Wpisz i kliknij enter

Exercise One – Tales Of Ordinary Madness

Tym razem niemieccy producenci odrzucili modne nowinki, stawiając na klasyczne brzmienia.

To już prawie dziesięć lat, od kiedy Marco Freivogel oraz Ingo Gansera zwarli szyki, aby wspólnie działać pod szyldem Exercise One. Pierwszy z nich był wcześniej fascynatem muzyki gotyckiej i industrialnej, a drugi – grał na bębnach w jednej z punkowych grup w Berlinie. Wykorzystując te doświadczenia, obaj artyści stworzyli energetyczna wizję minimalowego house’u i techno, której inspiracją były zarówno dokonania Ricardo Villalobosa, jak również Underworld. Świadczyły o tym występy duetu na żywo – podczas których muzycy śmiało wykorzystywali gromadzony przez lata analogowy sprzęt.

W ciągu minionej dekady Exercise One wydali kilkanaście winylowych dwunastocalówek, którymi obdarzyli przede wszystkim wytwórnię Anji Schneider – Mobilee – ale również prezentujące podobny profil wydawniczy Wagon Repair czy Dumb-Unit. Sporo z tego materiału Freivogel i Gansera zarezerwowali jednak dla dwóch własnych tłoczni – Lan Muzik oraz Exone. Ta druga firmuje również nowy album ich projektu, opublikowany w cztery lata po debiutanckim „In Cars We Rust”.

W przeciwieństwie do tamtej płyty, brzmienie „Tales Of Ordinary Madness” pozbawione zostało niemodnego obecnie minimalowego sznytu. Co więcej – mimo, że krążek trwa krócej, jest zdecydowanie bardziej różnorodny. Otwierające go „Same Story” zaskakuje niemal dubstepową rytmiką – obudowaną świdrującymi loopami i analogowymi efektami. „Verlooka” to jednak już nowoczesne techno, które pod koniec zamienia się niespodziewanie w sprężyste electro. Te zmiany rytmiki opakowane są w wyjątkowo bogatą aranżację – bo jest w niej miejsce zarówno na trance’owe klawisze, jak i prog-rockowe partie gitary (niczym u Steve’a Hillage’a). Bardziej oszczędną konstrukcję ma „Gatium”, łącząc monumentalne syntezatory z acidowym motywem na podkładzie z galopujących bitów.


W „Electric Glare (502)” najwyraźniej słychać sentyment Freivogela i Gansery do mrocznych brzmień nowofalowych z połowy lat 80. Mowa tu oczywiście o nerwowych akordach rodem w klasycznego EBM – podrasowanych noise’owymi szumami i ćwierkającymi efektami. „Stay” przywołuje również echa muzyki z tamtej dekady – ale tym razem detroitowego electro, opatrzonego bajkowymi pasażami syntezatorów spod znaku wczesnego IDM-u. Zbliżony charakter ma umieszczony nieco dalej „Outshine” – łącząc gęste breaki z podniosłymi dźwiękami rozjeżdżonych klawiszy.

Wspomnienie house’owych pasji berlińskich producentów wnosi tutaj „33 To Pay A Rent”. Tym razem duet zabiera nas bowiem do Chicago – oplatając grzechoczący podkład rytmiczny metalicznymi efektami perkusyjnymi i falującymi akordami syntezatora Roland TB-303. „The Raven” to zgodnie ze swym tytułem wyjątkowo mroczna kompozycja – siarczyste hard techno w stylu lat 90., przypominające najbardziej ogniste dokonania Chain Reaction z początku tamtego dziesięciolecia. Na koniec Freivogel i Gansera fundują nam nagły przeskok w czasie – i po wizycie w starym Tresorze przenoszą nas do nowego Berghain. Kończący album „Look At The Harlequins” to bowiem klubowy killer rozpisany na tektoniczne bity, furkoczący bas i rozwibrowane syntezatory.

Jak pamiętamy, płyta „In Cars We Trust” była udanym debiutem. „Tales Of Ordinary Madness” wydaje się być jednak ciekawszym wydawnictwem. Tym razem niemieccy producenci odrzucili modne nowinki, stawiając na klasyczne brzmienia. Eksperymentując nieco z rytmiką, nie zrezygnowali z potężnej energii tkwiącej w tradycji techno i house’u. Wyszło świetnie – a taka muzyka jeszcze lepiej sprawdzi się na żywo.

Exone 2013

www.lan-muzic.com

www.exerciseone.de

www.facebook.com/exerciseone







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy