Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.



Justin Faust – Spellbound

Pitu-pitu na synthciku.

Justin Faust to całkiem sympatyczny producent z Monachium. Jego facebook, twitter, pęka od ironicznych komentarzy i śmiesznych zdjęć, wrzutek, wszystkiego o rzeczywistości i środowisku muzycznym. Najbardziej uwielbia podśmiechujki z Aviciiego, Tiesto, niewydarzonych DJów. No dobra, ale nie jest komikiem, tylko DJem. Od 2010 wydaje głównie EPki i single w stylu nu-disco, funk, synth, płynąc sobie wraz z założycielami Discotexas (Moullinexem i Xinobim) przez świat. Był niewątpliwie jednym z najciekawszych twórców tego nurtu, wyróżniając się świeżymi i energetycznymi produkcjami takimi jak:

Był. Bo album „Spellbound”, debiutancki longplay, który wydał niestety spycha go do podrzędnej ligi. I potwierdza teorię, że wielu artystów nowego disco singlami i EPkami potrafi wypracować sobie markę, potykając się na pełnowymiarowych produkcjach.

Dwanaście utworów na albumie jest utrzymane w jednostajnym klimacie popowo-elektroniczno-syntezatorowym. Instrumentalne utwory nie są majstersztykiem ani producenckim, ani brzmieniowym, choć trzeba przyznać że takie jak: singlowy „Spellbound” czy znany już od całkiem długiego czasu „Girl Talk”, przykuwają uwagę. To jednak jest niewiele po tym co pokazał wcześniej na krótszych formach, ani po tym, co pojawia się teraz na rynku. To poprawna robota, ale chwalić się takim longplayem nie wypada. Wpada jednym, wypada drugim uchem. Muzyka tła i pastelowych knajp. Sorry, Justin!

Discotexas, 2013

2/5

Najlepsze momenty: Spellbound, Girl Talk

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.