Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.



ISAN – Lamenting Machine

Najbardziej wyciszona płyta angielskiego projektu.

Wśród wykonawców klasycznego IDM-u, którzy zadebiutowali w drugiej połowie lat 90. szczególne miejsce zajmuje brytyjski duet ISAN. Tworzący go Robin Saville i Anthony Ryan zadebiutowali pod koniec tamtej dekady albumem zatytułowanym „Beautronics” dla mało znanej firmy Tugboat. Jego tytuł idealnie oddawał znajdującą się na nim muzykę: piękne i delikatne utwory stworzone z ciepłych i jasnych dźwięków.

Mniej więcej w tym samym czasie pojawił się islandzki zespół Mum, który zaprezentował podobną muzykę. Krytycy nazwali ją „emotroniką” – ze względu na to, że nadawała „ludzki” wymiar syntetycznym brzmieniom. Ponieważ najważniejszą wytwórnią serwującą tego typu brzmienia szybko okazała się berlińska Morr Music, pojawienie się w jej katalogu duetu ISAN było tylko kwestią czasu.

I faktycznie: już w 1999 roku tłocznia Thomasa Morra wydała trzeci album Brytyjczyków – „Salamander”. Był to początek owocnej współpracy, która do dzisiaj przyniosła nam sześć świetnych płyt, na których angielscy producenci z powodzeniem odeszli od klasycznego IDM-u (a zarazem od emotroniki) w stronę bardziej abstrakcyjnej elektroniki o minimalowym sznycie. Potwierdza to najnowszy album duetu.

Osiem składających się nań nagrań uwodzi jak zwykle w przypadku ISAN kruchymi rytmami i organicznym brzmieniem. Z tradycji IDM-u Anglicy wywodzą dyskretne breaki, które uzupełniają łagodne pulsacje basu („From A Hundred”). Z kolei ambientowy rodowód mają przyjaźnie plumkające klawisze, układające się w oniryczne melodie („Ichthyosaur”). Wszystko to otulone jest psychodeliczną mgiełką, która zawiesza muzykę projektu między snem a jawą („Calliscope”).

Saville i Ryan to mistrzowie w swym fachu: wszystkie dźwięki na „Lamenting Machine” są perfekcyjnie wycyzelowane, w efekcie czego układają się w dokładnie przemyślaną mozaikę. Co ciekawe – nie ujmuje to nic emocjom zawartym w muzyce. Te – choć najczęściej zdystansowane – wypełniają każdą kompozycję, od czasu do czasu dochodząc mocniej do głosu („Lamenting Machine”). Blisko tej nowej muzyce ISAN do dokonań Ruichi Sakamoto – z tym, że nagrania Anglików mają bardziej elektroniczny ton.

Morr Music 2019

www.morrmusic.com

www.facebook.com/morrmusicberlin

www.isan.co.uk

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze