Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.

BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.



Mental Overdrive – Cycls

Pamiątka po Armageddonie, który nie nastąpił – kolekcja stylowych nagrań norweskiego weterana nowej elektroniki.

Od czasu wydania w 1990 roku debiutanckiej EP-ki zatytułowanej „12000 AD”, norweski producent Per Martinsen zrealizował pod szyldem Mental Overdrive sporą ilość płyt. Część z nich publikuje ceniona tłocznia Smalltown Supersound, część należący do Prinsa Thomasa Full Pupp, a część – własna firma artysty – Love OD Communication. Pełne są one tanecznych dźwięków, balansujących od disco i electro do house’u i techno. Nie inaczej rzecz przedstawia się z najnowszym albumem tego niekonwencjonalnego twórcy z Tromso.

W minionym roku Martinsen publikował w serwisie Bandcamp w każdy pierwszy poniedziałek kolejnego miesiąca swe nowe nagranie. Miały się one ułożyć się w swego rodzaju „adwentowy kalendarz”, prowadzący do zapowiadanego przez rożnych zwolenników teorii spiskowych końca świata w dniu 21 grudnia. Ponieważ do apokalipsy nie doszło, norweski producent postanowił zebrać dziesięć najciekawszych utworów i zaprezentować je na przekornie zatytułowanej płycie „Cycls”, dając swym fanom do zrozumienia, że tak naprawdę nic nie ma końca – tylko wszystko powraca w kolejnych cyklach, niczym na… winylowym krążku.

Otwierający kolekcję „A Fireball, It Is Red, The Sky Looks Black About It” ma rzeczywiście złowieszczy nastrój – a tworzą go agresywne breaki o suchym tonie wsparte chłodnymi akordami metalicznych klawiszy. „Trollhunter” to zupełne przeciwieństwo – oldskulowy house wypełniony figlarnie pohukującymi i pobrzękującymi syntezatorami. „Sunstorm” wypada wyjątkowo nowocześnie – tym razem Martinsen sięga bowiem po UK garage, w którym rave’ową partię euforycznego piano podszywa strzeliste tło niczym w klasycznych nagraniach 808 State.


„Damascus” to pozornie taneczny tech-house o niemieckim sznycie, pulsujący w rytm miarowo pęczniejącego basu. Główny wątek nagrania stanowią jednak wyjątkowo smutne dźwięki – nostalgicznej gitary i tkliwych klawiszy w stylu new romantic. A potem znów kolejna zmiana klimatu – bo „Quarks” jest agresywną kompozycją, atakująca bezpardonowo wściekłymi breakami i glitchowym przesterami. Całe szczęście w „Dada Urka” znów powraca przestrzenny house o łagodnym tonie – łącząc etniczną wokalizę z kosmicznymi efektami niczym w produkcjach Los Hermanos.

„Kollpas” ponownie przenosi słuchacza do współczesnego Londynu. Martinsen stawia tym razem na zwalisty dubstep, posługując się oszczędnymi akordami piano i dudniącym pochodem basu. W „Systems” dostajemy futurystyczne electro w stylu Drexcyi czy Dopplereffekt – o nerwowym rytmie i laboratoryjnym brzmieniu. „Liverpool Street” to z kolei hołd norweskiego producenta dla klasycznego IDM-u – bajkowa miniatura kołysząca do snu pastelowymi dźwiękami onirycznych klawiszy. Płytę kończy minimalowe techno rodem z klubu Watergate – rezonujący rozwibrowanym loopem „Beaches”.

Trochę nazbyt różnorodny to zestaw. Ale pamiętając jak powstawał, można zrozumieć tę odmienność brzmień i nastrojów. Pojedynczo nagrania robią dobre wrażenie – są zrealizowane z polotem, prezentują kombatanckie wyczucie stylu i słucha się ich naprawdę przyjemnie. W poszukiwaniu bardziej jednolitych wypowiedzi Martinsena, trzeba jednak raczej sięgnąć po jego albumy dla Smalltown Supersound.

Love OD Communication 2013

www.loveod.com

www.facebook.com/loveodcom

www.mentaloverdrive.com

www.facebook.com/mentaloverdrive

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.