próbując odcinać kupony, zamieniasz się w swoją własną karykaturę. Mam uwierzyć, że prawie 50-letni facet nadal ma rozterki typowe dla okresu młodzieńczego buntu? Wszak wszyscy wiemy, że jesteś dziś statecznym biznesmenem. Albo więc zatrzymałeś się w emocjonalnym rozwoju przed trzydziestu laty, albo po prostu perfidnie udajesz. A ponieważ sprawiasz wrażenie łebskiego faceta, może nawet trochę wyrachowanego, obstawiam to drugie. No bo jak inaczej wytłumaczyć teksty typu „Hey! Everything is not okay, we lost too much along the way, the passengers are out today, it looks as though they are here to stay”? W jednym muszę się z Tobą zgodzić – rzeczywiście, nic nie jest w porządku na Hesitation Marks.

Pal licho teksty, może napisałeś je dawno temu i postanowiłeś wykorzystać po latach, może napisał je Twój nastoletni siostrzeniec, a może po prostu skleiłeś fragmenty swoich starych utworów w przypadkowej kolejności na wzór burroughsowskiej techniki cut-up. Podobnie chyba postąpiłeś z muzyką, zresztą pod tym względem na nowej płycie jest jeszcze gorzej. Zrób coś dla mnie i przede wszystkim dla siebie – porównaj, jak komponowałeś kiedyś:

a jak robisz to teraz:

Przecież ten drugi kawałek reprezentuje wszystko, czemu niegdyś tak stanowczo się sprzeciwiałeś: jest plastikowy, zachowawczy i brzmi, jakby był obliczony na emisję w radiu podczas największej słuchalności. I pomyśleć, że kiedyś zdejmowali Twoje wideoklipy z ramówki, bo były zbyt obrazoburcze, a obrońcy moralności załamywali ręce nad tekstem Closer z niesławną linijką „I wanna fuck you like an animal”… Próżno szukać podobnych momentów na Hesitation Marks. Nie ma na tej płycie nic, co dorównywałoby Twoim poprzednim dokonaniom. Można by to jeszcze zrozumieć, wszak trudno oczekiwać, że zawsze będziesz poruszał i szokował, o wydawaniu arcydzieł nie wspominając. Czy to jednak oznacza, że trzeba się kompromitować fatalnymi piosenkami, płaską produkcją i tekstami na poziomie przewrażliwionego gimnazjalisty?

Wszystko, co umieściłeś na nowej płycie, słyszałem już dziesiątki razy w ciekawszych wersjach. Jestem pewien, że wiesz, o co mi chodzi, zwłaszcza, że sam śpiewasz w Copy of A, że wszystko już było, a Ty jesteś kopią kopii kopii. Albo stosujesz tanią autoironię, aby zawczasu odeprzeć zarzuty, że nowa płyta będzie porównywana do swoich wielkich poprzedników, albo zdajesz sobie sprawę ze swojej sytuacji. Ale skoro jesteś jej świadom, po co brniesz w nią jeszcze głębiej? Doprawdy, Trent, są lepsze preteksty, żeby wyruszyć w trasę koncertową. Nowych fanów raczej nie pozyskasz, na dodatek możesz zacząć tracić starych.

Kończę już, bo makaron mi się przypala. Bądź zdrów i ogarnij się, proszę.

Z poważaniem,
M.

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 13

  1. Hedfunk

    Pod każda recenzją autorstwa pana K3yńskiego winna być zamieszona adnotacja, że autor jest strasznie wyczulony na swoim punkcie, wobec powyższego pod tekstem możliwe jest tylko i wyłącznie pisanie peanów pochwalnych na cześć autora.

    • Maciek Kaczmarski

      Jestem przede wszystkim wyczulony na chamstwo i polaczkowatość przejawiającą się w ciągłym biadoleniu i uważaniu, że „moja racja jest najmojsza”. Zapominasz – Ty i Tobie podobni – że tutaj oceniamy i komentujemy płyty, a nie autorów recenzji, niezależnie od tego, czy będzie to pochwała, czy nagana. Ja przynajmniej mam odwagę pisać pod własnym nazwiskiem (które złośliwie przekręcasz w prymitywny sposób, co świadczy tylko o Tobie), a Ty pozostajesz anonimowym cwaniaczkiem, który sam nic nie robi, ale poucza innych, co mają robić. Nie jesteś w stanie mnie dotknąć, sam tylko robisz sobie wstyd, ale oczywiście anonimowo, bohaterze. A ja tracę czas na dyskusję z takimi zakutymi pałami. Nie jestem zwolennikiem banów, ale wygląda na to, że na niektórych jest to jedyna rada.

  2. Majewiak

    Autor recenzji doznał strasznego bólu czterech liter po przesłuchaniu tej płyty.

  3. Kid Loco

    Do dupy ta recenzja. Pal licho tekst, może napisałeś go dawno temu i postanowiłeś wykorzystać po latach, może napisał je Twój nastoletni siostrzeniec, a może po prostu skleiłeś fragmenty swoich starych utworów w przypadkowej kolejności. Ale ani to śmieszne, ani ciekawe.

    • Maciek Kaczmarski

      Kolejny sieciowy anonim z pianą na ustach. Wystarczy spojrzeć na Twoje komentarze i posty na forum, żeby wiedzieć, że Twoim ulubionym zajęciem jest biadolenie. Skąd wy się bierzecie, frustraci?

  4. driv3er_

    Znowu pan Kaczmarski i jego bóle, gorzkie przemyślenia. Ja rozumiem, nie spodoba się ta płyta fanbojom TDS i tym którzy idolizują sobie Reznora na jakiegoś „guru of sadness”, no właśnie idolizowanie artysty zawsze sie kończy tak niczym ta recenzja. Niestety, ale trent Reznor nie jest juz ta sama postacią co dwie dekady temu, nie ma tez juz depresji i nie bierze narkotyków. Założył rodzinę i chce dalej tworzyć co daje upust w utworze „Found My Way”. Zgodzę sie ze ten album ma swoje słabsze strony (wg. mnie In Two, Running) i mocne strony (Copy fo A, Came Back Haunted, I Would For You) duzo jest tu eksperymentowania i HM czerpie z prawie każdego dotychczasowego albumu jaki sie ukazał, z dużym wpływem pierwszej płyty PHM. Produkcja stoi na najwyższym poziomie z pierwszorzędnym i przygniatającym brzmieniem gitar na kawałkach z wykopem, jedynie moim zdaniem jest za dużo syntetycznej perkusji. Ogółem jest eksperymentalnie jak na Nine Inch Nails, na co zapewne miało tez wiele znanych nazwisk które współuczestniczyły przy tworzeniu albumu. Ogółem album to tzw. ‚grower’ i trzeba mu dać czasu by w nas dojrzał podobnie jak wgląd jaki trzeba weń włożyć by zrozumieć powstanie tej płyty. Tak tez jest z mocno hejtowanym Everything – według mnie jakis sens jest w tym utworze, i by go zrozumieć trzeba cofnąć sie do czasów jego występów z początków kariery – Option 30 i plyty „Purest Feeling” która wydał gdy był cieciem w studiu muzycznym, a także inspiracji Skinny Puppy, Prince’em, The Cure.Obecny skład zespołu jaki występuje na żywo podczas Tension 2013 to według mnie line-up skupiający najciekawszych muzyków jacy się dotychczas przewinęli przez ten zespól. W mojej skromnej ocenieHM jest zwyczajnie dobry z solidna produkcja. Podobnie jak The Slip, który miał szorstkie, lecz zwarte brzmienie z wykopowymi utworami, które zawsze dobrze wypadają na żywo.

    Dlaczego niektorzy redaktorzy zamiast recenzować płyty z należyta doza profesjonalizmu wylewają gorzkie żale na temat tego jak nowe płyty sa złe, jak kiedyś to było fajnie, ze wszystko co nowe to jest do bani. Myślę, że w takich przypadkach trzeba poświecić więcej czasu by coś zrozumieć z grania artysty który powraca po wielu latach. Tez słucham tego zespołu od 15 lat, ale NIE POWIEM ze ten album jest fatalny ze położyć sie załamać i płakać, ale skoro takie macie podejście to dajcie sobie spokój, sprzedajcie swoje płyty i zajmijcie się czymś innym.

    • Maciek Kaczmarski

      Znowu anonimowy internetowy pieniacz, pozbawiony poczucia humoru, dystansu oraz umiejętności czytania ze zrozumieniem – cechy te pozwoliłoby na prawidłowe odczytanie tekstu, który z założenia jest humorystyczny i z przymrużeniem oka.

      Niemniej dziękuję za niezwykle cenne, nad wyraz profesjonalne rady – już biegnę sprzedawać swoje płyty, a potem zajmę się dokarmianiem kotów w piwnicach. Ja też mam radę dla Ciebie – idź powiedzieć to wszystko komuś, kogo to obchodzi, bo chyba pomyliłeś adresy.

  5. simonsimon

    Tu chyba pojawia się kwestia bardzo dla mnie problematyczna : obiektywnie w stosunku do artystów o podobnym statusie komercyjnym jest to dobra płyta, natomiast w relacji do jego minionych dzieł nie ma o czym mówić. Ja oceniając podobne przypadki mam zawsze problemos, która to optyka powinna być prawidłowa. Za to przy okazji powinszować jak zawsze ciekawych artykułów Autorowi.Do tego w pięknym stylu nokautuje pan wydumanych oponentów-musiałem to napisać z niepisaną przyjemnością 🙂

  6. marcepan

    piękny tekst

  7. Ja tam jednak doszedłem do wniosku, że NIN zawsze było kiepskie.. podobnie jak mój gust w okresie liceum, kiedy się tym jarałem 😉

  8. ZbyszekSiekiera

    Jestem dozgonnym fanem NIN i z przykrością podpisuję się pod tym tekstem.