Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.

Silent Witness – Silent Witness
Łukasz Komła:

Cisi obserwatorzy o wielkiej wyobraźni.

Phase Fatale – Scanning Backwards
Paweł Gzyl:

Dźwięk jako broń.

Stefan Węgłowski – To co ukryte
Jarek Szczęsny:

Puszczony zza mgły.

Mech – Pearlgraphs
Jarek Szczęsny:

Lepiszcze do związania ze sobą grubych okruchów.

Craven Faults – Erratics & Unconformities
Jarek Szczęsny:

Syntezator modularny poszedł na wędrówkę.



Marcelus – Tresor 269

Marcelus dla Tresora…? Obowiązkowo.
Numer 269 poszerza imponującą kolekcję wytwórni Tresor, o kolejne cztery, niezwykłe numery od genialnego gracza – Marcelusa. Zaledwie 27-letni Francuz – Cedric Bros, już parę ładnych lat temu zaprezentował swoją twórczą dojrzałość. Ambitny i niezwalniający tempa producent ciągle pnie się ku górze, na co doskonałym dowodem jest ta EPka.

Lekka pałeczka bije o ciężki, metalowy pręt, werble cwałują jak szalone, solidne i chłodne perkusjonalia klasycznego syntezatora rozbudzają tę kompozycję. Red Dance, jak sama nazwa wskazuje, rozpali parkiet do czerwoności.

Worship the bass to czyste i radykalne brzmienie starego Tresora. Nic dodać, nic ująć – wycieczka do przeszłości, a jednocześnie, ma się rozumieć, do rozkwitu berlińskiego grania detroitowych klimatów.

Klasyczne, współczesne, zredukowane brzmienie i echa minimalowych trendów, dają się słyszeć w utworze Shine. Z jego zakamarków, jak z wnętrza gotyckiej świątyni, dobiegają jakby sakralne, eteryczne śpiewy, które ukoją każdego słuchacza. Surowość i foremność kontra głębia i opływowość.

Astral, nurzające się w ambientowych padach, przenosi nas w inny wymiar. Doznajemy kojącego wyciszenia, zatopieni w wygłuszającej istocie dźwięków tak subtelnych, że ledwie słyszalnych. To taka gwiezdna słodycz, w której z łatwością można się rozpuścić.

Jedna strona czarnej płyty lepsza jest do dumania, a druga, do wydobywania najskrytszych sił, drzemiących w ciałach ludzi, dla których rave jest ciągle żywy. Wspaniałości!

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.