Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.



Bly de Blyant – Hindsight Bias

Pożeracze ciekawości.

Z twórczością tria Bly de Blyant spotkałem się po raz pierwszy w 2013 roku, przy okazji ich debiutanckiej płyty „ABC” (Hubro Records). W pierwszej kolejności moją uwagę przyciągnęły same nazwiska muzyków. W składzie Bly de Blyant mamy trzech znakomitych artystów: norweskiego perkusistę Øyvinda Skarbø (1982, BMX, Håkon Kornstad Tenor Battle), islandzkiego gitarzystę Hilmara Jenssona (Tyft, Jim Black, Trevor Dunn) i amerykańskiego multiinstrumentalistę Shahzada Ismaily’ego (Marc Ribot, Will Oldham, John Zorn).

Pierwszy swój longplay „ABC” muzycy zarejestrowali, jak sami mówią, w dosyć staroświecki sposób. Weszli do norweskiego studia w Bergen i zaczęli nagrywać bez użycia słuchawek oraz nakładania poszczególnych ścieżek, po prostu stanęli w jednym pomieszczeniu i grali na tzw. „setkę”. Ten sam proces trio powtórzyło podczas rejestrowania materiału na tegoroczną płytę „Hindsight Bias”, z tym, że muzyczna paleta znacznie się poszerzyła. Na „ABC” było zdecydowanie bardziej gitarowo. Grupa w bardzo ciekawy sposób odniosła się do rockowej stylistyki wypychając ją na głębokie wody improwizacji i jazzu.

Panowie jadąc na sesję nagraniową „Hindsight Bias” obładowali się sporą ilością analogowych instrumentów, a także zabrali ze sobą banjo. Członkowie zespołu Bly de Blyant są otwarci na różne formy. Kiedy skręcają w stronę prog-rocka czy elektrycznego jazzu spod znaku Milesa Davisa („Michael Jackson Pollock”), to już po chwili z wielką swobodą dekonstruują te gatunki i wprowadzają je w ramy swojej estetyki. Z albumem „Hindsight Bias” jest tak, że bardzo ciężko jest przewidzieć, co wydarzy się w następnym utworze. Początek płyty („Jiddu”, „Westkreuz”) wyraźnie nawiązuje do rocka sprzed kilku dekad, przemieszanego z bluesowym groovem i synkopowym rytmem perkusji Skarbø. Moim hitem sezonu jest nagranie „Laura”, w którym transowa linia basu, Mooga i perkusji, w idealny sposób koresponduje z jazzowo-funkową gitarą Hilmara Jenssona (okolice Jamesa Browna) oraz świeżo brzmiącym banjo Ismaily’ego. Z drugiej strony ten numer działa też jak wehikuł czasu, którego ciągnie w rejony sceny disco lat 70. i dokonań francuskiej grupy Space.

Jazz-rockowe solówki, przesterowany bas i chropowate akordy gitar, zgrabnie wchodzą w porozumienie z dźwiękową feerią płynącą z Mooga („DEFGHIJKL”), a balladą bliską math-rockowego minimalizmu („Hindsight Bias”). Wykorzystanie Mooga w utworze „DEFGHIJKL” przypomina mi nieco solowe nagrania Dona Prestona (ten od Franka Zappy).

W „Bunker Hill” muzycy ponownie zaglądają do lat 70. W tej kompozycji da się poczuć klimat King Crimson z okresu „Red” i „Larks’ Tongues in Aspic”. Nie mogło być inaczej, gdyż zamykające nagarnie „The Eighteen Irascibles” to kolejne zaskoczenie. Szybki przeskok z awangardy do świata amerykańskiego folku, pojawiło się banjo i gitara, a końcówka tego utworu została zawinięta w syntezatorowe tła. Z pewnością „The Eighteen Irascibles” można byłoby umieścić gdzieś pomiędzy twórczością Billa Callahana a Bonniego ‘Prince’a’ Billy’ego, choć folkową koncepcję rozbija Moog. Trio Bly de Blyant wręcz bawi się formą, gestem oraz różnymi konwencjami, a w dodatku świetnie im to wychodzi.

Muzyka Bly de Blyant jest wyśmienitym dowodem na to, że można bez trudu przemieszczać się po różnych estetykach, łączyć je, wywracać do góry nogami, a przy tym pozostać sobą. Artyści z dużą lekkością przemycają do swoich kompozycji elementy muzycznej zabawy, eksperymentując z dźwiękiem i frazą. Twórczość Bly de Blyant bez najmniejszego trudu odkleja się od jednoznacznych podziałów czy skojarzeń. Myślę, że na „Hindsight Bias” muzycy nie pokazali jeszcze całego arsenału swoich możliwości, choć już na tym etapie udało im się nasycić moją muzyczną ciekawość. Nagrania Bly de Blyant zadowolą wszystkożernych połykaczy dźwięków.

31.01.2014 | Hubro Records

 

Oficjalna strona zespołu »Strona Hubro Records »Profil na Facebooku »Słuchaj na Soundcloud »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze