Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.



Illum Sphere – Ghosts Of Then And Now

Illum Sphere debiutuje pełnym albumem w Ninja Tune. Spotykając się z 13 numerami tego wydawnictwa nasz słuch odwiedzi sporo tytułowych duchów, zarówno z minionych dekad jak i z bieżących czasów.

Ryan Hunn znany był dotychczas z kilku produkcji (wydanych w Tectonic czy Young Turks) i remiksów (Kidkanevil, Radiohead). Poza tym w 2008 roku założył wraz z Jonnym Dubem głośny manchesterski klubu Hoya:Hoya, gdzie regularnie grywa jako DJ. W tej materii dał się poznać jako twórca eklektycznych setów, dzięki którym przylgnęła do niego łatka „gardzącego konwencją” (jednym z jego mistrzów jest Gaslamp Killer). W jednym z niedawnych wywiadów, odniósł się do dziennikarskiego epitetu stwierdzając, że: „w ciągu 1 godziny setu gram techno, ale też disco, afrykańskie czy brazylijskie nagrania, hip hop i grime, podczas gdy inni startują i finiszują w podobnym tempie”.

Na „Ghosts Of Then And Now” aż tak odległych biegunów nie uświadczymy, przynajmniej nie wprost, choć są nam serwowane różnorodne stylistyczne dania. Całość 44-minutowego materiału pomimo podskórnej mnogości odwołań, pełnego wachlarza rytmów oraz brzmień z niejednego garnka wyjętych, owiana jest mgiełką spójnego klimatu, który przy pierwszym poznaniu wydaje się o wiele mniej frapujący, niż ma to miejsce przy kolejnych spotkaniach.

Illum Sphere – „Sleeprunner”

Album zaczyna „Liquesce”, gdzie delikatna partia fortepianu smagana jest na przemian smyczkową bryzą rodem z soundtracku do „Le Grand Bleu” oraz rozmytym samplem śpiewanej unisono wokalizy, zakończonej nagłym wdechem. Równie spokojnie rozpoczyna się kolejny numer „At night” z gościnnym udziałem urodzonej w Hanoi wokalistki Mai Nestor, którą charakteryzuje swobodne podejście do przetwarzania swego skądinąd eterycznie pięknego głosu. Brzmienia ciepłych elektrycznych pianin oraz zimnych synthmelodii przeszywają stłumione bassy i 2stepowe bębny.

Na nowym wydawnictwie znad rzeki Irwell znajdziemy jeszcze 3 utwory z gościnnym udziałem Bonnie Baxter, wokalistki i producentki rezydującej na Brooklynie pod pseudonimem Shadowbox (znanej z kolaboracji z Lapalux). „The Road” osadzone jest na dubowym podkładzie, „Love Theme From Foreverness”  to bajka w typie: Jazzanova spotyka bas Thundercata i beczki Dj Krusha. „Embryonic” zaś to urokliwa ballada oparta na melodyce marimby, rytmice shakerów i przeszkadzajek oraz sporadycznym syntezatorowym podsmażaniu – idealnie zamykająca całość albumu.

Illum Sphere feat. Shadowbox – „Embryonic”

Bardzo ciekawy aranż prezentuje tytułowe nagranie. Praktycznie przez całość numeru subtelnie wwierca się w głowę zgrzytliwe zapętlona triola, która przykrywana jest na starcie jazzowym pochodem organów hammonda, które z czasem żenią się z niskimi dub-basidłami. Gdzieś w okolicy półmetka całość wpada w ramiona kolejnej wiertareczki, rytm zaczyna galopować, gdzieś na 6 planie pojawia się zawodzący soulowy chórek, ścieżki polimelodii przeplatają się w parasolówkowym splocie, by przed 5 minutą otrzeć pot z czoła i wyciszyć się pojedynczymi dźwiękami.

Dowodem na swobodne mieszanie styli jest utwór „Near The End”, który brzmi jakby w jednym miejscu sąsiadowały ze sobą: zadymione, jazzowe jam session oraz rozpędzona techno impreza rodem z brazylijskiej plaży.

Illum Sphere jak sam o sobie mówi (choć nie bez trudu) bardziej czuje się obecnie producentem niż DJem, ale jego umiejętności skakania po gatunkach słychać na „Ghosts Of Then And Now” bardzo wyraźnie i choć trudno doszukać się tu znamion wybitności, to jest to naprawdę solidny, miejscami piękny i głęboko przemyślany album, który z należytym szacunkiem czerpie postmodernistycznymi garściami z przeszłości, nie odwracając się przy tym od rzeczywistości w której znajduje się obecnie muzyka.

10.02.2014 | Ninja Tune

www.facebook.com/illumsphere
www.discogs.com/artist/1406058-Illum-Sphere
www.twitter.com/illumsphere
www.soundcloud.com/illum-sphere

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. matt

    Przyjemna produkcja.