Wpisz i kliknij enter

Rajkowski/Zgraja/Reginatto/Römisch – WasserturMusic

Muzyka improwizowana w wykonaniu kwartetu to nieśpieszny spacer do wieży ciśnień.

Wiele płyt ginie, gdyż często wydawane są na CD-rach w mikroskopijnych nakładach i do tego własnym sumptem. Wzorcowym przykładem jest twórczość polsko-niemieckiego kwartetu Rajkowski/Zgraja/Reginatto/Römisch. Album „WasserturMusic” pierwotnie ukazał się w 2003 r. i niemal od razu zniknął na wiele lat. Na krążku znalazły się nagrania koncertowe zarejestrowane podczas występu w zabytkowej wieży ciśnień w Brunszwiku. Pod koniec ubiegłego roku polska wytwórnia Nefryt postanowiła wznowić ten absolutnie wyjątkowy longplay.

Materiał na płycie „WasserturMusic” ułożył się w jedną spójną całość. Czwórka znakomitych instrumentalistów przedstawiła w stu procentach improwizowany set. Od samego początku kwartet narzuca swój klimat, który jest tak wymowny i bezpretensjonalny, że bez większego oporu wchodzę w świat dźwięków balansujących na styku muzyki współczesnej, minimalizmu, jazzu, ambientu i głębokich dronów. Artyści dzięki mozaice wykorzystanych brzmień stymulują u słuchacza wszystkie receptory. Mirosław Rajkowski w wielu miejscach łączy śpiew alikwotowy z grą na dzwonach tybetańskich. Z kolei Grzegorz G. Zgraja (trąbka, skrzydłówka, organy piszczałkowe, flet bułgarski) powoli dozuje swoje partie i najwięcej trąbki oraz fletu bułgarskiego da się usłyszeć w trzech ostatnich kompozycjach. Chciałbym, aby więcej dźwięków wypłynęło spod jego palców. Narastający trans świetnie potęguje gra Marcela Reginatto na saksofonie altowym, zgrabnie dialogującego ze specyficzną akustyką tego miejsca, co jest wyczuwalne od pierwszych sekund. W kolejnych utworach do głosu dochodzi też kontrabas Henryka Römischa.

Słuchając tego kwartetu nie mogę się opędzić od skojarzeń z muzyką Popol Vuh do filmów „Nosferatu wampir” czy „Szklane serce” Wernera Herzoga. Nad twórczością zespołu unosi się duch polskiego Osjana, jak i wielowiekowa tradycja śpiewu gardłowego z Tuwy. Pojawiają się reminiscencje w stronę jazzu spod znaku starych wydawnictw z oficyny ECM. Nie można też zapomnieć o amerykańskich kompozytorach, a szczególnie o utworach Pauliny Oliveros i La Monte Younga.

Mam też pewne skojarzenia co do akustyki panującej w wieży ciśnień w Brunszwiku, a mianowicie przypomniałem sobie o płycie „Past Increasing Future Receding” (2013, Hubro Records) norweskiego tria Huntsville. Grupa zarejestrował swoje eksperymenty w Emanuel Vigeland Mausoleum w Oslo, w miejscu o niezwykłym naturalnym pogłosie. Odnoszę wrażenie, że muzykom z Huntsville lepiej udało się zaadoptować podobne warunki na potrzeby sesji nagraniowej. Jedyny drobny mankament albumu „WasserturMusic”, to nie do końca ujarzmiona przestrzeń w jakiej zespół nagrał płytę. Co nie znaczy, że muzyka traci swój niebywały urok. Marzy mi się, aby ten skład wszedł kiedyś do studia nagraniowego i w bardziej sterylnych warunkach zaprezentował swoją muzykę improwizowaną.

Przyznam, że w ostatnich dniach najwięcej wolnego czasu spędzam raczej z dala od leśnych i parkowych alei. Najprzyjemniej mi się stoi wśród murów brunszwickiej wieży, gdzie w oddali leci muzyka z jednej z najciekawszych płyt, jakie słyszałem w tym roku.

2013 | Nefryt

Próbki dźwiękowe do odsłuchania na stronie Serpent.pl.

Strona wytwórni Nefryt »

 







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy