IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.



Marcelus – Tresor 269

Marcelus dla Tresora…? Obowiązkowo.
Numer 269 poszerza imponującą kolekcję wytwórni Tresor, o kolejne cztery, niezwykłe numery od genialnego gracza – Marcelusa. Zaledwie 27-letni Francuz – Cedric Bros, już parę ładnych lat temu zaprezentował swoją twórczą dojrzałość. Ambitny i niezwalniający tempa producent ciągle pnie się ku górze, na co doskonałym dowodem jest ta EPka.

Lekka pałeczka bije o ciężki, metalowy pręt, werble cwałują jak szalone, solidne i chłodne perkusjonalia klasycznego syntezatora rozbudzają tę kompozycję. Red Dance, jak sama nazwa wskazuje, rozpali parkiet do czerwoności.

Worship the bass to czyste i radykalne brzmienie starego Tresora. Nic dodać, nic ująć – wycieczka do przeszłości, a jednocześnie, ma się rozumieć, do rozkwitu berlińskiego grania detroitowych klimatów.

Klasyczne, współczesne, zredukowane brzmienie i echa minimalowych trendów, dają się słyszeć w utworze Shine. Z jego zakamarków, jak z wnętrza gotyckiej świątyni, dobiegają jakby sakralne, eteryczne śpiewy, które ukoją każdego słuchacza. Surowość i foremność kontra głębia i opływowość.

Astral, nurzające się w ambientowych padach, przenosi nas w inny wymiar. Doznajemy kojącego wyciszenia, zatopieni w wygłuszającej istocie dźwięków tak subtelnych, że ledwie słyszalnych. To taka gwiezdna słodycz, w której z łatwością można się rozpuścić.

Jedna strona czarnej płyty lepsza jest do dumania, a druga, do wydobywania najskrytszych sił, drzemiących w ciałach ludzi, dla których rave jest ciągle żywy. Wspaniałości!

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.