Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.

Recondite – Dwell
Ania Pietrzak:

Chłodna obserwacja rzeczywistości.



Oliver Schories – Fields Without Fences

Czy klasyczny tech-house jest nadal atrakcyjną formułą?

Hamburski producent zaczął działać pięć lat temu. To był czas, kiedy moda na minimalowy tech-house zaczynała powoli przygasać. Mimo tego, on upodobał sobie właśnie te brzmienia – i znalazł dla nich miejsce w takich wytwórniach, jak Parquet czy Der Turnbeutel. Dwa albumy i kilkanaście winylowych dwunastocalówek wydanych od tamtego czasu sprzedały się całkiem dobrze, co dało podstawy przypuszczać, że melodyjny tech-house nadal ma wielu zwolenników.

Schories zawsze był zainteresowany rozbudowaną wersją gatunku. Tak jest i na jego trzecim albumie, który artysta publikuje już nakładem swojej własnej tłoczni – SOSO. Dwanaście zamieszczonych na „Fields Without Fences” nagrań utrzymanych jest w charakterystycznym dla niemieckiego producenta stylu – niespiesznym, płynnym, rozmarzonym. Nowością jest większa ilość melodii, wnoszonych głównie przez przetworzone wokale.

Wszystkie kompozycje zrealizowane są według podobnej recepty. Tech-house’owy puls zostaje podbity mocnym basem, na który nakładają się łagodnie brzęczące klawisze i zbasowane loopy. Czasem Schories dorzuca coś do tego schematu – plemienne conga w „In Other Words”, nastrojowe piano w „Never” czy house’owy groove w „Homeboy”. Niemal w każdym nagraniu słychać liczne wokale – niby o soulowym tonie, ale mocno zdeformowane, wpisane w wokoderową formułę („Undisguised”).

Jak na płytę trwającą ponad godzinę, wszystko to jest niestety nazbyt powtarzalne. Niby słucha się tego przyjemnie – ale schematyczność produkcji sprawia, że z czasem muzyka Schoriesa zaczyna po prostu nudzić. To nie nowe zjawisko w tym gatunku – wszak tech-house stracił swój impet już wiele lat temu. Niespecjalnie pomagają tu wokale – za mało wyraziste, podobne do siebie, rozmywające się w gęstej elektronice. Ale kto wie – może najbardziej zagorzali wielbiciele gatunku odnajdą tu coś dla siebie?

SOSO 2015

www.facebook.com/SOSOHamburg

www.facebook.com/OliverSchories

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz

  1. Won

    To jakoś mi nie siada… Cenię twórczość ale nie mój klimat