Wpisz i kliknij enter

Chopstick & Johnjon – Twelve

Po serii przebojowych singli i albumów innych wykonawców, szefowie berlińskiej wytwórni Suol prezentują efekty własnej twórczości.

Obaj panowie spotkali się dwanaście lat temu w Hamburgu. Każdy z nich miał za sobą zupełnie inną przeszłość. Chopstick dał się wcześniej poznać jako spec od hip-hopowej didżejki, natomiast Johnjon mógł się pochwalić klasycznym wykształceniem muzycznym. Kiedy zwarli szyki, spod ich palców popłynęły soczyste dźwięki tech-house’u, którym zaczęli obdarzać takie wytwórnie, jak Dirt Crew czy Moodmusic.

Trzy lata temu producenci przenieśli się do Berlina i powołali do życia własną tłocznię. Suol szybko zdobył sobie wysoką renomę na klubowej scenie, publikując z jednej strony przebojowe nagrania Fritza Kalkbrennera, a z drugiej – nowotarskie pomysły projektu Trickski. W końcu przyszedł czas na debiutancki album szefów wytwórni. Jedenaście umieszczonych na nim kompozycji wpisuje się zgrabnie w dotychczasową politykę firmy.

Lwią część zestawu tworzą nagrania lokujące się w formule europejskiego deep house’u. Otwierający krążek „Run Slowly” uwodzi łagodnym zestawieniem nastrojowej wokalizy i akustycznej gitary, osadzonych na miękkim rytmie. Wątki te kontynuuje „Silent Sea”, w którym na pierwszy plan wysuwa się duet przyjemnie mruczącego basu ze skorodowanymi klawiszami. „Dissolving Spaces” ma już szybsze tempo i cięższe brzmienie – a matowy wokal Chrisa Jamesa zostaje tym razem podbarwiony tęskną partią wiolonczeli. Najbardziej „korzenny” ton ma w tym segmencie „Nothing Yet” – bo rozbrzmiewają w nim jazzowe organy podbite plemiennymi congami.


Chopstick i Johnjon nie zapominają również o motorycznym tech-house’ie, od którego zaczynali swą wspólną działalność. „Comets” zaskakuje pomysłowym połączeniem trance’owych akordów z typowo kolońską rytmiką. Choć „Erase These Images” uderza gorętszą energią rodem z Watergate, para producentów balansuje ją subtelnymi dźwiękami Rhodesa. W „I Will Follow” słychać echa tanecznej muzyki z początku lat 90. – a to ze względu na rave’owy bas, spuentowany jednak we współczesny sposób rozedrganymi klawiszami i nastrojowym piano.

We wszystkich utworach z krążka słychać piosenkowe ciągoty producentów. Najwyraźniej przejawiają się one pod koniec zestawu. Dostajemy tam bowiem aż dwie wersje „Pining Moon”. Ta klubowa z hiszpańską gitarą osuwa się niestety niebezpiecznie w stronę muzycznego kiczu. Kiedy jednak śpiew Tannera Rossa zostaje otoczony wyłącznie akustycznymi brzmieniami, powstaje naprawdę efektowna ballada. Równie dobrze wypada pozbawiony tanecznego bitu „Dreading The Light”, w którym przejmujący nastrój tworzy wokal wspomnianego Chrisa Jamesa, wsparty na kontrabasowym pochodzie o jazzowym sznycie. Zgrabnie prezentuje się także „Twisted” – spowolniony house, bujający onirycznymi pląsami organow.

„Twelve” to oczywiście jednoznacznie komercyjna robota – wypolerowana na wysoki połysk, łącząca taneczną funkcjonalność z melodyjną przystępnością, obliczona na jak najszerszy odbiór. Ale nie ma w tym nic złego – bo godzina z taką muzyką jest naprawdę prawdziwą przyjemnością. W końcu nie samą awangardą człowiek żyje.

Suol 2014

www.suol.hk

www.facebook.com/suolmusic

www.facebook.com/chopstickandjohnjon







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy