Gil Scott-Heron – We’re New Again – a Reimagining by Makaya McCraven
Łukasz Komła:

Rewolucji nie będzie.  

Nicolas Jaar – Cenizas
Jarek Szczęsny:

Bez planów na przyszłość.

BOA – Outer Gateways
Paweł Gzyl:

Dubstep ciągle żywy.

Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.



Roland Tings – Roland Tings

Muzyczna podróż trzydzieści lat wstecz o zaskakująco przebojowym potencjale.

Ten młody producent z Melbourne należy do tego pokolenia twórców klubowej elektroniki, dla którego na starcie nie liczyła się nawet podstawowa umiejętność obsługi syntezatorów. Nic więc dziwnego, że zadebiutował w barwach flagowej wytwórni dla tegoż nurtu – 100% Silk. Ponieważ, jak to zwykle bywa w przypadku tego typu zjawisk, dziś nikt już nie zwraca uwagi na publikowane przez nią wydawnictwa, co bardziej utalentowani artyści, szybko ewakuowali się z jej pokładu.

Tak postąpił również Roland Tings, znajdując schronienie najpierw w pododdziale słynnej firmy Modular – Club Mod – a potem w pododdziale tłoczni Prinsa Tomasa – Full Pupp – o wdzięcznej nazwie Internasjonal. Ponieważ wydane przez nie trzy dwunastocalówki spodobały się na klubowych parkietach, norweski mistrz nowego disco pozwolił swemu nowemu podopiecznemu nagrać debiutancki album.

Większość z dziesięciu zamieszczonych na nim kompozycji zorientowana jest na oldskulowy house rodem z Chicago. Australijski producent sięga więc albo po sprężyste, albo po twarde bity, uzupełniając je kumkającymi i popiskującymi klawiszami, między którymi prześlizgują się wokalne wstawki i przestrzenne efekty („Coming Up For Air” czy „Who U Love”). Brzmi to bardzo w stylu retro – ale ujmuje przystępnym potraktowaniem konwencji ze względu na mocno melodyjny charakter wszystkich dźwięków.

Żywiąc uwielbienie dla syntezatorowych brzmień z połowy lat 80., Roland Tings zabarwia część swych nagrań na kosmiczną modłę – jak mieli to w zwyczaju kraut-rockowi weterani z Niemiec nagrywający w tamtym czasie już znacznie bardziej taneczną muzykę. Efekty tego słychać choćby w „Human Knowledge” i „Observatory”, gdzie na surowe podkłady tworzone przez automat perkusyjny i pomrukujące pochody funkowego basu nakładają się kolejne fale klawiszowych arpeggiów o brzmieniu zdezelowanego Casio.

Druga część zestawu ma znacznie bardziej urozmaicony charakter – choć nadal pozostajemy w tej samej epoce. „Floating On A Salt Lake” zaskakuje zwrotem w stronę ilustracyjnego techno rodem z Detroit – i trzeba przyznać, że australijski artysta potrafi swymi syntezatorami ciekawie odmalować nastrój nocnej podróży przez amerykański interior. „Devotion” to ukłon Tinga w stronę swego mentora – stylowe disco wypełnione rechoczącymi akordami klawiszy. Podobnie wypada „Venus” – choć tym razem producent posiłkuje się raczej doświadczeniami Bobby’ego Kondersa, łącząc dubowy puls z dyskotekową motoryką i balearycznymi dźwiękami.

Oczywiście, Australijczyk nie byłby sobą, gdyby nie pozwolił sobie na kolejne wycieczki do Wietrznego Miasta. „Endless Race” to chyba najprostszy utwór w zestawie – po raz kolejny wpisujący popiskujące arpeggia w kontekst rytmicznej surowizny rodem z hard house’u. Ciekawiej wypada „Cultural Canal” – dołączając do zgiełku popiskujących i pobrzękujących efektów kwaśne loopy wyciśnięte z Rolanda TB303. A na finał znów chwila z kosmicznym disco – uwodząca organicznymi pasażami klawiszy klimatyczna „Pala”.

Dobrze, że Roland Tings ewakuował się z 100% Silk. Jego debiutancki album wskazuje, że chłopak ma muzyczną wyobraźnię – i znając klasykę gatunku potrafi czerpać garściami z jej skarbnicy, po to, by stworzyć zaskakująco chwytliwą i efektowną muzykę o własnym charakterze. Pewnie stylistyczni puryści (albo młodzi hipsterzy) będą kręcić nosem, że za mało to wszystko brudne i agresywne. Ale właśnie na tym polega urok tej płyty. I komu przeszkadza od czasu do czasu odrobina przebojowej melodii?

Internasjonal 2015

www.facebook.com/Internasjonal

www.facebook.com/heyrolandtings

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. pat

    W tamtych czasach jak widać już jakoś sobie radzili – na pewno posłucham