Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.



Cashmere Cat – Wedding Bells EP

Kaszmir? Koty? Eklektyczna muzyka taneczna? Wystylizowany blondyn za deckami? PRowo, to ma niesamowity potencjał!

W polecanych pojawia się nazwa Cashmere Cat. Internet podpowiada: Magnus August Høiberg, rocznik ’87, Norwegia. Finalista DMC World DJ Championships, na koncie m.in. remix Lany del Rey. Nowa, druga w dorobku, EPka „Wedding Bells” została udostępniona kilka dni temu. 4 utwory, niespełna 18 minut. Uznałem, że warto sprawdzić, z czym to się je.

Tym sposobem, już przy pierwszych dźwiękach „With Me” można wyłapać kilka muzycznych powiązań i skojarzeń. Dużo się tu dzieje, wszystko jest dosyć rozpędzone i „napakowane”. Poczynając od bujającego na lekkim bicie instrumentalnego hip-hopu z elementami r ‚n’ b, przez średnie tempo i ciężkość stereotypowego electropopu i nienachalnego dance’u, po całkiem mocne breakbeatowe i drum and bassowe granie, które nada się do szaleństw na klubowych parkietach.

Skojarzenia z nazwiskami? Rozmarzony Ryan Hemsworth, wywarzony glitch spod znaku Glitch Mob czy TOKiMONSTA i orientalny electropop. Eklektyzm jest słyszalny, zwłaszcza, że jest upakowany w zaledwie cztery kawałki i wszystko przeplata się dynamicznie. W tym szaleństwie jest metoda, co też niejako potrafi się zemścić na muzyku – dzieje się sporo, a to potrafi nieco zmęczyć. Dobre melodie, ciekawe aranże, przebijające się pod tym wokale…

Wyróżnia się na pewno tokimonstowe „Pearls” i połamane „Wedding Bells”. Podejrzewam, że różnorodność i głowa pełna pomysłów przyda się Magnusowi przy występach klubowych i festiwalowych. Jednakowoż, przy materiale studyjnym, 18 minut i 4 utwory to wystarczająco. Gdyby Cashmere Cat stworzył pełny długogrający album, mający np. 12 utworów i trwający godzinę, mogłoby być ciężko, przytłaczająco, zbyt skomplikowanie. A tak – jest akuratnie.

Zapowiadają, że będzie gwiazdą, że zrewolucjonizuje instrumentalny hip-hop i granie klubowe. Życzę mu tego, ale też daję na to sporo czasu. Potencjał jak najbardziej jest.

PS. Cashmere Cat ma pojawić się w warszawskim klubie 55 w kwietniu. Będzie więc szansa na sprawdzenie jego twórczości i potencjału na własnej skórze.

Profil na Facebooku »
Słuchaj na Soundcloud »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.