Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Roland Tings – Roland Tings

Muzyczna podróż trzydzieści lat wstecz o zaskakująco przebojowym potencjale.

Ten młody producent z Melbourne należy do tego pokolenia twórców klubowej elektroniki, dla którego na starcie nie liczyła się nawet podstawowa umiejętność obsługi syntezatorów. Nic więc dziwnego, że zadebiutował w barwach flagowej wytwórni dla tegoż nurtu – 100% Silk. Ponieważ, jak to zwykle bywa w przypadku tego typu zjawisk, dziś nikt już nie zwraca uwagi na publikowane przez nią wydawnictwa, co bardziej utalentowani artyści, szybko ewakuowali się z jej pokładu.

Tak postąpił również Roland Tings, znajdując schronienie najpierw w pododdziale słynnej firmy Modular – Club Mod – a potem w pododdziale tłoczni Prinsa Tomasa – Full Pupp – o wdzięcznej nazwie Internasjonal. Ponieważ wydane przez nie trzy dwunastocalówki spodobały się na klubowych parkietach, norweski mistrz nowego disco pozwolił swemu nowemu podopiecznemu nagrać debiutancki album.

Większość z dziesięciu zamieszczonych na nim kompozycji zorientowana jest na oldskulowy house rodem z Chicago. Australijski producent sięga więc albo po sprężyste, albo po twarde bity, uzupełniając je kumkającymi i popiskującymi klawiszami, między którymi prześlizgują się wokalne wstawki i przestrzenne efekty („Coming Up For Air” czy „Who U Love”). Brzmi to bardzo w stylu retro – ale ujmuje przystępnym potraktowaniem konwencji ze względu na mocno melodyjny charakter wszystkich dźwięków.

Żywiąc uwielbienie dla syntezatorowych brzmień z połowy lat 80., Roland Tings zabarwia część swych nagrań na kosmiczną modłę – jak mieli to w zwyczaju kraut-rockowi weterani z Niemiec nagrywający w tamtym czasie już znacznie bardziej taneczną muzykę. Efekty tego słychać choćby w „Human Knowledge” i „Observatory”, gdzie na surowe podkłady tworzone przez automat perkusyjny i pomrukujące pochody funkowego basu nakładają się kolejne fale klawiszowych arpeggiów o brzmieniu zdezelowanego Casio.

Druga część zestawu ma znacznie bardziej urozmaicony charakter – choć nadal pozostajemy w tej samej epoce. „Floating On A Salt Lake” zaskakuje zwrotem w stronę ilustracyjnego techno rodem z Detroit – i trzeba przyznać, że australijski artysta potrafi swymi syntezatorami ciekawie odmalować nastrój nocnej podróży przez amerykański interior. „Devotion” to ukłon Tinga w stronę swego mentora – stylowe disco wypełnione rechoczącymi akordami klawiszy. Podobnie wypada „Venus” – choć tym razem producent posiłkuje się raczej doświadczeniami Bobby’ego Kondersa, łącząc dubowy puls z dyskotekową motoryką i balearycznymi dźwiękami.

Oczywiście, Australijczyk nie byłby sobą, gdyby nie pozwolił sobie na kolejne wycieczki do Wietrznego Miasta. „Endless Race” to chyba najprostszy utwór w zestawie – po raz kolejny wpisujący popiskujące arpeggia w kontekst rytmicznej surowizny rodem z hard house’u. Ciekawiej wypada „Cultural Canal” – dołączając do zgiełku popiskujących i pobrzękujących efektów kwaśne loopy wyciśnięte z Rolanda TB303. A na finał znów chwila z kosmicznym disco – uwodząca organicznymi pasażami klawiszy klimatyczna „Pala”.

Dobrze, że Roland Tings ewakuował się z 100% Silk. Jego debiutancki album wskazuje, że chłopak ma muzyczną wyobraźnię – i znając klasykę gatunku potrafi czerpać garściami z jej skarbnicy, po to, by stworzyć zaskakująco chwytliwą i efektowną muzykę o własnym charakterze. Pewnie stylistyczni puryści (albo młodzi hipsterzy) będą kręcić nosem, że za mało to wszystko brudne i agresywne. Ale właśnie na tym polega urok tej płyty. I komu przeszkadza od czasu do czasu odrobina przebojowej melodii?

Internasjonal 2015

www.facebook.com/Internasjonal

www.facebook.com/heyrolandtings

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. pat

    W tamtych czasach jak widać już jakoś sobie radzili – na pewno posłucham