Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.



Detroit techno

Rumah – A View To The Sea EP

Młody londyńczyk serwuje cztery techno dania. Chcecie wiedzieć jak smakują? Czytaj dalej »

Der Zyklus – Renormalon

„Każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii” – Trzecie Prawo Clarke’a Czytaj dalej »

Various Artists – Art-e’facts Volume.1

Odkopane archiwalia nieznanego samorodka. Czytaj dalej »

Ruhig – Lost In The Instability EP

Midgar Records to concept label z innowacyjnym podejściem do współczesnego techno. Czytaj dalej »

Marcelus – Tresor 269

Marcelus dla Tresora…? Obowiązkowo. Czytaj dalej »

Murphy Jax – Teleport: Echo City

Choć niemiecki producent czerpie garściami z dorobku klasycznego house’u, techno i disco z drugiej połowy lat 80., stworzenie takiego dzieła, jak „Teleport: Echo City” nie byłoby w tamtych czasach możliwe.

Czytaj dalej »

Wszyscy na Redshape’a

 

Prawdziwe Detroit od człowieka w czerwonej masce – już w najbliższy weekend w Warszawie. Pozycja obowiązkowa.

Czytaj dalej »

CLR Podcast 179- Marcel Dettmann

 

 

Słowo podcast powstało z połączenia dwóch słów składowych- IPod (od Apple) i broadcast. Podcasty CLR-u (Create Learn Realize) wytwórni Chrisa Liebinga ukazują się regularnie co tydzień. Opisywany podcast autorstwa Marcela Dettmanna ukazał się 30 lipca i jest to trwająca godzinę i dziesięć minut transmisja, oscylująca między różnymi gatunkami muzyki tanecznej. Dla tych słuchaczy Dettmanna, którzy kojarzą go przede wszystkim z minimalistycznym, detroitowym, ponurym brzmieniem  large-hall techno, ten podcast musi być nie lada zaskoczeniem. Wyraźnie da się w nim słyszeć wpływy Modeselektora, z którym Dettmann pierwszy raz współpracował w projekcie ATOL (Dettmann+Modeselektor+Shed) na festiwalu Melt! w Niemczech. Momentami jest nieco psychodelicznie, czasem wesoło i beztrosko, ale jednak podcast zdominowany jest przez nastrój pozytywny, co do Dettmanna raczej niepodobne. Na ten kawał dobrej muzyki składają się zabawne wokalizy charakterystyczne właśnie dla Modeselektora, trochę acid house-u, techno, jest nawet odrobina electroclashu (!), bardzo osobliwe sample (np. 13:42). Wszystko to podrasowane jest szczyptą klasyki z gatunku muzyki house.

Co ciekawe  mniej więcej w połowie trwania transmisji daje się słyszeć głos Chrisa Liebinga, który delikatnie sugeruje nam, że jest spore prawdopodobieństwo na ukazanie się w najbliższym czasie albumu ATOL. Album ten miałaby wydawać wytwórnia Ostgut-Ton. Ta wiadomość podana przez Liebinga to na pewno wielka niespodzianka dla fanów Dettmanna i jego nowego projektu.

Pełne wersje wszystkich podcastów CLR można ściągnąć na www.clr.net/media.pl

Gerald Mitchell – Family Property

Jednym z najważniejszych producentów, którzy dołączyli w minionej dekadzie do kolektywu Underground Resistance okazał się z perspektywy czasu Gerald Mitchell. Nie tylko bowiem tworzył wartościowe nagrania na własne konto, ale powołał również do życia znakomitą formację Los Hermanos i stał się jednym z filarów koncertowego wcielenia detroitowej załogi – The Trinity.

Ponieważ zadebiutował już w połowie lat 90., po wstąpieniu w szeregi Underground Resistance, kontynuował rozwijanie swych wcześniejszych zainteresowań. W przeciwieństwie do pozostałych członków kolektywu, Mitchell wyspecjalizował się jednak nie w techno, ale w house`ie. Z czasem uzupełnił typowe dla siebie brzmienie o nowe elementy. Podsumowaniem dźwiękowych peregrynacji producenta jest jego debiutancki album opublikowany przez japońską wytwórnię Underground Gallery z Kobe – „Family Property”.

Najwięcej tutaj bogato zaaranżowanego deep house`u głęboko osadzonego w tradycji „czarnej” muzyki. Oto umieszczony niemal tuż na wstępie płyty „Nobody Like You” układa się w formę żarliwego hymnu religijnego, łącząc ekstatyczne wokale w stylu gospel z gęstym pokładem rytmicznym, przypominając rozbudowane kompozycje Innerzone Orchestry. Funkowe partie ciepłej gitary i organicznego Hammonda rozpalają brzmienie „Funkatropolis 313”, natomiast w „Baby Oh” miękkim bitom towarzyszą euforyczne akordy strzelistych klawiszy wywiedzione wprost z legendarnego „Strings Of Life” Derricka Maya.

W drugiej części płyty Mitchell zwraca się ku bardziej tribalowej rytmice. „Afro Tech Soul” i „I Am Los Hermanos” wpisują zapętlone motywy latynoskich instrumentów w plemienne bębny podrasowane imprezowymi okrzykami i zawołaniami. Podobnie dzieje się w „Los Controls” – głęboka pulsacja o house`owym metrum zostaje niespodziewanie przełamana typowo południowoamerykańską rytmiką, zamieniając klubową petardę w uliczną sambę eksplodującą gorącymi dźwiękami rodem z latynoskiego karnawału. Kontrapunktem dla tych rozbudowanych kompozycji są dwa surowe i szorstkie nagrania – „Bytes & Filterz” i „Paradigm 4th Shifter”. Mitchell sięga tu dynamiczne podkłady rodem z nowojorskiego garage`u, oplatając je jednak zgrzytliwymi i zawodzącymi loopami o zdecydowanie chicagowskim tonie.

„Soul D.N.A.” to już elektroniczna poezja w stylu najbardziej eterycznych dokonań Carla Craiga. Wątek ten kontynuuje „Generations” – przestrzenne deep techno o nieco plemiennym groovie, które z powodzeniem mogłoby się znaleźć w repertuarze Los Hermanos. Bardziej oldskulowy charakter ma natomiast „Family”. Tutaj prym wiodą bowiem syntetyczne smyczki – jak w dawnych przebojach wspomnianego już Derricka Maya. Segment ten wieńczy finałowe „Groove Arps”, łącząc w finezyjny sposób taneczną motorykę techno z ambientowo brzmiącymi kaskadami klawiszy.

„Family Property” to kwintesencja klasycznej elektroniki z Motor City. Jest w tej muzyce głębokie uduchowienie, czuć w niej transcendentalny niemal związek z kulturą przodków, emanuje ona wyjątkowo czystą i pozytywną energią. Szkoda tylko, że tak trudno ten album zdobyć w Europie.

Underground Gallery 2011

www.undergroundgallery.jp

Octave One – Revisited: Here, There And Beyond

W dwadzieścia lat po swoim debiucie, bracia Burden postanowili zaprosić ulubionych producentów tanecznej elektroniki do zremiksowania wybranych nagrań z ich obszernego katalogu. Tak powstała zapoczątkowana w 2010 roku seria winylowych dwunastocalówek „Octave One Revisited”, której ukoronowaniem jest wydany teraz kompaktowy zestaw tychże dekonstrukcji – „Revisited: Here, There And Beyond”.

Najpierw swe remikserskie zdolności objawiają sami autorzy zebranego na krążku materiału. „Dema” i „Meridian” w nowych wersjach nabierają ciężaru nowoczesnego techno. Ich obecna konstrukcja oparta jest jednak na wyrazistych kontrastach – z jednej strony melodyjnie popiskujące klawisze i pejzażowe tło, a z drugiej – rwane loopy i industrialne perkusjonalia. Efekty są zaskakująco nośne: no ale w końcu dwie dekady na klubowej scenie zobowiązują.

Reprezentanci nie istniejącej wytwórni Sandwell District zanurzają debiutancki singiel Octave One z 1990 roku – „I Belive” – w typowym dla nich mrocznym brzmieniu. Hipnotyczne bity podszyte zdubowanym basem rozświetla jednak żarliwa wokaliza Lisy Newberry – wprowadzając zupełnie nowe dźwięki do katalogu Regisa i Functiona. Bardziej przestrzenne deep techno serwuje Aril Brilha – jego wersja „Daystar Rising” przypomina niezapomniany „Groove La Chord”. Ale to już przecież znak firmowy tego artysty. Podobnie zresztą jest w przypadku Cari Lekenbusha. Pod jego palcami „Love And Hate” zamienia się bowiem w funkcjonalne techno o typowo szwedzkim brzmieniu, redukującym melodię na korzyść rytmiki.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/447280-01.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=447280-01″ allowscriptaccess=”always”]

Potem przychodzi czas na reprezentantów niemieckich klubów Tresor i Berghain. Honor tego pierwszego bronią dwaj producenci – Alexander Kowalski i Vince Watson. Związany z wytwornią Kanzleramt twórca stawia w swej wersji „I Need Release” na sugestywne połączenie bitów rodem z techno i syntezatorowych zagrywek typowych dla trance`u, natomiast jego brytyjski kolega modeluje „Nicolette” na ekspresyjny tech-house z refrenem wyśpiewanym ponownie przez Lisę Newberry. Kiedy przenosimy się do Berghain, za deckami staje Luke Slater – i jego remiks „The Greater Good” to oczywiście przemysłowe techno o świdrującym loopie.

Najciekawiej z całego zestawu wypada jednak dawno nie słyszany Ken Ishii. Biorąc na warsztat wspomnianą „Nicolette” z 1991 roku, sięga po charakterystyczne dla tamtych czasów dźwięki – surowy i ciężki podkład rytmiczny oraz gęstą aranżację skoncentrowaną na acidowym wątku. Całość wypada nadzwyczaj świeżo – najwyższy czas, aby japoński producent popracował nad nowym albumem. Jedynym artystą z Detroit, któremu bracia Burden oddali swój utwór do zremiksowania jest Gerard Mitchell. „Somedays” w jego wersji to transowe techno w stylu plemiennych dokonań Los Hermanos (nic dziwnego – w końcu sam współtworzył ten projekt). A na koniec powiew nowości – „Blackwater” wymodelowany przez Alter Ego na dynamiczny house o perlistym brzmieniu.

„Revisited: Here, There And Beyond” słucha się z zainteresowaniem – wszyscy producenci wywiązali się ze swej pracy bez zarzutu. Ale tak naprawdę najlepiej Octave One wypadają w oryginale. Dlatego miejmy nadzieję, że ta kolekcja remiksów to tylko przedsmak ich autorskiego albumu.

430 West 2012

www.430West.com

www.octaveone.com

www.myspace.com/octaveone

Marc Houle – Undercover

Kiedy w połowie minionego roku, Magda, Marc Houle i Troy Pierce, żegnali się z Richie Hawtinem, usamodzielniając działalność wytwórni Items & Things, od razu zapowiedzieli, że będą jej nakładem publikować płyty zawierające różnorodną muzykę. Pierwsze dwunastocalówki wydane jej nakładem nie potwierdzały jednak tej obietnicy – zarówno nagrania Madato, jak i Danny`ego Benedettiniego utrzymane były w klimacie minimalowego techno. Niespodziankę sprawił dopiero jeden z szefów tłoczni – Marc Houle. Jego pierwszy album dla Items & Things to niespodziewana wycieczka po różnych stylach tanecznej elektroniki, tkwiących korzeniami w latach 80.

Już pierwsze nagranie zaskakuje – kanadyjski producent sięga w „Hearing” po nowocześnie wymodelowane italo disco, zestawiając ze sobą tęskne pasaże melodyjnych syntezatorów i zbasowane akordy mrocznych klawiszy w stylu podobnym do dawnych dokonań Savasa Pasacalidisa. Bardziej kosmiczna wersja gatunku pojawia się wraz z nagraniem „Very Bad”. Tym razem Houle wykorzystuje przestrzenne arpeggia typowe dla twórczości projektów w rodzaju Droids, osadzając je jednak na mniej oczywistym podkładzie rytmicznym. Po raz trzeci ejtisowe disco powraca w kompozycji „Mooder”. Choć zaczyna się ona drgającym pochodem basu rodem z klasycznych nagrań Yello, z czasem zamienia się w motoryczne electro oplecione sążnistymi pasażami melodyjnych syntezatorów.

[embeded: src=”http://www.junostatic.com/ultraplayer/07/MicroPlayer.swf” width=”400″ height=”130″ FlashVars=”branding=records&playlist_url=http://www.juno.co.uk/playlists/builder/1907126-02.xspf&start_playing=0&change_player_url=&volume=80&insert_type=insert&play_now=false&isRe lease=false&product_key=1907126-02″ allowscriptaccess=”always”]

Bliżej wcześniejszych dokonań Houle`a lokują się utwory wystylizowane na chicagowski house. Już w umieszczonym prawie na wstępie albumu tytułowym „Undercover” pojawiają się twarde uderzenia automatu perkusyjnego podbite falującym pochodem masywnego basu. Strukturę tę uzupełnia wibrujący loop niosący mroczną nawijkę podawaną zdeformowanym głosem. Kwaśne tony Rolanda 303 rozbrzmiewają natomiast w „Bink” – idealnie pasując do miarowych bitów podszytych charakterystycznym clappingiem.

No i wreszcie mroczne techno. Houle wraca do swych korzeni w trzech utworach. „Juno 6660”, choć jest osadzony na szorstkim rytmie rodem z Motor City, porywa przesterowanym basem przypominającym wczesne nagrania LFO w klimacie warpowego bleepu. Z kolei w „Am Am Am” ciężkie bity i minimalowe loopy stają się pretekstem do przywołania metalicznego industrialu sprzed ćwierć wieku – o czym świadczą przemysłowe efekty wypełniające przestrzeń nagrania. I wreszcie finałowy „Under The Neath” – porywające Detroit techno z wokoderowi wokalizą w stylu najlepszych nagrań Juana Atkinsa.

„Undercover” to bez wątpienia najciekawszy album w dorobku Marca Houla. Nie dość, że różnorodny, to pomysłowo zrealizowany, pełen niebanalnych melodii i intrygujących pomysłów brzmieniowych, w perfekcyjny sposób łączący ejtisową nostalgię z nowoczesną produkcją. Jak na razie wynik tegorocznej rozgrywki między Items & Things a M-nus jest zaskakujący: 1:0.

Items & Things 2012

www.itemsandthings.com

www.myspace.com/itemsandthings

http://www.myspace.com/marchoule3