Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.



Mike Dehnert – Lichtbedingt

Chociaż nowa płyta Mike’a Dehnerta dla wytwórni Delsin jest niemal zupełnie inna od poprzedniej, nosi również znamiona producenckiego geniuszu.

Wydany trzy lata temu przez holenderską tłocznię album „Framework” autorstwa niemieckiego producenta był jedną z ważniejszych płyt pierwszej fali nowego techno w Europie. Od tamtego czasu Mike Dehnert z powodzeniem skupił się na prowadzeniu wytwórni Fahwerk, nakładem której publikuje własne nagrania, zdradzające zarówno przywiązanie do klubowych brzmień, jak i tendencje do śmiałych eksperymentów.

Podobnie dzieje się na nowym albumie artysty przygotowanym dla Delsin. O ile jednak w produkcjach na potrzeby Fahwerk koncentruje się on na ciężkich brzmieniach wywiedzionych z techno, tak tym razem pozwolił sobie na większą swobodę twórczą. Czerpiąc inspirację z tego, co dzieje się obecnie na światowej scenie tanecznej, Dehnert wypracował niezwykłe brzmienie, łączące w zaskakujący sposób klubową energię z wręcz awangardowym zacięciem.

Początek jest mylący – bo płytę otwiera ambientowe „Intro”, rozpięte między przestrzennymi pasażami chłodnych klawiszy rodem z klasycznej kosmische musik. Właściwa część płyty zaczyna się wraz z „Construction” – bo to podszyty lekkimi breakami mocno zbasowany house, w którym jest miejsce zarówno na wokoderową wokalizę, jak i popiskujące klawisze. Połamane rytmy pojawiają się jeszcze w większym natężeniu w „Remove”. Tym razem Dehnert sięga bowiem po nerwowy dubstep, nasycając nagranie jazgotliwymi efektami o 8-bitowym brzmieniu.

Oldskulowy hard house bucha w „Woop”. Choć nagranie niosą twarde uderzenia automatu perkusyjnego, niemiecki producent zabarwia je szeleszczącymi hi-hatami na lekko garage’ową modłę. A w tle – zawiesisty pochód melodyjnie buczącego basu, opleciony poszatkowanymi samplami ludzkich głosów. Bardziej surowy charakter ma „Single Action” – miażdżąc wszystko wokół ciężkimi bitami i metalicznymi klawiszami. „ReRe” objawia amorficzną strukturę rytmiczną, blisko zarówno techno, jak i house’owi. Agresywne wejścia sonicznych akordów i popiskujące syntezowy w tle wskazują jednak od razu na detroitowy rodowód nagrania.

„Emlo” wprowadza na płytę ciepły powiew nadmorskiej bryzy znad Karaibów. To oczywiście masywny dub-house ze szkoły Maurizio, pomysłowo zaaranżowany przez Dehnerta na wokoderową wokalizę i funkową partię klawiszy. Te głębokie brzmienia powracają potem w „Espace” – i jest to jeden z najbardziej finezyjnych utworów w zestawie. Niemiecki producent sięga tu co prawda po jamajski puls, ale ozdabia go zupełnie niespodziewanymi dźwiękami – wesoło pomrukującą linią basu, chłodnymi syntezatorami w stylu IDM oraz kosmicznym tłem o ambientowym rozmachu. Rezultat? Doprawdy niesamowity! Najbardziej przebojowe nagranie kryje się jednak dopiero na końcu płyty. „En Outre” to również dub-house, ale tak smakowicie podrasowany acidowym ćwierkaniem i basowymi warkotami, że nogi aż same rwą się do tańca.

Śladem mocniejszych brzmień zarezerwowanych przez Dehnerta dla swej własnej wytwórni są tu właściwie tylko dwie kompozycje. Pierwsza z nich to „Channeled” – galopujące tribal techno z ekscentrycznym wokalem podszytym kumkającymi akordami rwanych syntezatorów. Jamajskie techniki obróbki dźwięku słychać znowu w „Movement”. Tym razem niemiecki producent stosuje jednak cięższe bity niż poprzednio, wypełniając przy tym nagranie kanalizacyjnymi klawiszami, spod których co chwila wydobywa się anarchicznie edytowany śpiew. Tak czy siak – brzmi to znakomicie.

Chociaż nowa płyta Mike’a Dehnerta dla wytwórni Delsin jest niemal zupełnie inna od poprzedniej, nosi również znamiona producenckiego geniuszu. Z nagrań zamieszczonych na „Lichtbedingt” emanuje przede wszystkim ogromna radość tworzenia. Niemiecki producent pozostaje co prawda na terenie muzyki klubowej, ale śmiało popuszcza wodze dźwiękowej wyobraźni, buszując w katalogu elektronicznych brzmień ze swobodą i radością rozbrykanego dziecka. Efekt jest znakomity – to przykład grania do tańca na najwyższym poziomie abstrakcji.

Delsin 2014

www.delsinrecords.com

www.facebook.com/delsinrecords

www.facebook.com/pages/Mike-Dehnert-Official_Page

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. jedrek

    I bardzo dobrze do tanca i do rozanca 🙂