Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.



2562 – The New Today

Po sześciomiesięcznym pobycie w Nowym Jorku, Dave Huismans wraca ze swoim czwartym albumem.

Już na samym początku tej recenzji chcę zaznaczyć, że jest to materiał zgoła inny niż debiutancki „Aerial”, będący oryginalnym połączeniem dubstepu z dub techno. Stanowi on również odmienną wizję od tej, którą eksplorowaliśmy w naprawdę godnym „Unbalance” i możliwie najbardziej połamanym „Fever”. Tutaj mamy eklektyzm zbudowany z cegiełek techno, kosmicznego synthpopu, ambientu czy też krautrocku. Jednakże jest jedna rzecz, która łączy tę całą różnorodność. Tym elementem jest odejście od melodii na rzecz aliansu z przewrotnym rytmem.

Rozpoczynający album „Arrival”, jest ambientową wizją lotniska lub kosmicznego terminala – jak kto woli. To popisowy koncert całego wachlarza syntezatorów oraz żołnierskich pochodów padów, które oglądamy z poziomu wieży kontroli lotów. Ciężkie, niespokojne oraz deszczowe powietrze, jest swojego rodzaju teatrem działań ludzi kierujących olbrzymi maszynami. Światła reflektorów, radary, warkot potężnych silników, szum, wiatr, burza oraz dźwięki diod kontrolnych – właśnie w taki sposób wita nas Huismans.

Drugi na liście „Terraforming”, przenosi nas w tematy zbliżone do dub techo, jednakże posiadającego bardziej niesymetryczną i drgającą strukturę. Liczne zakłócenia oraz przeszkadzajki, nadają temu utworowi coś odmiennego i niepokojącego. Ten trwający ponad dziewięć minut seans, potrafi nas odurzyć i przenieść poza granice naszej świadomości.

„Cosmic Bounce”, to nu-rave’owy skok w odmęty amerykańskich klubów. Hi-haty tną przestrzeń tego kawałka niczym skalpel chirurga. Warczący synth, tworzy ochronny parasol dla publiki zgromadzonej pod sklepieniem muzycznej świątyni. Odgłosy mechanicznych mew oraz intensywna i podrasowana stopa, wprowadzają kwaśny i oniryczny klimat.

„Vibedoctor”, rozpoczyna się spokojnym niczym poranek synthcikiem oraz pisknięciami ptaków. Jednakże, niech was nie myli ten nastrój. Pod powierzchnią tego utworu, zaczynają brzmieć dostojne cymbały oraz klawisze rodem z tubylczych rytuałów w muzyce Shackletona. Jest miarowo wystukiwana stopa oraz prowadzące ją cykacze. Całość osadzono na potężnych i gotujących sub basach – iście psychodeliczny kawałek.

„Utopia” oraz „Drumroll”, stanowią kolejną próbę zabawy rytmem. O ile pierwszy utwór bardziej celuje w rave’ową materię, to drugi numer jest szalonym sprintem na modłę nieokiełznanego DnB ze wskazówką na liczbie 180 bpm. Sam wstęp w „Drumroll”, jest czymś na podób przygotowywania się do walki dwóch armii. Bębny, marsz, szykowanie broni oraz zwieranie szyków na olbrzymim teatrze działań. Narastające tempo wymyka się próbie zmierzenia przez metronom, a w kulminacyjnym momencie pojawiają się niebiańskie pady, które uspokajają obłędny rytm, aby następnie powrócić do punktu wyjścia utworu. Świetne.

„Cauldron” jest wejściem w dalekowschodnią estetykę, gdzie klawisze fortepianu mieszają się z pociętym koto. Wszystko unosi się na silnych perkusyjnych uderzeniach, a całość wzbogacana jest dźwiękiem japońskiego shakuhachi.

Ostatni na albumie „New Life”, swoim ambientowym romansem nawiązuje do utworu numer jeden.  Estetyka tego kawałka, przypomina tykanie zegarka w kolaboracji z pozytywkową manierą wszechobecnych na tej produkcji cymbałków. To zakończenie odległej i inspirującej podróży, której zapis znalazł swoje miejsce na tym ciekawym albumie. To w jakimś sensie…Nowe życie.

When In Doubt | 20.10.2014

https://www.facebook.com/2562AMadeUpSound?fref=ts

http://www.discogs.com/artist/845246-2562

https://soundcloud.com/2562amadeupsound

http://www.residentadvisor.net/feed-item.aspx?id=81450

 

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.