Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.



Kink Gong – Gongs

Laurent Jeanneau pokazał, że brzmienie gongów bywa niezwykle inspirujące.

Francuskich twórców ciągnie jakoś w stronę instrumentu jakim jest gong. Inspiruje ich także kultura Azji. Czy to wynika z niegdysiejszej polityki kolonialnej tego państwa? Nie sądzę. Pewnie każdy z was dobrze pamięta grupę Gong wywodzącą się z brytyjskiej sceny Canterbury, czy też zespół Indochine świętujący swoją największą popularność w latach 80. W świecie jazzu mamy utalentowanego gitarzystę Nguyena Lê, zaś z obszaru muzyki elektronicznej można śmiało wymienić nazwisko producenta Arnauda Bernarda (aka Onra). Obaj to francuscy artyści o wietnamskich korzeniach.

Laurent Jeanneau wydaje swoje nagrania pod nazwą Kink Gong. Artysta już od końca lat 90. zajmuje się sztuką field recordingu, dzięki której dokumentuje zagrożone mniejszości etniczne z rejonu Azji Południowo-Wschodniej. Na albumie „Xinjiang” (Discrepant, 2011) eksplorował przepastne połacie prowincji Xinjiang znajdującej się w północnych Chinach. Rejestrował także brzmienie gongów w Kambodży i Laosie. Jego produkcje można znaleźć również w katalogu amerykańskiej oficyny Sublime Frequencies. W sierpniu tego roku opublikował też bardzo ciekawą kasetę pt. „The Lisu” (Discrepant), na której usłyszymy muzyczne oblicze grupy etnicznej Lisu zestawione z dźwiękowymi eksperymentami Francuza. Z kolei na swojej najnowszej płycie „Gongs” zafundował nam po raz kolejny podróż do Chin. Kilka lat temu Jeanneau przeprowadził się do chińskiego miasta Dali (Junnan).

Winylowy krążek „Gongs” wypełniły dwie sporych rozmiarów kompozycje. Pierwsza strona to „GongAside”, gdzie mamy tradycyjne śpiewy miejscowych artystów i brzmienia różnych instrumentów, w tym oczywiście gongów, przetworzone za pomocą studyjnej obróbki. Jeanneau w bardzo zgrabny sposób połączył elektroakustyczną tkankę z nagraniami terenowymi, nie niszcząc przy tym ich pierwotnego kontekstu. Na drugiej stronie winyla od pierwszy sekund wybrzmiewają cucące dźwięki gongu („GongBside”), które po chwili milkną i rozpływają się w elektronicznych efektach. Poszatkowane linie wokalu, jakie Jeanneau przygotował w tym nagraniu, dały świetny efekt końcowy. Te dwa fragmenty można porównać do niekończącego się transu.

Longplay „Gongs” to przykład kolażu dźwiękowego broniącego się pod każdym względem, gdyż nie ma w nim szablonowych rozwiązań, podszytych nudą form czy oklepanych do bólu patentów. Laurent Jeanneau w inteligentny sposób przemycił do swojej twórczości elementy chińskiej kultury muzycznej. Nadał jej zupełnie inny wymiar, mówiący, że prawdziwa sztuka rozpuszcza utarte znaczenie granic i przesuwa je w głąb najmniej znanych zakątków świata.

13.10.2014 | Discrepant

 

Strona wytwórni Discrepant »Profil na Facebooku »Słuchaj na Soundcloud »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.